Wojny w Iraku i Afganistanie: zmarnowane miliardy

Wojciech Gąsowski śpiewał: – „gdzie się podziały tamte prywatki”. Dzisiaj mógłby zmienić słowa i zamiast prywatek wstawić miliardy. Dolarów. Wówczas tekst byłby adekwatny do sytuacji za Oceanem. Plotki na ten temat krążyły od dłuższego już czasu, jednak oficjalnych potwierdzeń było niewiele. Specjalna komisja kongresowa szacuje właśnie, ile pieniędzy amerykańskich podatników zmarnował rząd federalny w Afganistanie i Iraku.

Coraz większe marnotrawstwo

Optymistyczne szacunki zakładają, że było to ok. 12 miliardów dolarów. Jest jednak pewien haczyk – tyle najpewniej tylko zdefraudowano. A to tylko jedna z pozycji na liście. Prywatne firmy, od dostawców zaopatrzenia, przez cywilnych specjalistów, po najemników zajmujących się wszelkiego rodzaju ochroną, zarobiły na misjach w Afganistanie i Iraku blisko 180 miliardów dolarów. Samych tylko najemników w dwóch wyżej wymienionych państwach, na koniec 2010 roku, było blisko 200 tysięcy. Niespełna połowę z nich stanowią Afgańczycy i Irakijczycy – prawie 88 tysięcy.

Eldorado dla „prywaciarzy” zaczęło się wraz z przejęciem władzy przez Georga Busha juniora. Wówczas szefem Pentagonu został Donald Rumsfeld, który był gorącym orędownikiem „prywatyzacji” zadań wojskowych. Efekty jego rządów w Departamencie Obrony widać jak na dłoni – prywatne firmy przejęły praktycznie aspekty pozabojowe sił zbrojnych. Biorący udział w misjach amerykańscy żołnierze mogą skupić się na walce. Nie muszą gotować, obawiać się o zaopatrzenie czy strzec rozmaitych budynków etc. – tym zajmują się wynajęci przez armię dostawcy oraz najemnicy (zwani dla niepoznaki firmami ochroniarskimi).

Rozliczne problemy wywołane prywatyzacją

Niewątpliwe zalety wykorzystania armii do prowadzenia wojny na placu boju, a nie zmywania garów czy robienia za ochroniarzy, przysłaniają jednak istotne wady takiego rozwiązania. Koszty niekoniecznie są mniejsze, a oszczędności były jednym z głównych argumentów przemawiających za „prywatyzacją” zadań sił zbrojnych. Brakuje nadzoru i kontroli nad prywatnymi dostawcami, w szczególności nad wydawaniem przez nich federalnych pieniędzy. Szwankuje wymiana informacji pomiędzy instytucjami korzystającymi z usług prywatnych dostawców.

Jednak chyba najpoważniejszym problemem jest odpowiedzialność prawna najemników (pracowników rzekomych firm ochroniarskich, takich jak dawne Blackwater) za ich działania na terytorium państw trzecich. Odpowiedzialność, a w zasadzie brak odpowiedzialności, ponieważ „prywaciarze” nie podlegają jurysdykcji amerykańskich sądów cywilnych. Tymczasem jest jasne dla wszystkich, że bezkarność sprzyja patologiom. Wiemy również, iż patologicznych zachowań najemników nie brakowało.

Komisja kongresowa ma przedstawić pełny raport i rekomendacje w czerwcu br., a dokument ma stanowić zwieńczenie dwuletniej pracy, w tym rozlicznych wysłuchań. Na dziś dostępny jest raport okresowy, na podstawie którego powstał niniejszy wpis.

Piotr Wołejko