Rewolucja w Egipcie. Kto ma szansę przejąć władzę po Mubaraku?

Rewolucja w Egipcie przyjmuje coraz bardziej dramatyczny obrót – przed kilku godzinami ze swojego stanowiska zrezygnował dotychczasowy prezydent Republiki, Hosni Mubarak. Pełnił tę rolę od niemal 30 lat. Kto zajmie jego miejsce? Przedstawiamy sylwetki najważniejszych postaci ostatnich dni.

Hosni Mubarak

Hosni Mubarak (Zdjęcie: topnews.in)
Hosni Mubarak (Zdjęcie: topnews.in)

Były już prezydent Egiptu, sprawujący swą władzę od blisko trzech dekad. Były dowódca sił powietrznych tego kraju (1972-75), wiceprezydent (1975-81), stanowisko prezydenta objął po zabójstwie Anwara El-Sadata w roku 1981. Jedną z jego najwcześniejszych – i najpoważniejszych decyzji – było wprowadzenie stanu wyjątkowego, który obowiązuje do dziś i mocno ogranicza wolności obywatelskie Egipcjan (m.in. legalizuje on rządową cenzurę, rozszerza kompetencje służb bezpieczeństwa i ogranicza prawo do wyrażania własnych poglądów). Mubarak kilkukrotnie (1987, 1993, 1999 i 2005) przedłużał swoje rządy, powołując się na wolę samych Egipcjan, wyrażoną w referendach.

Pod jego rządami egipska gospodarka rozwijała się w zadowalającym tempie (średnio ponad 5% wzrostu PKB rocznie), a wiele problemów ekonomicznych zostało rozwiązanych. Niestety, najpoważniejsze z nich – korupcja, wysoka inflacja i bezrobocie – nie doczekały się pomyślnego rozwiązania, a narastająca frustracja spowodowała falę protestów, która obaliła Mubaraka.

W polityce zewnętrznej Hosni Mubarak był jednym z najważniejszych sojuszników Stanów Zjednoczonych na Bliskim Wschodzie, raczej przychylnie nastawionym do Izraela. Hosni Mubarak zrezygnował ze stanowiska prezydenta 11 lutego 2011 roku.

Scheda po Mubaraku

Mohammed Tantawi (Zdjęcie: Wikimedia Commons)
Mohammed Tantawi (Zdjęcie: Wikimedia Commons)

Jest co najmniej trzech głównych chętnych do przejęcia schedy po Mubaraku – obecny wiceprezydent, Omar Sulejman, umiarkowany i prozachodni Mohamad ElBaradei, oraz fundamentalistyczne Bractwo Muzułmańskie. Niewiadomą pozostaje jednak przyszła rola  wojska – a to właśnie w jego ręce złożono władzę prezydencką w Egipcie. Od obalenia monarchii ponad pół wieku temu, siły zbrojne mają ogromny wpływ – zarówno bezpośredni, jak i pośredni – na politykę w tym kraju. Nie dziwne zatem, że funkcję p.o. prezydenta Egiptu przejął wojskowy, Mohammed Tantawi. To właśnie on był wymieniany pośród ewentualnych następców Mubaraka. Zdaniem ekspertów, jeśli armia postanowi zostawić Tantawiego na stanowisku, będzie to najprawdopodobniej koniec marzeń Egipcjan o szybkiej demokratyzacji – jest on bowiem uznawany za jednego z najzagorzalszych popleczników byłego prezydenta.

Czy teraz, gdy ponownie władza trafia w ręce armii, będzie ona chciała ją oddać? Dotychczasowe doświadczenia przeczą temu, ale skoro Egipcjanom udało się zrzucić z fotela prezydenckiego, wydawałoby się niezatapialnego, Hosniego Mubaraka, to może i wojsko uzna za stosowne nie mieszać się bezpośrednio do polityki? Pewne jest jedno – bez akceptacji armii nikt nie będzie w stanie przejąć władzy w Egipcie. Przypuśćmy zatem, że oddaje ona władzę. Kto mógłby ją przejąć? Jak wyglądałyby rządy? Spróbujemy odpowiedzieć na te pytania.

Omar Sulejman

Omar Sulejman (Zdjęcie: Wikimedia Commons)
Omar Sulejman (Zdjęcie: Wikimedia Commons)

Prawa ręka Hosniego Mubaraka, były szef wywiadu (od 1993 r.), od końca stycznia 2011 również wiceprezydent Egiptu. Główny negocjator strony rządowej, od lat szara eminencja kolejnych egipskich rządów. Wytrawny polityk i negocjator, o ogromnych wpływach zarówno w kraju, jak i poza jego granicami. Zarówno Egipcjanie, jak i zachodni eksperci – zapewne słusznie – nie ufają Sulejmanowi i przewidują, że Egipt pod jego rządami nie mógłby liczyć na poważniejsze reformy, zarówno w zakresie swobód obywatelskich i demokratyzacji, jak i na niwie gospodarczej.

Nie bez znaczenia jest tutaj rola, jaką odgrywał on przez ostatnich kilkanaście lat w polityce kraju nad Nilem. Jako szef wywiadu miał bezpośredni wpływ na represje, jakim poddawani byli opozycjoniści. Organizacje broniące praw człowieka zarzucają mu, że nie tylko doskonale wie o tych prześladowaniach (głównie zastraszeniach, ale i o torturach oraz morderstwach politycznych) opozycji, a nawet bezpośrednio sam je zlecał.

Wydaje się jednak, że – ze względu na słabą legitymację władzy – Omar Sulejman starałby się wprowadzić kontrolowane odgórnie reformy w celu poszerzenia swobód obywatelskich i pluralizacji życia społeczno-politycznego. Tak jak w polityce wewnętrznej, tak i w kwestii stosunków z zagranicą Sulejman nie wróży żadnych zmian – co z perspektywy Zachodu akurat trzeba odczytać raczej jako zaletę. W razie przejęcia władzy, Omar Sulejman będzie kontynuował prozachodnią politykę zagraniczną, choć niewykluczone, że – znów ze względu na brak legitymizacji władzy – kontakty te staną się nieco chłodniejsze niż za czasów Mubaraka.

Mohamad ElBaradei

Mohammad ElBaradei (Zdjęcie: Wikimedia Commons)
Mohammad ElBaradei (Zdjęcie: Wikimedia Commons)

Były szef Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (w latach 1997-2009), który za nadanie jej nowego, nie tylko technicznego, ale również politycznego znaczenia dostał – wspólnie z nią – pokojową nagrodę Nobla. Sprawny dyplomata – z racji wieloletniej pracy w agendach ONZ znany jednak bardziej za granicą niż w kraju. Uzyskawszy mandat ze strony protestujących (w tym i zdelegalizowanego Bractwa Muzułmańskiego), stał się głównym negocjatorem po ich stronie.

Po trosze technokrata, po trosze intelektualista, a do tego człowiek o niezależnych poglądach i silnym charakterze (co potwierdził na stanowisku dyrektora generalnego MAEA) – niewątpliwie mógłby stać się dobrym prezydentem na czas transformacji. Niestety, fakt, że od wielu lat pracuje poza granicami kraju sprawia, że będzie mu trudno uzyskać większy wpływ na egipską politykę. Może przyciągnąć klasę średnią, ale będzie mieć problem z poparciem wśród wielomilionowej biedoty, która go nie zna i mu nie ufa.

Jednak największym problemem dla ElBaradeia nie jest poparcie Zachodu, które dla wielu Egipcjan czyni go mało wiarygodnym kandydatem, lecz niemal całkowity brak zaplecza politycznego. Nie tylko zmniejsza to jego szansę na zdobycie i utrzymanie władzy, ale stawia pod znakiem zapytania jego agendę polityczną. Choć w polityce wewnętrznej obrałby kurs na szybką demokratyzację, musiałby iść na kompromisy zarówno z obecnym establishmentem, jak i silnym Bractwem Muzułmańskim. Mogłoby okazać się, że jego rządy są jeszcze mniej skuteczne niż Hosniego Mubaraka.

Bractwo Muzułmańskie

Logo Bractwa Muzułmańskiego (Źródło: Wikimedia Commons)
Logo Bractwa Muzułmańskiego (Źródło: Wikimedia Commons)

Bractwo to organizacja społeczno-polityczna o wyraźnie fundamentalistycznym charakterze. Założona w 1928 roku, odegrała znaczącą – choć nie zawsze pozytywną – rolę w historii współczesnego Egiptu. Faktycznie trzeba by nazwać ją partią polityczną, ale Hosni Mubarak, chcąc pozbyć się konkurencji, zdelegalizował jej struktury partyjne. Obecnie Bractwo pozostaje najsilniejszą siłą opozycyjną na egipskiej scenie politycznej, cieszącą się szerokim poparciem i zaufaniem społecznym. To właśnie ono stało za protestami, które zmusiły Hosniego Mubaraka do rezygnacji z urzędu i to zapewne z jego szeregów wyszedłby najpoważniejszy kandydat na prezydenta, jeśli w Egipcie doszłoby do w pełni demokratycznych wyborów.

To właśnie przez wpływy Bractwa Muzułmańskiego Zachód z takim niepokojem przygląda się obecnej sytuacji w Egipcie. Słyszy się wiele głosów, że Bractwo miałoby przekształcić ludową rewolucję w rewolucję islamską i zaprowadzić porządki takie jak w Iranie lub Arabii Saudyjskiej. Trudno się dziwić takim obawom – w końcu jeszcze niedawno to właśnie ono stało za zamachami terrorystycznymi na turystów w egipskich kurortach. Problemem jest dokładne określenie profilu ideologicznego tego szerokiego ruchu społecznego – wynikiem czego jest niepewność odnośnie jego programu. Zdaniem niektórych, obrany kilka lat temu przez jego liderów kierunek rozwoju pozwala przypuszczać, że Bractwo stanie się czymś w rodzaju tureckiej Partii Sprawiedliwości i Dobrobytu (AKP), czyli partią raczej umiarkowaną, choć nieukrywającą swoich islamskich korzeni; równie liczne są głosy, że stanie się wręcz przeciwnie i ruch wkrótce się znów zradykalizuje. Prawda – jak zawsze – leży pośrodku: tym, co scalało przez ostatnie lata frakcje w obrębie Bractwa była walka z reżimem Mubaraka i – często różnie pojmowane – przywiązanie do wartości muzułmańskich. Na razie zatem trudno przewidzieć, w którym kierunku podąży organizacja, a wszelkie przewidywania w tej materii wydają się być nadużyciem.

Niemal pewne jest natomiast jedno: Bracia Muzułmanie nie mają na razie szans przekształcić Egiptu w państwo czysto wyznaniowe – nie pozwoli na to ani wojsko, ani zwesternizowana część egipskiego społeczeństwa. Wydaje się jednak, że – bez względu na rozwój wypadków w samym Bractwie – w polityce wewnętrznej przykładałoby ono dużą wagę do procesu demokratyzacji, w nim właśnie upatrując szansy na powiększenie własnych wpływów. Jeśli to Bracia mieliby największy wpływ na politykę w kraju, najprawdopodobniej nieznacznie zaostrzyłby się kurs wewnętrzny i rola religii oraz duchownych w życiu społeczno-politycznym Egiptu.

Największe zmiany zaszłyby w polityce zagranicznej: Bractwo jest zdecydowanym przeciwnikiem Izraela i amerykańskiej obecności w regionie. W razie przejęcia przez nie władzy w Egipcie, można się spodziewać eskalacji napięć między Egiptem, a państwem żydowskim oraz USA.