Między Turcją, a Iranem: pytanie o tożsamość rewolucji w Egipcie

Co przyniesie "arabskie przebudzenie" w Północnej Afryce (Zdjęcie: thegrio.com)
Co przyniesie "arabskie przebudzenie" w Północnej Afryce (Zdjęcie: thegrio.com)

Samuel Huntington, w swoim artykule’’The Clash of Civilizations” [Zderzenie Cywilizacji – przyp. aut.] opublikowanym we wrześniu 1993 w Foreign Affairs, zauważa, że zarówno świat Islamu jak i świat Zachodni postrzegają wzajemne interakcje jako zderzenie cywilizacji. Śledząc uważnie i analizując sytuację ze stycznia i lutego br. w krajach północnej Afryki (zwłaszcza w Egipcie i Tunezji) można by pokusić się o postawienie kontrowersyjnej tezy o nowym wymiarze owego ,,zderzenia cywilizacji”.

W dobie powszechnego dostępu do międzynarodowych źródeł informacji a także wspólnego zamieszkiwania jednej, wielkiej globalnej wioski każdy wybuch niezadowolenia społecznego, buntu, zamieszek czy rewolucji nie jest czymś odległym i obojętnym, ale w mniejszym lub większym stopniu dotykającym całej społeczności międzynarodowej. Po burzliwych wydarzeniach początku 2011 roku pojawia się więc pytanie o tożsamość, przyczyny ,,przebudzenia krajów arabskich”, jak daleko idące skutki może ono za sobą pociągnąć a także o rolę wzajemnych wpływów i oddziaływań między dwoma światami Islamu i Zachodu.

Nowa trzecia droga?

Śledząc doniesienia prasy, mediów międzynarodowych a także portali internetowych można zauważyć swoiste prześciganie się autorów, publicystów i dziennikarzy w szukaniu nowej nazwy na wydarzenia ze stycznia i lutego w krajach arabskich, typu ,,jaśminowa rewolucja”, ,,zima ludów”, szukaniu analogii do wiosny ludów z 1848 r. a także jesieni ludów z końca 1989r., próby porównań wydarzeń, zwłaszcza z Egiptu, do irańskiej rewolucji islamskiej z 1979 czy też podejmowaniu problemu jaką drogę wybierze Egipt. Czy do władzy dojdą islamiści na czele ze zdemonizowanym przez Zachód Bractwem Muzułmańskim, czy może Egipt zdecyduje się na ,,mariaż polityki i religii” pod nadzorem armii? Niezwykle trafne wydaje się szukanie analogii z Islamską Republiką Iranu i Republiką Turcji jako dwóch skrajności, dwóch zupełnie odmiennych dróg służących albo za przykład próby pogodzenia świeckości z religijnością (Turcja) albo pewnego rodzaju ,,straszaka” dla młodych, dopiero co kiełkujących demokracji w wydaniu arabskim przed czarnym scenariuszem przekształcenia się w państwo teokratyczne (Iran).

Warto podkreślić, zwłaszcza porównując Iran i Egipt, że w Iranie rewolucja – mimo zmęczenia skorumpowanymi rządami szacha Mohammada Rezy Pahlawiego – miała w dużym stopniu podłoże religijne, natomiast w przypadku protestów w Egipcie, a także Tunezji zwraca się uwagę na ,,nieobecność islamskiego fundamentalizmu” (Slavoj Żiżek dla ‘’The Guardian”w: Forum nr 6, 7-13 lutego 2011), a także na brak jawnych odniesień do argumentów antyzachodnich i antyamerykańskich (Robert D. Kaplan dla ‘’Foreign Policy” w: Forum, nr 6, 7-13 lutego 2011). Co więcej, zwraca się uwagę na bardzo niewielki udział, wręcz ,,przespanie” rewolucyjnych zmian w ostatnim okresie przez Bractwo Muzułmańskie będące przyczyną obaw i niepokojów Zachodu, a także źródłem braku początkowego poparcia przez Baracka Obamę natychmiastowego złożenia ze stanowiska prezydenta Egiptu Hosniego Mubaraka. Jednakże Bractwo Muzułmańskie, założone w 1928r. przez Hasana al-Bannę na znak protestu przeciwko brytyjskiej obecności w Egipcie, jest na dzień dzisiejszy jedyną braną poważnie pod uwagę, choć pozbawioną legitymizacji po zamieszaniu w próbę zabójstwa prezydenta Gamala Nasera w 1954r.,  opozycją (Wawrzyniec Smoczyński ,,Egipt -czy armia zaprowadzi demokrację” Polityka nr 8, 19 lutego 2011), dlatego tak istotne jest teraz poleganie na rozsądku i wyczuciu politycznym na szczytach władzy. Po oddaniu władzy przez Hosniego Mubaraka Najwyższej Radzie Wojskowej Egipt stoi przed niezwykle karkołomnym zadaniem stworzenia systemu niemalże od podstaw, zdefiniowaniu siebie na nowo tak, aby nie przekroczyć kruchej i płynnej granicy między nowoczesnością i demokracją a zacofaniem i rządami religijnymi.

Zryw nie tylko wolnościowy

Zdarzeniom z ostatnich tygodni w Egipcie nie można nadać wymiaru jedynie wolnościowego, zresztą tak jak nie powinno się tego robić w stosunku do każdej innej rewolucji, gdyż żadna z nich nie ma znaczenia tylko i wyłącznie jednowymiarowego. Mimo że na Placu Tahrir zebrało się dziesiątki tysięcy, w ogromnej mierze, wykształconych i światłych Egipcjan zmęczonych 30-letnimi skorumpowanymi rządami Hosniego Mubaraka, pragnących zmiany i wierzących w siłę i potęgę tłumu, który zjednoczył się od ,,akcji 25 stycznia”, przyczyn wybuchu należy upatrywać także w dużo szerszym kontekście gospodarczo-ekonomicznym. Odpowiedź na pytanie o jedną z głównych przyczyn wybuchu niezadowolenia na ulicach Egiptu doskonale oddają dwa słowa: ceny żywności, a dokładniej: ceny pszenicy. Skok cen żywności stał się koszmarem dla mieszkańców Egiptu, zważywszy na to, że ponad połowa Egipcjan żyje za mniej niż dwa dolary dziennie, a Egipt jest największym importerem pszenicy na świecie.

Doskonałe uzależnienie Egiptu od mechanizmów gospodarki, praw popytu i podaży ukazuje dylemat rządów krajów arabskich, nagłaśniany w ramach rewolucyjnych wydarzeń z ostatnich tygodni, a mianowicie jak zachować się w obliczu rosnących cen żywności. Czy dążenie do uniknięcia za wszelką cenę niepokojów społecznych i przejęcie przez państwo ciężaru subwencjonowania żywności, czy też obarczenie tym problemem konsumentów i pozostawienie ich samym sobie jest najlepszym rozwiązaniem? Iskrą zapalną do wybuchu społecznego w Egipcie stało się oczywiście ,,pozbycie się” przez Tunezyjczyków znienawidzonego prezydenta Ben Alego, ale był to tylko pretekst do kulminacji niezadowolenia z wieloletniej dyktatury, dążeń młodych wykształconych Egipcjan pozbawionych pracy, a także krzyk zwykłych ludzi o lepsze, godziwsze życie i poprawę warunków.

Zderzenie drugiej dekady

Druga dekada XXI wieku rozpoczęła się w sposób niezwykle gwałtowny, dynamiczny, brutalny, postawiła niezwykle trudne wyzwania przed kształtującymi swoją tożsamość na nowo państwami arabskimi a także zmusiła Zachód do refleksji nad nowym wymiarem proliferacji wartości demokratycznych i wzorców kulturowych, a raczej pogodzeniem się z ,,arabskim modelem demokracji”. Czy taki model w ogóle istnieje? Jak błędne może być rozumienie pojęcia ,,rozpowszechniania demokracji” pokazała polityka amerykańska, a zwłaszcza po 2002 roku i przedstawieniu przez George’a W. Busha Strategii Bezpieczeństwa Narodowego oparta między innymi o politykę mesjanizmu i szerzenia demokracji. Dlaczego demokracja ma być podyktowana na warunkach świata zachodniego, bez uwzględnienia specyfiki i uwarunkowań kulturowych, społecznych, gospodarczych i politycznych krajów, które mają zostać tą demokracją ,,zarażone”? Za doskonałą konkluzję mogą posłużyć słowa jednego z rozmówców Hugh Milesa w książce „Al-Jazeera. How Arab TV News Challenged The World”, który usłyszał od pewnego Katarczyka, że demokracja nie zadziała dobrze w Katarze, gdyż jest to kraj oparty na rodzinie, stosunkach rodzinnych, więc zdobycie władzy przez jednego członka  pociąga za sobą ,,wciągnięcie” do władzy całej jego rodziny i możliwość wykorzystania systemu demokratycznego do swoich celów. Może także w Egipcie na sposób myślenia Egipcjan składają się uwarunkowania i czynniki, o których nie mamy pojęcia?