Bałtyckie NATO, a stan polskiej armii

Zwiększenie wydatków wojskowych przez Sztokholm, porzucenie tradycyjnej neutralności przez ten kraj i (zgodnie z informacją jaka ukazała się na prestiżowym portalu STRATFOR) zawarcie sojuszu obronnego Szwecji z Estonią to jedynie wierzchołek góry lodowej geostrategicznych zmian jakie zachodzą w Europie. Tymczasem, niedawne rewelacje związane z zacieśnieniem wojskowych relacji szwedzko-polskich wpisują się w tzw. Plan Stoltenberga (2009 rok), który zawiera wskazówki dotyczące zawarcia sojuszy wojskowych Szwecji z Estonią, Łotwą, Litwą, Finlandią, Norwegią i Danią. Skoro zgodnie z dotyczącym zawarcia sojuszu z naszym krajem zapytaniem jakie 5 stycznia tego roku padło z ust Mikaela Oscarssona, pierwotny katalog Stoltenberga ma zostać poszerzony o inne kraje regionu bałtyckiego- w tym Polskę, aktualnym staje się pytanie o stan naszych sił zbrojnych.

Opozycja określa stan naszej armii za pomocą soczystych porównań: „jest mniejsza niż liczba zadeklarowana 200 lat temu przez Sejm Wielki”, „jej wielkość nie jest wystarczająca nawet do obsadzenia granicy z Obwodem Kaliningradzkim” etc. Jak zwykle w takich przypadkach bywa- jest to obraz przejaskrawiony a rzeczywistość jest dla polskiego wojska mniej bolesna (co nie oznacza, że dobra). Korzystnie na tle większości sąsiadów -tnących wydatki za wojsko- wygląda finansowanie polskich sił zbrojnych, które wynosi 1,95% PKB. Zmianie na lepsze uległa także struktura dowodzenia, którą w 2007 roku zreformował minister Klich. Wprowadzono wtedy stanowisko szefa sztabu, łącząc dotąd niezależne ośrodki dowodzenia wywodzące się z poszczególnych typów formacji wojskowych. Rząd PO mimo licznych zaniedbań scentralizował także przepływ pieniędzy wydawanych na dozbrajanie wojska, które oscylują w okolicy 4 mld zł. Do 2007 roku przepływ tych kwot kontrolowało kilka niezależnych agencji MON. Klich przeprowadził w wojsku także pierwszy od 10 lat audyt finansowy, który udrożnił wiele strumieni finansowych blokowanych przez administrację ministerialną. Dzięki temu wprowadzono dodatki mieszkaniowe dla oficerów zawodowych i zwiększono ich mobilność pomiędzy garnizonami. Przygotowano także ustawę o weteranach regulującą status rannych i okaleczonych żołnierzy wracających z misji pokojowych. Ostatnim sukcesem Klicha, który wymienię jest wyegzekwowanie na NATO opracowanie planów obronnych naszego kraju tzw. Eagle Guardian. Czy to wystarczy, aby uznać że nasze siły zbrojne w ramach współpracy z sojusznikami są w stanie nas obronić?

Główną porażką obecnego rządu, która z punktu widzenia strategicznego może okazać się szczególnie bolesna to niski stan osobowy tworzonej Gwardii Narodowej, która ma uzupełniać wojska zawodowe. Uzawodowienie armii przy jednoczesnym pozbawieniu jej rezerw i likwidacji poboru zmniejsza jej wartość bojową. Groźna może okazać się także zeszłoroczna zapowiedź ministra Rostowskiego, który choć zadeklarował utrzymanie finansowania armii na poziomie 1,95% PKB, to jednak chciałby by odbywało się to w okresach 6 letnich. Takie rozwiązanie pozwalałoby łatać budżet kosztem armii (w okresie „tłustych” lat nakłady byłyby mniejsze), zachwiałoby płynnością finansowania MON i znając polskie realia przerzuciłoby dofinansowanie armii na kolejną kadencję Sejmu. Polska nie reaguje także na wzrost wydatków wojskowych Rosji, która wzbogaciła się o desantowe okręty klasy Mistral. Mogą one zakłócić równowagę wojskową na Bałtyku…