Afrykańskie lwy na dopalaczach

źródło: globalhort.org

Ekonomiści i analitycy finansowi lubują się w tworzeniu chwytliwych określeń dla grup państw, które łączą pewne parametry gospodarcze. Mieliśmy więc cegły (BRICs – Brazylia, Rosja, Indie i Chiny) i świnki (PIIGS – Portugalia, Irlandia, Italia, Grecja i Hiszpania), czy też azjatyckie tygrysy. Do tygrysów zaliczano swego czasu również kraje bałtyckie (Litwa, Łotwa, Estonia), a Irlandia stanowiła byt autonomiczny i była celtyckim tygrysem. Trudno się więc dziwić, że wymyślono również sformułowanie „afrykańskie lwy”.

Gdy spojrzymy na wskaźniki rozwoju gospodarczego państw afrykańskich (wyłączamy arabską Afrykę Północną i skupiamy się na części subsaharyjskiej) dostrzeżemy, iż rzeczywiście można mówić o pędzących lwach. Wiele państw znajduje się na ścieżce szybkiego wzrostu. Prognozy wskazują, że tak będzie także w najbliższej przyszłości. Dynamicznie rozwija się wymiana handlowa z Afryką, a na kontynent ściągają inwestorzy. Pomoc rozwojowa i humanitarna nadal odgrywa istotną rolę, podobnie jak pieniądze przesyłane do domu przez emigrantów.

Surowce i korupcja

Problemem może być fakt, iż wzrost gospodarczy w większości przypadków opiera się na eksporcie surowców naturalnych lub płodów rolnych. Aktualnie ceny surowców i artykułów podstawowych są wysokie (w niektórych przypadkach szybko rosną), ale tak wcale nie musi być. Coraz powszechniej mówi się o tym, że niektóre surowce i artykuły podstawowe są zbyt drogie i wkrótce będziemy świadkami pęknięcia bańki na rynkach. Wszystko przez spekulantów, którzy grali na podwyżkę cen i wkrótce będą chcieli spieniężyć wzrosty.

Silne uzależnienie od surowców to typowo afrykańska choroba (choć powszechnie znamy ją jako holenderską). Kraje takie jak Angola, Demokratyczna Republika Kongo, Czad, Nigeria czy Gwinea Równikowa czekałby gwałtowny wstrząs w przypadku istotnej przeceny na rynku ropy naftowej. Teraz wszyscy cieszą się z zamieszania w Egipcie, które wywindowało ceny czarnego złota powyżej 100 dolarów za baryłkę, a przed kryzysem cena oscylowała wokół 150 dolarów. Pozostałe sektory gospodarki czy nawet wydobycie innych surowców nie są już najmocniejszą stroną afrykańskich lwów. Brak alternatywnych kół zamachowych dla gospodarki.

Drugim problemem państw z Czarnego Lądu jest powszechnie panująca korupcja. Średni wynik dla całej Afryki w rankingu percepcji korupcji Transparency International w 2010 roku to niespełna 2,9 (w skali do 10, gdzie 10 oznacza stan idealny, czyli brak korupcji). Większość szerokiego strumienia pieniędzy płynącego do Afryki nie trafia więc do obywateli i nie jest inwestowana w szeroko pojętą modernizację, a wędruje do kieszeni rządzących elit. Bogacą się rodziny, rody i klany przywódców, natomiast przepaść pomiędzy dochodami najuboższych i najbogatszych błyskawicznie się powiększa.

Wielka zmarnowana szansa?

Afrykańskie lwy nie radzą sobie także z edukacją i ochroną zdrowia. W wielu państwach problemem jest zapewnienie porządku i bezpieczeństwa (nie mówię tu o trudno dostępnych regionach, gdzie panuje bezprawie, czy też prawo silniejszego). Kłopotem może być również demografia. W 2009 roku średnio 40,9 proc. mieszkańców kontynentu miało mniej niż 15 lat. Ludzi tych trzeba nie tylko wyżywić, ale zapewnić im jakieś zajęcie. Zamieszki w krajach arabskich pokazują, jak niezadowolenie młodej części populacji może przełożyć się na zmiany polityczne.

Jakby tego było mało, należy pamiętać o kwestii konfliktów granicznych, etnicznych i religijnych. Od pierwszych niepodległości w Afryce w niezliczonych konfliktach wewnętrznych bądź zewnętrznych zginęły już miliony ludzi. Najobficiej spłynęła krwią ziemia Sudanu, Demokratycznej Republiki Kongo i Rwandy. Ostatnie z tych państw jest dziś stawiane za przykład dla innych – za wzór sukcesu gospodarczego. Udało się go osiągnąć za cenę ścisłej kontroli politycznej nad obywatelami. Każdy kraj to inna historia, o której długo można by opowiadać.

Czy w powyższym artykule nie wyśmiewam się przypadkiem z afrykańskich lwów? Skądże znowu. Wskazuję tylko, że jest istotna różnica pomiędzy światem widzianym zza biurka w londyńskim City czy na Manhattanie, a twardą rzeczywistością Afryki. Perspektywy rozwoju kontynentu, w szczególności jego subsaharyjskiej części są pozytywne. Sukces osiągną jednak tylko nieliczni. Większość nie będzie potrafiła we właściwy sposób wykorzystać świetnej koniunktury. Chyba, że skorumpowani kleptokraci przeistoczą się w światłych menedżerów. A na to szanse są marne, prawda?

Piotr Wołejko