Meksyk: na drodze do upadku?

Rok 2010 z pewnością nie był najlepszy dla administracji Felipe Calderona. Wojna z kartelami narkotykowymi przyniosła śmierć kolejnych tysięcy osób. Meksykańska Santa Muerte ( „patronka płatnych zabójców”) nie należy do bezrobotnych. Zagraniczne media przepełnione są apokaliptycznymi wizjami rozwoju sytuacji. Czy Meksyk rzeczywiście nieuchronnie zmierza w stronę upadku?

Prezydent Meksyku, Felipe Calderon, nie może zaliczyć roku 2010 do szczególnie udanych (Źródło: animalpolitico.com)
Prezydent Meksyku, Felipe Calderon, nie może zaliczyć roku 2010 do szczególnie udanych (Źródło: animalpolitico.com)

Czarny bilans

W połowie grudnia ubiegłego już roku, meksykański prokurator generalny, Arturo Chavez, ogłosił bilans ofiar wojny rządu z kartelami narkotykowymi. Oznajmił, że tegoroczna liczba poległych wynosi 12, 456. Rok 2010 okazał się więc najtragiczniejszym od momentu objęcia władzy przez Felipe Calderona. Nie było to jednak zaskoczeniem. Pobicia tego niechlubnego rekordu spodziewano się bowiem co najmniej od połowy roku. Nikt chyba nie przypuszczał jednak, że liczba ofiar aż tak przerośnie dotychczasowy, ustanowiony w 2009, kiedy śmierć poniosło 9, 600 osób. Od grudnia 2006, a więc od momentu wypowiedzenia kartelom wojny przez nowego prezydenta, całkowita liczba poległych przekroczyła 30 tysięcy.

W samym tylko Ciudad Juarez, najbardziej krwawym meksykańskim mieście, śmierć poniosło 3111 osób. Oznacza to, iż każdego dnia ginęło tam ośmioro ludzi. Choć jego obywatelom z pewnością nie jest do śmiechu, trzeba przyznać, że sytuacja momentami zakrawa tam na farsę. Na początku grudnia przestępcy, pod osłoną nocy, podpalili przedszkole, gdyż jego władze nie chciały zapłacić haraczu. Gdyby wydarzyło się to w każdym innym mieście na świecie, potraktowałbym to jako żart. Nie traktowałbym poważnie gangsterów, którzy zajmują się wymuszaniem pieniędzy od jakiejkolwiek placówki oświatowej. W Ciudad Juarez jest jednak inaczej. Ta tragikomiczna sytuacja jest dowodem na słabość państwa w tym regionie. Przestępcy pozwalają sobie na wiele. BBC opisuje nawet przypadki zastraszania nauczycieli, którzy nie chcieli oddać gangsterom połowy swoich świątecznych dodatków. Swoją drogą możemy w tym momencie podziwiać niezwykły przejaw miłosierdzia przestępców. Żądali przecież tylko połowy, nie zaś całej kwoty. Być może uwidacznia się tu pozytywny wpływ kościoła katolickiego, który również stara się dotrzeć do przestępców. Niektórzy księża, np. Frederick Loos, kazania mówią… slangiem. Duchowny uważa, że w ten sposób jest w stanie lepiej dotrzeć do gangsterów, którzy paradoksalnie często należą do ludzi głęboko wierzących. Cytowany przez New York Times ksiądz mówi: „Gdy jedziesz do Chin musisz mówić po chińsku. Jeśli mówisz do dzieci używasz zrozumiałych dla nich słów”. Być może w tym szaleństwie jest metoda.

W noc podpalenia przedszkola, przestępcy w Ciudad Juarez byli hiperaktywni. Zaatakowali bowiem również dwa centra rehabilitacyjne, w których zamordowali 4 pacjentów. O tego typu działaniach, w roku 2010, można było usłyszeć niezwykle często. W czerwcu, w  jednym z takich centrów w Chihuahua napastnicy zabili 19 osób. Również w tym miesiącu, w Gomez Palacio, zginęło 9 osób. Natomiast w październiku w Tijuanie śmierć poniosło 13 pacjentów. Centra rehabilitacyjne atakuje się w nadziei na pozyskanie nowych współpracowników. Jak widać, gangsterom trudno pogodzić się z odmową.

Z trudną sytuacją zmaga się również Guadelupe. W tym leżącym zaledwie 5 km od granicy amerykańsko – meksykańskiej mieście, 28 grudnia porwana została policjantka, Erika Gandara. Jak na warunki meksykańskie nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że była ostatnim funkcjonariuszem w mieście. Miejscowość pozostała więc bez policyjnej ochrony. Rząd meksykański szybko wysłał tam jednak wojsko, które ma zapewnić bezpieczeństwo w rejonie.

Śmierć coraz częściej ponoszą także cywile. Meksykanami najbardziej wstrząsnęły dwa tegoroczne morderstwa. Jednym z nich było zabójstwo Rodolfo Torre. Był on  popularnym kandydatem na gubernatora, który głównym hasłem swej kampanii uczynił poprawę bezpieczeństwa. Zamordowany został także El Shaka, czyli Sergio Vega, popularny meksykański piosenkarz. Ta śmierć szczególnie dotknęła społeczeństwo, gdyż zaledwie parę godzin przed śmiercią, artysta dementował plotki o swoim zgonie. Humory poprawiło wszystkim wypuszczenie przez porywaczy na wolność Diego Fernandeza de Cavallosa, byłego kandydata na prezydenta, który został porwany w maju 2010 r. Nie zmienia to jednak faktu, że miniony rok był dość tragiczny również dla cywilów. Opisywane przypadki nie były bowiem jedynymi przykładami śmierci niewinnych ludzi.

Obawy i nadzieje

Znaczny odsetek ofiar meksykańsko – meksykańskiej wojny stanowią członkowie karteli narkotykowych. Rosnący w takim tempie bilans powoduje jednak, że działania administracji Felipe Calderona przez wielu uważane są za nieskuteczne. Atmosferę niepokoju podsycają także media, które prześcigają się w czarnych scenariuszach rozwoju sytuacji. Wielu ekspertów zastanawia się czy Meksyk jest już państwem upadłym. Pytanie to zadawała sobie również dyplomacja amerykańska, o czym świadczyć mogą ujawnione przez portal Wikileaks depesze dyplomatyczne. George Friedman ze STRATFOR zastanawiał się nad tym już w 2008 roku. Jego zmartwienie problemem spowodowało zabójstwo Edgara Millana Gomeza 8 maja tego roku. Gomez był człowiekiem odpowiedzialnym za wiele działań wymierzonych przeciwko kartelom narkotykowym. Wtedy Friedman stwierdził, że Meksyk nie jest jeszcze państwem upadłym, ale jeśli sytuacja nadal będzie rozwijała się w tym kierunku, musimy oswoić się z myślą, że istnieje możliwość jego upadku. Twierdził, że zabójstwo tak wysokiego rangą funkcjonariusza publicznego pokazuje, że nikt, kto zagraża mafii nie jest bezpieczny.

Studząc niejako obawy Friedmana, chciałbym zauważyć, że w przyszłości w Meksyku mieliśmy już do czynienia z podobnymi przypadkami. W 1994 r. kartel Pacyfiku zamordował Luisa Donaldo Colosio, kandydata Partii Rewolucyjno – Instytucjonalnej na prezydenta. Wraz z nim zabito Manuela Camacho Solisa, byłego burmistrza stolicy. Podobna sytuacja miała również miejsce w Kolumbii. W latach 80. zamordowano tam trzech kandydatów na prezydenta, ministra sprawiedliwości, prokuratora generalnego, prezesa i kilkunastu sędziów Sądu Najwyższego oraz wielu innych sędziów, polityków i dziennikarzy. Dziś Kolumbia jest wzorem dla innych państw, jak walczyć z narkobiznesem. Problem nie został tam oczywiście ostatecznie rozwiązany. Wg wielu ekspertów nie stanowi już jednak zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego tego państwa. Znawcy tematu wskazują także, że aby wygrać wojnę z kartelami, prezydent Calderon musi posiłkować się rozwiązaniami wypracowanymi przez Kolumbijczyków.

Syzyfowa praca Calderona

Felipe Calderon jest pod stałym ostrzałem mediów. Często prasa krytykuje podejmowane przez niego działania, nie podając w zasadzie rozwiązań zastępczych. Tak jest np. jeśli chodzi o kwestię wykorzystania sił zbrojnych do walki z kartelami. Około 45 tysięcy żołnierzy walczy obecnie z mafią. Krytycy twierdzą jednak, że armia dotkliwie narusza prawa człowieka. Sugerują, że Calderon powinien skupić się raczej na wzmocnieniu demokracji oraz instytucji gwarantujących egzekwowanie prawa. Zdają się nie zauważać, że aby takie reformy przyniosły oczekiwane skutki, nierzadko muszą minąć długie lata. Mylne jest również wrażenie, które można odnieść po lekturze prasy, że walka z narkobiznesem opiera się wyłącznie o środki militarne. Meksykański prezydent zdaje się słuchać również głosów krytyki. W 2009 roku została wprowadzona reforma sądownictwa, której celem było przyspieszenie procesów. Ma ona także przysłużyć się zwiększeniu przejrzystości sądów lokalnych i federalnych. W zamierzeniach twórców ma to doprowadzić do przywrócenia zaufania do systemu sądownictwa. Przeprowadzono również postulowaną reformę policji.

Wydaje się, że administracja meksykańska wzięła sobie również do serca zalecenia ekspertów, którzy radzili, aby skorzystać z rozwiązań kolumbijskich. Jednym z nich była ekstradycja do Stanów Zjednoczonych. W roku 2009 do sąsiada z północy trafiło 107 gangsterów, których podejrzewano o przestępstwa związane z narkobiznesem. Nawiązano także współpracę trójstronną pomiędzy Meksykiem, USA i Kolumbią. Zapewniono kontynuację Inicjatywy Merida. Program został ustalony jeszcze w 2008 r. za prezydentury Georga W. Busha. W skrócie jego celem jest wspieranie walki z szeroko rozumianym narkobiznesem. Calderonowi udało się również „dopaść” wiele czołowych figur mafii. Zabito lub zatrzymano między innymi Arturo i Carlosa Beltrana Leyvę. Najgłośniejszym tego typu sukcesem ostatnich dni było zabicie Nazario Moreno Gonzaleza, przywódcy gangu La Familia (10 grudnia).

Śledząc doniesienia prasowe z Ciudad Juarez czy Guadalupe można byłoby dojść do wniosku, że rząd meksykański spakował walizki i wyjechał gdzieś na koniec świata. Prezydent Calderon podejmuje jednak wiele działań, które mają na celu spełnienie obietnicy, że raz na zawsze rozwiąże problem karteli narkotykowych w Meksyku. W związku z tym twierdzenia, że Meksyk stoi nad przepaścią i już nic nie jest w stanie powstrzymać go od zamienienia się w państwo upadłe, są jeszcze przedwczesne. Tym bardziej, że istnieje jeszcze jeden potężny czynnik, który nie pozwoli, aby Meksyk uzyskał taki status.

Wujek Sam musi pomóc

Stany Zjednoczone nie mogą pozostawić Meksyku w stanie anarchii. Gdzież bowiem jak nie na północ udawaliby się wycieńczeni rządami bezprawia Meksykanie? Amerykanie doskonale zdają sobie z tego sprawę. Mimo głosów krytyki, które dobiegają nas z przecieków Wikileaks, w oficjalnych raportach o Meksyku wypowiada się z wielką ostrożnością. W raporcie Departamentu Stanu dotyczącego problemu narkobiznesu (International Narcotics Control Strategy Report) trudno znaleźć niewyważone słowo krytyki. Turbulencje w stosunkach między sąsiadami spowodowało nowa ustawa imigracyjna Arizony, jednak wkrótce jej najbardziej kontrowersyjne zapisy zostały zablokowane przez sędzinę federalną. USA robią wiele, aby pomóc Meksykowi. Wspomniana była już współpraca trójstronna, w sprawach ekstradycji oraz Inicjatywa Merida. W jej ramach, na walkę z narkobiznesem, przeznaczono 1,4 miliarda dolarów w ciągu trzech lat. Pomoc dla Meksyku miała charakter głównie techniczny (helikoptery, wykrywacze kłamstw itp.). Obejmowała jednak także szkolenia funkcjonariuszy policji.

Przytoczone przykłady świadczą o tym, że Amerykanie są świadomi, jak ważne jest dla nich, aby Meksyk był państwem stabilnym. Wiele zostało zrobione. Muszę jednak banalnie stwierdzić, że jeszcze więcej działań musi być podjętych, aby przyniosło to oczekiwane skutki. Felipe Calderon często podkreśla w wywiadach, że problemem jego kraju jest to, iż Meksykanie żyją obok największego na świecie konsumenta narkotyków. Administracja Baracka Obamy, poza doraźną pomocą, musi podjąć także działania zmierzające do ograniczenia konsumpcji w kraju.

Przytoczone wyżej przykłady są dowodem na to, że Meksyk nie jest państwem upadłym. Apokaliptyczne wizje rozwoju sytuacji w kraju, propagowane przez media są dalekie od spełnienia. Doniesienia prasowe zaburzają rzeczywisty obraz. W Meksyku, w którym prężnie działa się, aby wykorzenić problem narkobiznesu odsetek morderstw, opisem których tak często porażają media, jest znacznie mniejszy niż w Gwatemali, Hondurasie czy Salwadorze. Rządzący wszystkimi państwami dotkniętymi problemem narkotykowym muszą jednak uświadomić sobie jedno. W pojedynkę nie uda im się wygrać. Kartele meksykańskie, które w swoim kraju muszą walczyć z wojskiem, przenoszą część swej działalności do sąsiedniej Gwatemali, gdzie żyje im się zdecydowanie lepiej. Narkobiznes nie jest problemem wyłącznie jednego państwa. Aby go zwalczyć należy więc współpracować.

Faktem jest jednak, że wzrastająca przemoc powoduje, iż społeczeństwo meksykańskie jest zmęczone wojną rządu z kartelami. Poparcie dla działań prezydenta wydaje się być coraz mniejsze. Jeśli Calderon chce dotrzymać swojej obietnicy, musi zintensyfikować działania. Jego kadencja kończy się w 2012 roku. System polityczny Meksyku nie przewiduje reelekcji.

Karol Wasilewski