Wojna po afgańsku. Historie uchodźców z Afganistanu

Uchodźcy z Afganistanu, bohaterowie reportażu. 1. Jahija, 2. Ali, 3. Armani (Zdjęcia: Anna Mączka/Polityka Globalna)
Uchodźcy z Afganistanu, bohaterowie reportażu. 1. Jahija, 2. Ali, 3. Armani (Zdjęcia: Anna Mączka/Polityka Globalna)

Na początku roku 2011 w Afganistanie znów zginęło trzech żołnierzy ISAF, a w łaźni, w miasteczku Spin-Boldak na granicy afgańsko-pakistańskiej terrorysta zdetonował ładunek wybuchowy. Choć celem ataku był żołnierz służby granicznej, to zginęło dwudziestu cywilów. Nie dziwne więc, że w ciągu ostatnich kilku lat mieszkańcy Afganistanu nie zaniechali opuszczania ojczyzny. Początkowo nowe życie próbowali ułożyć sobie w sąsiednich krajach. Teraz jednak zwłaszcza Iran i Turcja nie chcą już afgańskich uchodźców. Zatrzymywani Afgańczycy są deportowani.

Na początku dwudziestego pierwszego wieku ponad trzy i pół miliona uchodźców z Afganistanu przebywało w Pakistanie i Iranie. Teraz dla większości uciekinierów ratunkiem jest już tylko Europa, gdzie potencjalni nowi mieszkańcy nie są wcale mile widziani.

Przed kim lub przed czym uciekają Afgańczycy, skoro od trzech lat siły międzynarodowe próbują im pomóc?

Żaden uchodźca z Afganistanu, który nielegalnie przekroczył polską granicę nie uciekł z kraju z powodu zachodnich „najeźdźców”. Przyczyną są głównie konflikty wewnętrzne, a także brak perspektyw na normalne życie i pracę. Misja stabilizacyjna mimo cywilnych ofiar, których liczba nie maleje z roku na rok, nie przyniosła spodziewanego spokoju. W pierwszej połowie ubiegłego roku zginęło w Afganistanie 1074 cywilów, rok wcześniej 1059. Według Afghanistan Rights Monitor ponad 60  procent wszystkich cywilnych ofiar zginęło z rąk talibów. Bardzo prawdopodobne, że było by inaczej gdyby nas obchodziło wcześniej to, o co w Afganistanie naprawdę chodzi.

Jahija Chalegi z prowincji Wardak trafił do Polski z Grecji. Jechał podczepiony do podwozia autokaru trzy dni i trzy noce. On i jego rówieśnicy, a także pokolenie afgańskich trzydziestolatków nie ma pojęcia, jak wygląda choćby jeden dzień bez wojny. Ojciec opowiadał mu o Rosjanach, potem była wojna domowa, teraz do jego kraju przyjechali Amerykanie i ich sojusznicy.

Ten poraniony kraj, mimo wielu ingerencji zachodnich państw i Rosji nadal może czuć się niepokonanym. Pomogło mu w tym ukształtowanie terenu, czyli bardzo strome góry Hindukusz, i wewnętrzne konflikty, zupełnie niezrozumiale dla zachodnich najeźdźców.

Ludzie uciekają z kraju przed swoimi,  talibami, którzy zabijają swoich. Kim są znienawidzeni przez wszystkich talibowie? Jahija tłumaczy: ”Problem jest złożony. My wszyscy jesteśmy talibami i cały Afganistan jest podzielony. W Afganistanie Pasztun nie lubi Hazara, Tadżyk nie lubi Uzbeka itd. Zachód nie jest w stanie tego zrozumieć. Wojna toczy się pomiędzy Afgańczykami a Afgańczykami. To jest sedno problemu.

Odwiecznym problemem kraju są walki międzyplemienne. Jahija jest szyickim Hazarem. Dobrze wie o krwawych rzeziach urządzanych Hazarom przez Pasztunów. Wzajemne animozje są tak silne, że do dziś te narody traktują się z niechęcią.

Wszyscy jesteśmy ciemnymi ludźmi. Nie mamy pojęcia o świecie. Pojawi się silny przywódca plemienny i ludzie wykonują jego rozkazy. Nie mamy żadnej wiedzy, słuchamy co ktoś nam powie i bijemy się między sobą, a to jest po prostu bezsensowne” – dodaje Jahija.

Sami Afgańczycy próbują rozwiązać tę łamigłówkę tłumacząc, że talib talibowi nierówny. „ Jedni są na usługach Amerykanów, inni na usługach Pakistanu a trzecia grupa to talibowie wewnętrzni ,walczący między sobą” – wylicza Ali. Według Afgańczyka to Talibowie nie chcą aby ludzie współpracowali z władzami. Nie obchodzi ich to, że to właśnie dzięki pracy, która zapewnia rząd, rodzina będzie mogła przeżyć kolejny miesiąc. Ali opuścił swój kraj bo bał się zemsty talibów. Jego ojciec był kierowcą miejscowego urzędnika. Praca dobra, zapewniała utrzymanie dla całej rodziny. Jednak wujek Alego zabronił jego ojcu pracować „dla zdrajców”, a tłumaczenia, że praca jest źródłem utrzymania dla całej rodziny na nic się zdały. Wujek chłopca, wykonał wyrok na jego ojcu. Ali poszedł na policję i wskazał mordercę. Wujek trafił wkrótce do więzienia, lecz jego syn obiecał w akcie zemsty zabić Alego, bo ten doniósł na jego ojca. „W kraju nie jesteś bezpieczny”, powiedział Alemu na pożegnanie policjant.

Bezpieczniejszy jest Kabul i okolice, ale sytuacja w odległych prowincjach, a szczególnie na wsiach nie jest dobra. Cześć terytoriów jest już w rękach talibów. Zmęczeni wojną Afgańczycy przeklinają Amerykanów i tęsknią za świętym spokojem. Jednak jedyny porządek , który pamięta pokolenie dorosłych już Afgańczyków to rządy talibów. Dla wielu z nich, a może i nawet większości rządy talibów to wybór mniejszego zła. Zawsze to lepsze niż kolejna interwencja obcych, którzy nie znając ich kraju próbują po swojemu pomóc. „Amerykanie swoje robią” – mówi Rahim, pamiętający interwencję Rosjan. O Amerykanach wypowiada się krytycznie. „ Z jednej strony pomagają talibom, z drugiej strony bombardują. Bardzo trudno zakładać, że będzie w tym kraju normalnie. To wojna. Amerykanie sami jej chcieli ” – słyszę od niego.

Sceptycznie co do działań Zachodu wypowiada się także Jahija. ”Jest niedobrze bo w naszym kraju jest bardzo duża ingerencja Zachodu. Podzielono nasz kraj na jakieś ugrupowania, skłócono. Gdyby nie było wpływów z zewnątrz to jakoś byśmy sobie poradzili’

Niestety historia lubi się powtarzać. W Afganistanie byli Anglicy, Rosjanie i nie udało im się zdobyć kraju. „Pomoc” Amerykanów traktowana jest niestety podobnie. Dla większości Afgańczyków to jednak obcy czyli agresorzy. Z tą smutną prawdą trzeba się raczej pogodzić. ”Obawiam się, że nie rozwiążemy tam sytuacji, a sami mieszkańcy również nie dadzą sobie rady. -mówi Olga Mielnikiewicz.

Armani ma siedemnaście lat i mówi, że nie ma marzeń. W Afganistanie zostawił rodzinę. Jego ojciec pracował dla Amerykanina, cywila. Odmówił talibom , gdy żądali aby poprowadził ich do swojego miejsca pracy by mogli zabić jego pracodawcę. Zginął rozerwany przez ładunek, który ktoś wrzucił mu do auta. Według talibów piętno zdrady przejął jego najstarszy syn, Armani. Nastolatek mówi, że  musiał opuścić kraj choć nie chciał. Dla niego najważniejsze jest zobaczenie swojej mamy choć nie jest to możliwe. „Ona mówi mi: nie myśl o Afganistanie, myśl o przyszłości , ale jaką ja mam przyszłość. Najważniejsza jest przyszłość mojego kraju. Bez bomb zrzucanych przez Amerykanów”

Sadik również opuścił Afganistan, ale talibowie nie zabili mu ojca. Powodem był to, dla kogo on sam pracuje. W prowincji Wardak był tłumaczem dla wojsk amerykańskich. Długo próbował utrzymać w tajemnicy przed rodziną miejsce, w którym pracuje. Pewnego dnia  przyszedł list z pogróżkami od talibów. Między wierszami, że jego praca dla Amerykanów nie jest mile widziana Sadik wyczytał wyrok śmierci. Jego ówcześnie pracodawcy, Amerykanie jednak mu nie pomogli i otwarcie przyznali:” Pracujesz dla nas? Twój wybór, ale my Cię przed talibami nie uratujemy” Wyjechał.

Tomasz Kamiński polski tłumacz i podróżnik nie ukrywa, że Zachód nie rozumie Afganistanu. ”Afganistan jest inny niż te wszystkie mity i bajki jakie przedstawia telewizja.” – mówi. „To jedna dziesiąta tego czym rzeczywiście jest ten kraj, tak odległy kulturowo. To kraj w, którym właściwie nie ma elektryczności, bieżącej wody, kanalizacji, dziewięćdziesiąt procent mieszkańców nie potrafi czytać. Rewolucja komunistyczna w 1978 roku  spowodowała, że z Afganistanu  wyjechała pierwsza fala uchodźców. Kraj opuściło wtedy wielu intelektualistów. Gdy osiem lat temu Międzynarodowe Siły Pokojowe „uspokoiły” ten kraj, większość Afgańczyków się cieszyła. Teraz mamy demokrację ale oni nie wiedzą co to jest bo nigdy takiego systemu nie doświadczali. Tam zawsze był przywódca. Teraz mają wielopartyjność i nie wiedzą co to jest”

Według Olgi Mielnikiewicz –organizatorki misji humanitarnej w Afganistanie z 2008 roku w „zrozumieniu” tego kraju pomogła by nam znajomość kultury, zwyczajów i mentalności. Przydało by nam się więcej pokory, a mniej arogancji. „Jako biali ludzie jesteśmy troszkę aroganccy myśląc, że mamy receptę na problemy współczesnego świata, że wystarczy militarnie wejść, zająć ten kraj i to rozwiąże wszystkie problemy. Chcemy tam zaprowadzić demokrację w naszym stylu, w amerykańskim. To się nie uda. Nie uda się to w taki sposób w jaki my to robimy: szybko, z nastawieniem na efekty, nawet pompując w ten kraj duże pieniądze. Praktyka pokazuje, że nawet po ośmiu latach dzieje się gorzej a nie lepiej” – twierdzi Mielnikiewicz

Tym razem powiedzenie: „lepiej późno niż wcale nie bardzo się sprawdza”. Dopiero niedawno zaczęliśmy się zastanawiać, co robić aby nasza pomoc była skuteczna. Pomimo naszych dobrych intencji w Afganistanie ginęli i giną nadal cywile i żołnierze. Mimo, że coraz częściej słyszy się o wyjściu z twarzą z Afganistanu, wiadomo juz z pewnością, że samo wycofanie wojsk nie uzdrowi tego kraju. Sceptycy przepowiadają kolejną wojnę domową, a realiści rządy talibów. Nic więc dziwnego, że Afgańczycy  nie przejmują się misją stabilizacyjną i nadal uciekają ze swojego kraju, coraz sceptyczniej oceniając ingerencję obcych. Komu w Afganistanie jest więc dziś potrzebny pokój Zachodu?

Anna Mączka