Demokracja niszczy różnorodność językową RPA?

Republika Południowej Afryki to prawdziwa mozaika kultur, języków, religii i grup etnicznych, które powinny podlegać ochronie. Państwo to ma zatem w swojej konstytucji m.in. zapis o 11 językach urzędowych. Zgodnie z ustawą zasadniczą wszystkie one powinny cieszyć się równym statusem. Życie codzienne zdominował jednak język angielski – pierwszy język jedynie dla 8% populacji. To zagrożenie dla pozostałych języków, które są ojczystą mową dla przeszło 80% mieszkańców kraju. Skupiają się one w dwóch głównych grupach językowych – Nguni na południu (również w Zimabwe) i Sotho na północy (a także w Lesotho i Botswanie). Ponadto jest również wiele języków mniejszości, jak np. Wenda czy Tsonga. Są to języki bardzo ciekawe, mają długą historię i często odwołują się w wymowie do swojej nazwy – np. Zulus powie o swojej mowie „IsiZulu”, o narodzie „AmaZulu”, a o państwie – „KwaZulu”.

W czasach apartheidu angielski kojarzył się z wolnością. Oficjalnymi językami były wtedy afrikaans (odmiana holenderskiego z domieszką m.in. francuskiego, niemieckiego, portugalskiego i języków lokalnych) i właśnie angielski. Języki rdzennej ludności nie znalazły miejsca w sferze publicznej, a posługiwano się nimi przede wszystkim na przedmieściach zamieszkanych przez czarnoskórych czy w bantustanach. Jednak i tam angielskiego używano w szkołach jako środka edukacji. Warto również zaznaczyć, że ludność czarnoskóra na swój sposób „bojkotowała” afrikaans jako język prześladowców i stąd taka popularność angielskiego. Językom rdzennym udało się przetrwać apartheid – rządowi zależało na tym, żeby wzmocnić przekonanie, że tworzone dla kolorowych „rezerwaty” były w pełni suwerenne i niezależne, co przejawiało się też w swobodzie użycia własnego języka.

Obecnie angielski dominuje niemal we wszystkich sferach życia – od biznesu przez naukę i Internet aż muzykę i reklamę. Afrikaans jest dość popularny w prowincji Western Cape. Pozostałe języki zanikają. Co więcej, zjawisko to występuje również w sferze polityki. Prezydent Zuma (jego pierwszym językiem jest IsiZulu) wszystkie przemówienia oficjalne wygłasza po angielsku, jest to również język obrad parlamentu. Chociaż z konstytucji wynika obowiązek sporządzania oficjalnych dokumentów we wszystkich językach oficjalnych, to w praktyce nie ma to miejsca ze względu na spore koszty.

Jeśli chodzi o zanik rdzennych języków, RPA nie jest wyjątkiem. W całej Afryce – zarówno z przyczyn finansowych, jak i politycznych – języki afrykańskie są spychane na rzecz języków dawnych metropolii kolonialnych – francuskiego, angielskiego czy portugalskiego. I znów – nie jest to tylko problem Afryki. Szacuje się, że na całym świecie wymarcie grozi około 2500 językom. Częściowo to wynik represyjnej polityki władz, a częściowo – postępującej globalizacji i urbanizacji.

Osoby posługujące się takimi zagrożonymi językami nie poddają się łatwo. I tak w RPA na rzecz afrikaans działa stowarzyszenie Afrikaans Language and Culture Association ATKV. Na uwagę zasługuje również South African Broadcasting Corporation (SABC), która prezentuje serwisy informacyjne i programy we wszystkich językach oficjalnych RPA. Działa wiele stacji radiowych skierowanych do konkretnej grupy językowej, np. Phalaphala z audycjami w języku Tshivenda. Największa południowoafrykańska gazeta weekendowa, The Sunday Times, od niedawna wychodzi również w języku Zulu, a wydawnictwo Oxford University Press we wrześniu ub.r. wydało po raz pierwszy od przeszło 40 lat słownik zulusko-angielski.

Aktywniejszy jest również rząd. Jako że obecnie większość czarnoskórej ludności słabo mówi po angielsku, uchwalono w zeszłym roku przepisy nakazujące, by każdy uczeń co najmniej przez 3 pierwsze lata edukacji uczył się w swoim języku rdzennym. Prawo nie może jednak być efektywne tam, gdzie dominuje jeden język, ponieważ brakuje pieniędzy na zapewnienie nauczania pozostałym niewielkim grupom uczniów.

Rozwiązaniem wydaje się ograniczenie liczby języków urzędowych do trzech – angielskiego, afrikaans i zulu. Co oczywiste, pozostała część społeczeństwa będzie protestowała. Z drugiej jednak strony, niewielu białych mówi w jakimś języku rdzennym. W szkole wymagana jest znajomość przynajmniej dwóch języków, a większość angielskojęzycznych uczniów wybiera afrikaans, który jest dla nich znacznie łatwiejszy do opanowania.

Czy możliwa jest efektywna walka z tym zjawiskiem? Oczywiście, że ma ono negatywne konsekwencje w postaci chociażby zubożenia kultury. Powszechność języka angielskiego ma jednak dla mieszkańców RPA więcej pozytywów (m.in. szansa na lepsze zatrudnienie), a władzom ciężko będzie to zmienić.