Wybrzeże Kości niezgody

Ostatnia dekada w historii Wybrzeża Kości Słoniowej jest wyśmienitym przykładem tego, jak wiele w afrykańskiej rzeczywistości politycznej, gospodarczej i społecznej zależy od polityków i jak wiele potrafią oni zepsuć.

Afrykański tygrys

Wybrzeże jest krajem, który ma wszelkie atuty do tego, aby być regionalnym liderem. To była francuska kolonia, która niepodległość uzyskała w 1960 roku. Za ojca niepodległości uważa się Félixa Houphouët-Boigny, który rządził państwem aż do 1993 roku. To kontrowersyjna postać. Był despotą i megalomanem, ale również autorem sukcesów gospodarczych i strażnikiem porządku wewnętrznego. Przez długie lata WKS było najdynamiczniej rozwijającym się państwem regionu z udziałem 40% w regionalnym eksporcie. Gospodarka opierała się na produkcji m.in. kakao, kawy, oleju palmowego i ananasów, czyniąc Wybrzeże światowym i afrykańskim potenatem. Kraj był swego rodzaju ewenementem – kiedy z innych nowoniepodległych państw ludność masowo emigrowała (głównie do Europy), Wybrzeże przyciągało migrantów boomem ekonomicznym – nie tylko z Afryki, ale, o dziwo, również z Francji. Z byłej metropolii przyjeżdżali wykwalifikowani nauczyciele, menedżerowie itp., a z państw afrykańskich – robotnicy. Sukces ekonomiczny zawdzięczano rozsądnemu planowaniu gospodarczemu, silnych związkach z krajami Zachodu, a zwłaszcza z Francją, oraz inwestycjom w produkcję kakao i kawy. Przez 20 lat poziom wzrostu gospodarczego utrzymywał się na imponującym poziomie 10% rocznie, co robi wrażenie, tym bardziej, że Wybrzeże nie jest krajem surowcowym.

Rządy twardej ręki

Mimo opinii dobrego gospodarza, Félixa Houphouët-Boigny był jednak despotą. Cenzura mediów i monopartyjność nie były szerzej krytykowane, bo prezydent zapewniał społeczeństwu dobrobyt. Problemy zaczęły się, kiedy ogłosił realizację kapitałochłonnych projektów, które wiązały się z marnowaniem pieniędzy publicznych i były przejawem zwykłej megalomanii. Rozpoczęło się od rozbudowy miejscowości Jamusukro, rodzinnej wioski prezydenta, która miała zostać stolicą kraju. Na tym nie koniec – od 1985 roku przez 4 lata wybudowano w Jamusukro gigantyczną świątynię – Bazylikę Matki Boskiej Królowej Pokoju. Wzorowana na Bazylice Świętego Piotra w Rzymie, jest największym kościołem świata. Imponująca przepychem świątynia położona jest w buszu, na ubogim terenie, gdzie bieżąca woda jest luksusem dostępnym dla nielicznych. Budowa spowodowała podwojenie długu narodowego. Na jednym z witraży Félix Houphouët-Boigny został uwieczniony jako trzynasty apostoł.

Wielkie projekty zbiegły się jednak z globalną recesją. Spadki cen kawy i kakao na światowych rynkach i gwałtowna susza w latach 1983-84 podkopały cud gospodarczy na Wybrzeżu. Według obliczeń Banku Światowego odsetek ludności żyjącej poniżej poziomu ubóstwa wzrósł z 11% w 1985 roku do 31% w 1993 roku. Spadek poziomu życia, korupcja elit i rosnące bezrobocie spowodowały wybuch niezadowolenia społecznego. Bunty armii i masowe demonstracje spowodowały, że Houphouët-Boigny dopuścił do demokratyzacji państwa.

Prawdziwy „Kościosłoniowiec”?

Po śmierci Houphouët-Boigny’ego w 1993 roku doszło do rywalizacji o władzę. Ostatecznie wybory w 1995 roku wygrał Henri Konan Bédié, którego poprzedni prezydent namaścił na swojego następcę. Jak dotąd Wybrzeże nie borykało się z problemami zróżnicowania etnicznego, a imigranci cieszyli się pełnią praw. Bédié zaczął głosić hasła nacjonalistyczne, nazywane polityką Ivoirité, w celu wyeliminowania swojego głównego oponenta, pochodzącego z Północy kraju – Alassane Ouattara. Migranci stanowili ok. 25% ludności (większość pochodziła z Burkina Faso), stąd z życia publicznego wykluczono masę ludzi, a między różnymi grupami zaczęło dochodzić do napięć. Ta polityka rozszerzona została również na wyborców, którzy nie mogąc udowodnić swojego rdzennego pochodzenia, byli pozbawiani praw wyborczych.

Początek chaosu

W 1999 roku grupa niezadowolonych z polityki prezydenta (czystki w wojsku) oficerów na czele z Rebertem Guei przeprowadziła zamach stanu. Rządy wojskowych przyczyniły się do redukcji korpucji i przestępczości, a program oszczędnościowy podreperował sytuację gospodarczą. W 2000 roku prezydetem został Laurent Gbagbo. Sytuacja w kraju była coraz bardziej napięta – z powodu przynależności etnicznej do startu znów nie dopuszczono Alassane Quattara. Początkowe zamieszki doprowadziły do wybuchu wojny. W trakcie wizyty prezydenta Gbagbe we Włoszech we wrześniu 2002 roku armia stacjonująca na północy kraju w obliczu groźby demobilizacji zbuntowała się, atakując m.in. Abidżan. Interwencja Francji, a potem ONZ, doprowadziły do wyznaczenia linii demarkacyjnej, która rozdzieliła kraj na dwie strefy – północną i południową. Północ znajduje się pod kontrolą rebeliantów, którzy nazywają siebie Forces Nouvelles (FN). Należy jednak zaznaczyć, że ciągle spada poparcie społeczne dla tego ruchu. W tej części kraju kwitnie korupcja i grabieżcza działalność żołnierzy FN, a dotychczasowa polityka liderów rebelii kończyła się porażką – ludność nie mogąca wykazać obywatelstwa była dyskryminowana.

Pokój podpisano dopiero w 2007 roku. Gbagbo uległ naciskom społeczności międzynarodowej, a jego chęci wcale nie były szczere. Ostatnie wybory prezydenckie odbyły się po wielokrotnym odkładaniu ich przez prezydenta (powinny odbyć się w 2005 roku), który robił to pod byle pretekstem. Co więcej, Gbagbo cały czas podgrzewał spór wokół obywatelstwa i finansował bojówki, takie jak Młodzi Patrioci, którzy kotrolują sytuację na uniwersytetach i w środowiskach młodych.

Dwuwładza

Kampania wyborcza przebiegała w atmosferze oskarżeń i zarzutów. Prezydent Gbagbo odwoływał się przede wszystkim do haseł nacjonalistycznych, oskarżając kontrkandydatów o sprzyjanie obcym wpływom – zwłaszcza francuskim. Oskarżał głównego rywala – Ouattara, o brak obywatelstwa i ropętanie wojny w 2003 roku. Gbagbo nie mógł pochwalić się sukcesami w rządzeniu, bo sytuacja w kraju jest dramatyczna. Przerwy w dostawach prądu są codziennością, co jest symptomem szczególnym, ponieważ w czasach boomu gospodarczego Wybrzeże eksportowało elektryczność do całej Afryki Zachodniej. Podział kraju i niestabilność wewnętrzna przyczyniły się do spadku zaufania inwestorów zagranicznych. Systematycznie maleje również produkcja rolna, która do tej pory stanowiła o gospodarczej sile państwa.

Społeczne niezadowolenie znalazło odzwierciedlenie w wynikach wyborów. Komisja wyborcza ogłosiła, że w drugiej turze zwyciężył Ouattara z wynikiem 54,1%. Partia rządząca zaskarżyła jednak wyniki przed Radą Konstytucyjną – ciałem, które podporządkowane jest prezydentowi Gbagbo. Rada unieważniła wynik, motywując, że w północnych okręgach kontrolowanych przez FN doszło do masowych naruszeń prawa. Nieprawidłowości nie stwierdzili międzynarodowi niezależni obserwatorzy. Pomimo to Rada unieważniła kilkaset tysięcy głosów z 7 okręgów, co dało zwycięstwo dotychczasowemu prezydentowi. Obaj kandydaci ogłosili wygraną i zainaugurowali swoje prezydentury, co daje początek niebezpiecznej dwuwładzy. W kraju doszło do zamieszek, a wielu ekspertów obawia się, że wielce prawdopodobny jest wybuch kolejnej wojny domowej.

Reakcje świata

Unia Afrykańska 10 grudnia zawiesiła  Wybrzeże w prawach członka tej organizacji do czasu, kiedy pełnia władzy prezydenckiej nie zostanie przekazana w ręce legalnie wybranego Ouattary. Pokonanego Gbagbo wezwano do uznania wyników demokratycznych wyborów i współpracę w pokojowym przekazaniu urzędu. Unia ostrzegła również, że podejmie sankcje wobec tych, którzy sprzeciwiają się woli wyborców i dopuszczają się łamania praw człowieka, ale nie określiła, jakie to będą działania. Wysłała również specjalnego wysłannika, byłego prezydenta RPA, Thabo Mbeki, jako mediatora w konflikcie. W swoich działaniach Unia bazuje na stanowisku Wspólnoty Gospodarczej Krajów Afryki Zachodniej (ECOWAS), która zawiesiła Wybrzeże we wszystkich ciałach decyzyjnych. Ouattara zyskał poparcie Stanów Zjednoczonych, a w rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ uznano go za prezydenta kraju. Unia Europejska zapowiedziała sankcje, jeśli konflikt nie zostanie szybko zakończony, a Francja nawołuje władze do szanowania woli społeczeństwa. Stany Zjednoczone zagroziły wprowadzeniem sankcji w postaci m.in. zakazu wjazdu prezydenta Gbagbe i członków jego rodziny.

Gbagbe: „Usiądźmy i porozmawiajmy”

Nadzieję budzi fakt, że w ostatnim tygodniu Gbagbe zaprosił rywala do stołu rozmów. Raczej nie wynika to z jego dobrej woli. Gbagbe znajduje się w coraz większej izolacji i pod nasilającym się naciskiem zarówno społeczności międzynarodowej, jak i pozarządowych organizacji, których koalicja wezwała do powtórzenia głosowania w 7 okręgach, w których głosy unieważniono. Podobny apel wystosował również wpływowy duchowny katolicki, Fr Norbert Abékan, który 11 grudnia zorganizował marsz do siedziby misji ONZ w Abudżanie.

Taki nacisk, zwłaszcza ze strony regionalnych graczy, powinien napawać optymizmem. Do tej pory Unia Afrykańska w podobnych sytuacjach (np. w Kenii czy Zimbabwe) godziła się na pozostanie na urzędach dotychczasowych prezydentów. Co prawda powstawały rządy jedności narodowej, w których zasiadali przedstawiciele różnych opcji i sił politycznych, ale ta „jedność” prędzej czy później okazywała się fikcją. Kryzys w Wybrzeżu Kości Słoniowej to okazja dla Unii, ale również i EKOWAS-u, do pokazania swej wartości i racji bytu. Pomoc międzynarodowych jest konieczna, ale to Afrykanie powinni przejąć odpowiedzialność za swoje losy i za przyszłość swojego kontynentu.

Katarzyna Kowalewska