Relacje Turcja–Iran: zbliżenia ciąg dalszy

Prezydent Iranu, Mahmud Ahmadineżad, i premier Turcji, Recep Erdogan (Zdjęcie: iranfocus.com)
Prezydent Iranu, Mahmud Ahmadineżad, i premier Turcji, Recep Erdogan (Zdjęcie: iranfocus.com)

Turcja i Iran to dwaj mocni geopolityczni gracze na Bliskim Wschodzie. Realizując politykę zagraniczną dążą do osiągnięcia i w dalszej perspektywie utrwalenia rangi regionalnych mocarstw. Cel jest zbieżny, odmienny zaś pozostaje sposób jego realizacji. Mimo potencjalnych różnic ostatnio jesteśmy świadkami dość znacznego przewartościowania wzajemnych relacji przy jednoczesnej delikatnej dezaprobacie Zachodu.

Spadkobiercy Persji prężą muskuły

Iran, państwo zaliczone przez George’a.W. Busha do tzw. Osi Zła, swą pozycję buduje głównie za pomocą polityki zastraszania i niepewności wymierzonej w społeczność międzynarodową. Teheran od dobrych kilku lat gra na nosie głównie Stanom Zjednoczonym, za pomocą swojego programu atomowego – na nic zdają się tu sankcje i naciski świata zachodniego. Prezydent Obama na początku swej kadencji dążył do ocieplenia wzajemnych relacji za pomocą m.in. słynnego orędzia do Irańczyków, jednak okazało się to jedynie sztuką dla sztuki.

Na przeszkodzie w umacnianiu pozycji państwa ajatollahów stoi rzecz jasna nieuznawany przez nich Izrael. Biorąc pod uwagę potencjał militarny i ekonomiczny państwa żydowskiego rozwiązanie militarne z punktu widzenia Teheranu nie wchodzi w grę. Opcje pozamilitarne również należy włożyć między bajki z powodu ścisłej współpracy Izraela ze Stanami Zjednoczonymi i światem Zachodnim. Pozycja Iranu w tym sporze wydaje się być nie godną pozazdroszczenia.

Iran stara się ponadto zbić polityczny interes poprzez mieszanie się w sprawy wewnętrzne swojego zachodniego sąsiada – Iraku. Jak się niedawno okazało wojska sojusznicze podczas misji nad Tygrysem i Eufratem wiele razy potykały się z irańską Gwardią Rewolucyjną w terenach przygranicznych. Ponadto prezydent Ahmadineżad w październiku odwiedził Liban, co zostało mu poczytane jako gest mocnego poparcia dla Hezbollahu. Jednym z punktów tej wizyty był pobyt w kilku wsiach przy granicy z Izraelem, które zostały najmocniej zniszczone w czasie konfliktu libańsko–izraelskiego, co rozsierdziło Izraelczyków. Zawiązała się nieformalna koalicja antyizraelska złożona z Iranu, Syrii i Hezbollahu.

W obliczu wspomnianych działań i postaw geopolitycznie wyalienowany przez zachód Teheran puszcza oczko w stronę Turcji i premiera Recepa Tayyipa Erdogana. Zalotne gesty nie pozostają w sferze życzeń, idą za nimi konkrety.

Zbliżenie Ankary i Teheranu

Stosunki między państwami uległy ostatnio znaczącemu zbliżeniu. Według nieoficjalnych informacji opublikowanych przez brytyjski „Daily Telegraph” Teheran wspomógł partię premiera Erdogana przed zbliżającymi się wyborami kwotą 25 milinów dolarów. Ankara, co oczywiste, natychmiast zaprzeczyła tym doniesieniom, mimo to informacje wzbudziły niepokój świata zachodniego. Biorąc pod uwagę zacieśnienie współpracy do tego stopnia oraz zwiększenie obecności Chin w regionie możemy z czasem stać się świadkami sojuszu Chiny – Islam (Iran, Turcja, Pakistan). Stałby się on przeciwwagą dla duetu Stany Zjednoczone – Izrael oraz wpłynąłby na zaognienie sytuacji w regionie. Dwa tak znaczące bloki mogłyby w pewnym momencie doprowadzić do wybuchu konfliktu. Na dzień dzisiejszy jest to rzecz jasna niemożliwe z powodu członkowstwa Turcji w NATO, lecz w dalszej perspektywie osłabiania zdolności militarnych i politycznych Sojuszu scenariusz ten mógłby się sprawdzić. Już teraz pojawiają się głosy, iż Turcję w obliczu rosnącej islamizacji i flirtu z reżimem ajatollahów należy wyrzucić z NATO.

Zbliżenie z Iranem stało się naturalnym substytutem dla stosunków z Izraelem, które na przestrzeni ostatnich lat bardzo się ochłodziły, stały się niemalże lodowate. Bezpośrednią przyczyną był konflikt w Strefie Gazy w 2008 roku, zaś czarę goryczy przelał incydent zastrzelenia 9 tureckich aktywistów  przez izraelskie siły specjalne, będących na statku płynącym do izolowanej Strefy Gazy.

Wspólny kurdyjski wróg i gospodarka

Oba państwa, oprócz wspólnej granicy i wyznania, łączy także problem ludności kurdyjskiej. W obu krajach żyje ich ponad 18 milionów. Doszło również do kilku wspólnych akcji militarnych przeciw kurdyjskim rebeliantom, do czego dość niechętnie przyznały się obie strony. Działania prowadzono przeciwko Partii Pracujących Kurdystanu (PKK) oraz Partii na Rzecz Swobodnego Istnienia Kurdystanu (PJAK) walczącej o prawa Kurdów w Iranie. Ponadto następuje także okresowa wymiana danych wywiadowczych związanych z rebeliantami. Kilka razy doszło również do wspólnych wystąpień prezydenta Iranu oraz premiera Erdogana. Coraz częściej Zachód z niepokojem zerka na ten region i wypomina Turcji bliskie stosunki z reżimem Ahmedineżada.

Płaszczyzną współpracy jest również gospodarka. Począwszy od 2009 roku doszło do podpisania szeregu bilateralnych umów m.in. dotyczących strefy wolnego handlu oraz zniesienia ceł. Ankara i Teheran mają również wspólne interesy na płaszczyźnie energetycznej.

Podsumowując. Zbliżenie Turcji i Iranu jest oznaką powolnego geopolitycznego przewartościowania w regionie. Izrael staje się coraz bardziej samotny i tylko dzięki wsparciu Stanów Zjednoczonych może stawiać czoła muzułmańskiej koalicji w regionie. Współpraca Ankary i Teheranu może przynieść obopólne korzyści, mimo utyskiwań ze strony Zachodu.

Krzysztof Pobiedziński