Ostatnia kadencja Łukaszenki

Wczoraj w ciągu kilku godzin byłem z czytelnikami na Facebooku świadkiem historii, która działa się na naszych oczach. Informacji przybywało: pobicie kandydata na prezydenta – Niaklaieua, manifestacja opozycyjna, dane mówiące o jej liczbie (15- 40 tys. ludzi), nieudany szturm na parlament, pobicie kolejnego kandydata na prezydenta – Rymaszewskiego a w końcu jak podała agencja Reutersa setki rannych, karetki, milicja i specnaz, słowem czyszczenie Placu Niepodległości… Choć byłem świadomy różnic jakie dzielą miński Plac Niepodległości od Majdanu targały mną tej nocy podobne emocje. Gdy śpiewano po białorusku „Mury” Kaczmarskiego wiedziałem, że nie sparują one armii pałek, które dokładnie rozlokowano w najważniejszych symbolach dyktatury Łukaszenki. Majdan był oblegany przez „opozycję”, na Białorusi to Plac Niepodległości oblegał protestujących…

W całym wydarzeniu uderzyły mnie wczoraj szczególnie dwie rzeczy, o których chciałbym napisać. Pierwszą głoszę od dawna – system Łukaszenki czeka erozja, do tego wątku jeszcze powrócę. Drugą było fatalne zachowanie polskich mediów, które bardzo słabo informowały Polaków o tym co się dzieje, zarówno na płaszczyźnie napływających newsów jak i w jakościowym doborze komentatorów politycznych.

W radiu TOK FM można więc było usłyszeć, że po wyborach najpewniejszym kierunkiem rozwoju Białorusi będzie model chiński (Walery Karbalewicz). Tymczasem jedną z najważniejszych koterii wpływających na zachowania Łukaszenki jest frakcja „Technokratów”, która składa się dyrektorów największych białoruskich firm. Ich system zarządzania, ich funkcjonowanie oparte na wzorcach sowieckich będą trwały dopóki Baćka w swoich rządach będzie korzystał z ich wsparcia. Technokraci straciliby przecież swoje wpływy w realiach gospodarki wolnorynkowej. A wybór pomagierów ma już Łukaszenka nieduży- znajomi z lat szkolnych (grupa szklarsko- mohylewska) czy przedstawiciele resortów siłowych („siłownicy”) zostali już wykorzystani i w oczach społeczeństwa zdyskredytowani. Podobną fachowością wykazał się gość telewizji tvn24- Marek Borowski, który skomentował wczorajsze wybory prezydenckie na Białorusi słowami „ to może być dożywotnia prezydentura, choć nie musi”. Abstrahując od znaczenia tego zdania, które właściwie nic nie znaczy, chciałbym we własnym imieniu powiedzieć: „ Nie. Ta prezydentura zmierza do swojego końca”. Ze względu na ograniczoną długość tego tekstu chciałbym cytatem Borowskiego przejść płynnie do drugiego punktu moich rozważań: erozji władzy Łukaszenki na Białorusi.

Wielokrotnie pisałem już o tej problematyce (odsyłam zainteresowanych do mojego bloga i publikacji), ale chciałbym ponownie przedstawić choć zarys moich tez. Pierwszą z nich jest pogarszająca się sytuacja międzynarodowa Białorusi. W jej wyniku biznesowe środowiska UE i Rosji zainteresowane prywatyzacją firm nad Świsłoczą są zgodne. Łukaszenka – człowiek sowieckiej mentalności- jest postacią szkodliwą dla interesów obu wspomnianych stron. Bardzo trafnie sprecyzował ten fakt Paweł Kowal, którego osobiście bardzo cenię: „ Zachód prowadzi swoją grę z Białorusią, bardziej im chodzi o to, żeby tę białą plamę wypełnić inwestycjami, niż o demokrację”. W obliczu trudności gospodarczych i finansowych wynikających z ochłodzenia relacji na linii Mińsk- Moskwa, ważnym czynnikiem w polityce Łukaszenki stał się także Pekin (kredyty, specjalna strefa ekonomiczna, budowa hotelu Pekin w Mińsku). Tarcie jakie już dziś jest zauważalne pomiędzy Państwem Środka a Kremlem wpłynie w przyszłości niekorzystnie na położenie Baćki. Pole politycznego manewru Łukaszenki w ostatnich latach niebezpiecznie się zawęziło. Gospodarka pozbawiona wschodnich subsydiów ledwo dyszy. 31% eksportu i 58% importu białoruskiego to handel z Rosją, cena pozyskiwanej ropy z tego kraju to 398$ za tonę (brak cła!), wenezuelskiej 656$ etc. Ilość kredytów i zagranicznego wsparcia jakie zaciągnęła Białoruś sięga już bagatela 16 mld $ (pożyczka chińska, inwestycje chińskie, euroobligacje wypuszczone przez Mińsk)! W tym kontekście ostatnią podporą reżimu mogą być elity, których nie usankcjonowano prawnie, konsekwentnie ograniczano także ich własność prywatną skazując je na łaskę Łukaszenki. Ostatnim fundamentem dyktatury jest autorski system polityczny kraju nad Świsłoczą i społeczeństwo (głęboko nieufne wobec czynnika rosyjskiego).

Wybory, w których frekwencja sięgnęła 65,2% pokazały jednak, że fałszowanie wyników przez władzę napotyka na społeczny opór. Były to największe manifestacje w kraju od 1996 roku. Według niezależnego sondażu TV Biełsat tylko 30% obywateli Białorusi popierało dyktatora, oficjalne wyniki wyborów w żaden sposób nie korelowały z tymi danymi. Społeczne niezadowolenie eksplodowało i skierowało swój gniew w symbole państwa (parlament). Taki stan rzeczy wynika ze stylu sprawowania władzy przez Łukaszenkę, który nie stworzył „partii władzy” i konsekwentnie budował wokół siebie mit Baćki, dobrego ojczulka. Atak na symbole władzy, to w tym sensie atak na „ojca” narodu. Trend ten będzie w perspektywie czasu wzmagała ofensywa rosyjskich mediów zapoczątkowana emisjami filmów z cyku „Ojciec Chrzestny”. Sugerowano w nich „niepoczytalność” Łukaszenki i jego odpowiedzialność za morderstwa polityczne. Pobicie Niaklaieua i Rymaszewskiego to oręż, który Kreml z pewnością wykorzysta z nową siłą po wyborach prezydenckich w Rosji.

Wydarzenia, które rozegrały się na Placu Niepodległości nie są zatem przypadkowe. Stanowią wykładnię czynników które wielokrotnie opisywałem w swoich tekstach. Dni Łukaszenki są policzone, rozpoczynająca się kadencja będzie prawdopodobnie ostatnią…

Piotr A. Maciążek