„Nowe Średniowiecze” a upadek Zachodu. Polemika z Piotrem Wołejką

Złupienie Rzymu, obraz J. N. Sylvestre'a z 1890 r. (źródło: Wikimedia)
Złupienie Rzymu, obraz J. N. Sylvestre'a z 1890 r. (źródło: Wikimedia)

Historia powtarza się o tyle, o ile powtarzają się pewne zjawiska. Trudno orzec jaka jest geneza takiej prawidłowości? Czy następuje samoczynnie a jej korzenie tkwią w istocie natury ludzkiej? A może jest zaledwie nośnikiem nieśmiertelnych idei przekuwanych w zależności od koniunktury politycznej w opium dla mas? Nie sposób dociec, ale fakt pewnej – nazwijmy to umownie- powtarzalności historycznej jest niepodważalny.

Już stare powiedzenie „ad fontes” wskazuje nam podstawowy nośnik owej powtarzalności, wdzięcznie wykorzystywanej przez polityków wszystkich epok. To późny antyk i wczesne średniowiecze, świat jednobiegunowy i monoreligijny oraz okres przełomu, w którym barbarzyńcy stanęli u bram Rzymu a stateczni i kulturalni „obywatele” spotykali na agorach półdzikich Germanów.

Wśród gruzów antyku zrodził się więc – dziś już mityczny – Pax Romana, który czkawką odbił się ponad 1500 lat później postzimnowojennym Pax Americana.  Podobne zjawisko miało związek z pieczołowicie przechowywanym archetypem Imperium Romanum, który rozbłysnął niespokojnie ideą świata jednobiegunowego wraz z upadkiem ZSRR. „Wymysł neokonserwatystów” powiedzą sceptycy a gdy jeszcze w ustach cedzić będą słowa opowiem wam o naszych czasach i ich odpowiedniku w przeszłości.

Technika generuje dziś w zawrotnym tempie nowe zachowania społeczne, definiuje na niespotykaną dotąd skalę nowe zachowania polityczne. Mimo to powtarzalność historyczna nadal występuje! Coraz lepiej zauważalne trendy występujące we współczesnym świecie ochrzczono wspólnym mianem „neomediewalizmu”, nowego średniowiecza.

Paralele same cisną się na usta. Dzisiejsze uniwersum to schyłek Pax Americana (podobnie jak V wiek to schyłek Pax Romana). Współczesny nowy feudalizm dzieli ludzi ekonomicznie w podobny sposób, co jego średniowieczny odpowiednik. Elity finansowe żyją przecież w odizolowaniu od zwykłych ludzi, tak samo jak średniowieczne klasy społeczne. Język polski ukuł dla takich ludzi nawet specjalne określenie- to „magnaci” nie będący formalną arystokracją, ale w istocie posiadający jej prawa. Metropolie trzeciego milenium wyzbyte kulturowej unifikacji przypominają dziś mediewalne miasta, pełne nie asymilujących się mniejszości. Dotychczasowi mieszczanie – nazwijmy ich umownie ludźmi zachodu- opuszczają swoje centra i przenoszą się do wyizolowanych dzielnic lub na przedmieścia.

Imigranci umacniają w nas poczucie zagrożenia charakterystyczne dla „czasów przełomu”. Współcześni „barbarzyńcy u bram” przynoszą Zachodowi w XXI wieku nowe obyczaje i wizje świata.  W chińskiej tradycji politycznej istnienie władzy jednocześnie ją sankcjonuje. Takie podejście różni się w istotny sposób od zachodniej idei legitymizacji władzy. Przykłady można mnożyć. Przeraża nas nie tylko odmienne myślenie „nowych barbarzyńców”, ale także ich sukces reprodukcyjny przekuwający trendy demograficzne w złowieszczą przepowiednię.

Historia powtarza się o tyle, o ile powtarzają się pewne zjawiska. Czy potrafimy wyciągnąć z tego faktu wnioski? Czasy przełomów zwykle zapowiadają nadejście „nowej jakości”, która zdominuje wyłaniające się w czasie uniwersum, system polityczny. W tym kontekście w przyszłości zyskają wyłącznie grupy społeczne, narody charakteryzujące się dużą, wewnętrzną spoistością. W przemiany cywilizacyjne, które opisuję doskonale wpisuje się więc chrześcijaństwo nie tylko ze względu na swoją wielowiekowość, ale także uniwersalność i eschatologiczny charakter. Być może jest to istotna wskazówka dla Polski i wielu państw „Zachodu” na przyszłość?

Piotr A. Maciążek