WikiLeaks: bajki na dobranoc?

Opublikowano kolejne przecieki prosto z pracy amerykańskich dyplomatów, analityków i tak dalej. W większości wywiadów świata trwa pewnie nerwowe odliczanie i błyskawiczny podział nocnych dyżurów na najbliższe tygodnie. Ktoś przecież to wszystko będzie musiał przeczytać.Serwis WikiLeaks

Cel powstania WikiLeaks nigdy nie stał się jednocześnie równie oczywisty. O ile w przypadku publikowania informacji o naruszeniach praw człowieka czy ofiarach w Iraku, można było jeszcze obronić tezę, że autorom zależało na ujawnieniu prawdy o niegodziwej postawie Amerykanów, a reszta wychodzi przy okazji i w ramach kary, o tyle teraz cel jest tylko jeden. Pisząc brzydko, dosadnie, ale oddając sens: dopier**** Ameryce.

WikiLeaks jest zatem narzędziem w nie wiadomo czyich rękach, które zajmuje się niszczeniem wizerunku Stanów Zjednoczonych. Dla przykładu, brak sympatii Arabii Saudyjskiej do Iranu jest powszechnie znany, podobnie jak “specjalne stosunki” pomiędzy Berlusconim, a Putinem czy korupcja wśród afgańskich urzędników, ale wyobraźcie sobie, jaką strawną pożywkę otrzymali teraz antyamerykańscy politycy. Tu nie chodzi o żadne etyczne pobudki, o transparentność czy prawa człowieka, a jedynie o realizację celu, jakim jest propagandowy atak na Stany Zjednoczone. Czy nikogo nie dziwi, iż WikiLeaks nie zwraca uwagi na to, co robią władze rosyjskie czy chińskie? A czy to nie tam prawa człowieka są łamane w dużo wyraźniejszy i częstszy sposób? Czy z tajnych dokumentów rosyjskich nie dowiedzielibyśmy się równie ciekawych rzeczy, chociażby o naszych politykach?

Po tym wszystkim trudno uznać,że informatorami WikiLeaks są tylko obecni lub byli urzędnicy. Prawdopodobnie któryś z wywiadów państw nieprzychylnych Ameryce uznał, że to doskonała skrzynka kontaktowa.

Szkoda o tyle, że świat wcale na tych przeciekach nie zyskał. Będziemy wiedzieć więcej, od kuchni poznamy mnóstwo smaczków, a pewne informacje – zazwyczaj schowane – przebiją się do świadomości ludzi. W działalności WikiLeaks nie ma jednak realizacji żadnego interesu publicznego. Za to kilku przywódców z pewnością się cieszy, nawet jeśli w dokumentach znajdą się szczere wzmianki o nich, bo Baracka Obamę i dyplomatów amerykańskich czekają ciężkie dni tłumaczenia się oraz walki z demoralizacją, jakie niechybnie pogłębi kolejne ujawnienie dokumentów.