Unia Nordycka: realna przyszłość czy utopia?

Czy kraje nordyckie połączą się w federalną unię? (Zdjęcie: Johannes Jansson/norden.org )
Czy kraje nordyckie połączą się w federalną unię? (Zdjęcie: Johannes Jansson/norden.org )

Duży może więcej. To zasada znana nie tylko w biznesie, ale również w polityce. Z tego założenia wychodził szwedzki historyk Gunnar Wetterberg, proponując unię pięciu państw nordyckich – Danii, Finlandii, Islandii, Norwegii i Szwecji, a także trzech terytoriów niezależnych: Wysp Alandzkich, Grenlandii i Wysp Owczych. Składająca się z wyżej wymienionych podmiotów Unia Nordycka byłaby 10-12 potęgą gospodarczą świata z PKB przewyższającym Rosję, Indie czy Kanadę. Atrakcyjna propozycja, nieprawdaż?

Nowa Unia Kalmarska?

Wspólną głową federacji miałaby zostać duńska królowa Małgorzata. Jej postać w sposób symboliczny spina bowiem proponowaną Unię Nordycką ze średniowieczną Unią Kalmarską. Wówczas organizm ten przetrwał nieco ponad sto lat, ale rozpadł się z hukiem w wyniku krwawej wojny domowej. Próby jednoczenia terytoriów nordyckich podejmowane w kolejnych latach nie kończyły się raczej sukcesem, często były też blokowane przez kraje trzecie. Głównym powodem sprzeciwu wobec powstania silnego podmiotu w Skandynawii była obawa mocarstw, w szczególności morskich, przed twardym egzekwowaniem praw dotyczących cieśnin duńskich.

Dziś nikt nie miałby raczej nic przeciwko zjednoczeniu państw nordyckich pod wspólną flagą, a zainteresowane społeczeństwa podobno wyrażają coraz większą aprobatę dla pomysłu powstania czegoś, co roboczo nazywam w tym tekście Unią Nordycką. Owszem, większość jest negatywnie nastawiona do tej koncepcji, ale liczba zwolenników systematycznie rośnie i wynosi na dziś ok. 40 proc. Czy można spodziewać się, że za kilka lat proporcje odwrócą się, a społeczeństwa wywrą presję na polityków, aby ci zaczęli na poważnie rozważać powołanie do życia federacji państw nordyckich? Czy taka unia miałaby szanse skutecznie działać?

Argumenty „za”

W zamyśle Wetterberga, który swoją koncepcję wykłada nawet na oficjalnej stronie istniejącej już Rady Nordyckiej, Unia Nordycka miałaby wspólną politykę zagraniczną i obronną. Na poziomie federacji rozstrzygane byłyby również kwestie związane z rynkiem pracy. Członkowie federacji utrzymaliby zdecydowaną większość kompetencji i zachowali dotychczas istniejące instytucje. Powstałby oczywiście wspólny rząd Unii oraz jej parlament.

Unia Nordycka - infografika The Economist
Unia Nordycka - infografika The Economist

Dzięki unii głos państw nordyckich w świecie byłby lepiej słyszalny. Najpewniej otrzymałyby miejsce w coraz ważniejszej grupie G-20. Skandynawskie pomysły na społeczeństwo i gospodarkę zyskałyby promocję i, być może, popularność w świecie. Dziś mało kto przykłada wagę do tego, co Dania, Szwecja czy Norwegia mają do powiedzenia i zaproponowania. Ich modele rozwoju, często bardzo skuteczne, pozostają nieznane szerszej publice. Wydaje się też, że tylko Unia Nordycka może zagwarantować skuteczną obronę praw do eksploracji i eksploatacji złóż surowców w Arktyce. Aktualnie Norwegia czy Grenlandia (na spółkę z Danią) rywalizują na szczeblu politycznym z takimi potęgami jak Rosja, USA czy Kanada.

Argumenty „przeciw” i wątpliwości

Federacja ma także swoje minusy i słabe punkty. Oczywistą kwestią jest to, że spór wywoła już podział kompetencji pomiędzy członkami unii lub podjęcie decyzji o lokalizacji jej stolicy. Czy ma to być stolica największego kraju przyszłej unii – Kopenhaga, a może bardziej centralnie położony Sztokholm? W grę wchodzi umiejscowienie stolicy w mieście typu Goeteborg, czyli takim, które stolicą nie jest. Problematyczny będzie także wybór głównego języka federacji. Nonsensem wydaje się bowiem kopiowanie znanego z Unii Europejskiej zwyczaju uznania wszystkich języków narodowych za równoprawne. Koszty tłumaczeń i związana z tym biurokracja są absurdalne w stosunku do prawdziwych potrzeb. W grę raczej nie wchodzą argumenty sportowe, bo przecież nie tylko w UE, ale nawet w Wielkiej Brytanii poszczególne byty polityczne posiadają własne reprezentacje. Swoją drogą, reprezentacja Unii Nordyckiej w hokeju na lodzie byłaby twardym orzechem do zgryzienia dla Rosjan, Amerykanów czy Kanadyjczyków.

Gdyby udało się załatwić przyziemne sprawy opisane w powyższym akapicie, przyszedłby czas na naprawdę poważne problemy natury międzynarodowej. Jak pogodzić zobowiązania państw i nowej federacji wobec już istniejących UE i NATO, jeżeli nie wszystkie państwa nordyckie są członkami tych organizacji. Szwecja i Finlandia nie należą do NATO, natomiast Islandia i Norwegia nie są członkami UE. Islandia ubiega się o członkostwo, zaś Norwegia już kilkukrotnie mówiła Brukseli „nie”. Bycie w europejskim klubie ograniczyłoby norweską niezależność w polityce zagranicznej.

W przypadku NATO problem jest poważniejszy. Jeśli Unia Nordycka ma prowadzić wspólną politykę obronną, jak pogodzić to z absencją jej dwóch członków w Sojuszu? Czy zobowiązania z art. 4 i 5 Paktu Północnoatlantyckiego dotyczyłyby także Finlandii i Szwecji? Czy państwa NATO byłyby zobowiązane do obrony fińskich i szwedzkich granic? Jak Unia Nordycka ma zamiar zapewnić bezpieczeństwo swoim członkom – czy wezwie posiłki z NATO, a jeśli tak, to gdzie i jakie działania będą mogły podejmować sojusznicze oddziały?

Dochodzi także koordynacja polityki gospodarczej i wybór waluty. Finlandia należy bowiem, jako jedyne spośród państw nordyckich, do strefy euro. Dania czy Szwecja nie kwapią się z przyjęciem wspólnego pieniądza. W Skandynawii silna jest pamięć posiadania wspólnej waluty i nie jest to pamięć pozytywna. Czy to oznacza, że kraje federacji pozostałyby przy swoich walutach? A co z euro, co do którego Finlandia nie ma przecież głosu decydującego, a tylko jeden z wielu?

Utopia czy prognoza na przyszłość?

Po drugiej wojnie światowej trudno było liczyć na powstanie Wspólnot Europejskich i integrację wyniszczonego wojną kontynentu. Kolejne dekady przynosiły nowe instytucje, więcej wspólnych działań oraz nowych członków europejskiego klubu. Razem z NATO Wspólnoty, a dziś Unia Europejska, zapewniały stabilność i bezpieczeństwo, stwarzając odpowiednie warunki do rozwoju gospodarczo-społecznego swoich członków (i nie tylko, ponieważ członkostwo obu organizacji nie pokrywa się w 100 proc., wyłączając oczywiście kraje pozaeuropejskie). Na pomysł Unii Europejskiej rzucony w drugiej połowie 1945 roku większość zapytanych odpowiedziałaby, że to utopia.

Unia Nordycka ma swój głęboki sens. Zyski z jej powstania potencjalnie mogą okazać się ogromne. Pełniejsza integracja i współpraca, cięcie kosztów poprzez wstrzymanie się od dublowania poszczególnych działań, wzrost znaczenia na arenie międzynarodowej etc. Co więcej, mimo różnic, społeczeństwa państw nordyckich są sobie bliskie, dzielą w zasadzie wspólną kulturę, a także posiadają długie doświadczenie wzajemnej współpracy. Nie musiałyby więc zaczynać wszystkiego od zera, jak miało to miejsce w przypadku projektu europejskiego.

Choć dziś Unia Nordycka to utopia, nie można wykluczyć jej powstania. Owszem, sceptycy zaraz odpowiedzą, że wielu rzeczy nie można wykluczyć, chociażby wojny atomowej czy dezintegracji Rosji. To prawda. Różne jest jednak prawdopodobieństwo występowania i nie występowania rozmaitych zjawisk. Unia Nordycka jest bardziej prawdopodobna od wyżej wymienionych.

Piotr Wołejko