Kaukaz: miękkie podbrzusze Rosji?

W notatce z 1944 roku ambasador amerykański w ZSRR- George Kennan stwierdził że „zazdrosne i nietolerancyjne oko Kremla rozróżnia tylko wasali i wrogów, więc sąsiedzi Rosji, jeżeli nie chcą należeć do jednych, muszą się pogodzić z tym, że będą należeć do drugich.”

Przemyślenia Kennana ewoluowały a w roku 1947 zostały sprecyzowane w ramach tzw. doktryny powstrzymywania ( ang. containment), z której ochoczo korzystał m.in. prezydent USA Harry Truman. Polegała ona na zapobieganiu rozprzestrzeniania się komunizmu za pomocą wszelkich środków- tak powstało NATO, tak tłumaczy się również wybuch konfliktu koreańskiego w latach 50 tych. Idea Kennana wpłynęła w znacznym stopniu na sposób myślenia polityków i generalicji amerykańskiej. To pod jej wpływem generał MacArtur miał wypowiedzieć słynne słowa charakteryzujące temperament polityczny mocarstwa zza oceanu: „there is no substitute for victory”.

Dziś wielu publicystów przywołuje postać i przemyślenia Kennana w celu uwiarygodnienia zbliżenia Rosji z Zachodem. Powołując się na jego ideę twierdzą, że rozpad ZSRR wypchnął „punkty zapalne” (takie jak Polska) destabilizujące Rosję poza jej granicę, dlatego wraz z końcem XX wieku stała się ona państwem stabilnym (nieokreślone granice definiują ekspansjonizm). Zmniejszył się także potencjał demograficzny, gospodarczy, finansowy i militarny Moskwy. Przeobrażeniom w sposób drastyczny uległo jej otoczenie geopolityczne, a Rosja przestała być euroazjatyckim nośnikiem cywilizacyjnym. Azja nie jest już beneficjentem Kremla, który w dawnej strefie politycznej i gospodarczej ekspansji napotyka konkurencję ze strony wzrastających w siłę „Chindii”.

Konkludując: według sporej części analityków Rosja została zepchnięta na pozycje defensywne. Nad Moskwą zaczynają padać polityczne „deszcze niespokojne”, przed którymi na razie chroni ją „parasol” jądrowy. Są jednak geopolityczne luki w rozległych granicach Rosji, które pozornie nazywa się „miękkim podbrzuszem” prawosławnego mocarstwa. Tymczasem rosyjska dyplomacja i oręż odnoszą dziś na Kaukazie – bo o nim mowa- coraz większe sukcesy.

Defensywa na Kaukazie?

Z geopolitycznego punktu widzenia Kaukaz to międzymorze pełne „kipiących” ludów i państewek wciśniętych pomiędzy dwie główne potęgi regionalne – Rosję i Turcję (od niedawna większą aktywność zaczyna przejawiać także Iran). „Bałkanizację” tego terytorium określa nie tylko mozaika etniczna, ale i sfera wzajemnego przenikania się religii prawosławnej i islamu w tej części świata. Z tego punktu widzenia działania rosyjskie koncentrują się nie tylko na klasycznych ruchach politycznych, ale i na lansowaniu trendów religijnych, które w lustrzany sposób wpływają także na sytuację wewnętrzną FR (np. deprecjonowanie wahabityzmu, naciski na politykę prowadzoną przez Patriarchat Moskiewski).

Kluczową datą kształtującą dzisiejszy charakter Kaukazu jest moim zdaniem rok 2008, w którym doszło do krótkiej wojny lokalnej (tzw. Pięciodniowej) stoczonej pomiędzy Rosją i Gruzją. Powód takiej cenzury politycznej jest prozaiczny- NATO i UE ograniczyły od tego momentu własną aktywność na tym terenie do sfery werbalnej i deklaratywnej. Mimo to Moskwa nie osiągnęła w ramach tego konfliktu wszystkich założonych przez siebie celów. „Niepodległość” Abchazji i Osetii Południowej nie została uznana przez przytłaczającą większość państw świata. W związku z tym rosyjskie plany powołanie w europejskiej przestrzeni bezpieczeństwa warunków „drugiego Locarno” spełzły na niczym. Choć Abchazja i Osetia Południowa w wyniku Wojny Pięciodniowej ostatecznie się usamodzielniły to jednak idea nienaruszalnych granic na zachodzie Europy oraz granic wschodnich podlegających „korektom” nie została zrealizowana przez Kreml.

Rosyjska strefa wpływów

Choć Moskwa umocniła swoją pozycję głównego rozgrywającego u podnóża Elbrusa to jednak poszerzanie jej strefy wpływów musi od 2008 roku odbywać się za pomocą formy międzynarodowego arbitrażu a nie dyplomatycznie upiększonych aneksji. Paradoksalnie taka forma zarządzania własną strefą wpływów jest dla Kremla o wiele bardziej efektywna ze względów finansowych i wizerunkowych. Ponadto wydaje się konieczna w kontekście wielkiego otwarcia na Zachód zapowiedzianego przez prezydenta FR Dmitrija Miedwiediewa. Teren Kaukazu ma dla niego zresztą kluczowe znaczenie, co potwierdzają słowa, w których stwierdził m.in. że „Misją Rosji jako największego i najpotężniejszego państwa w regionie jest zapewnienie pokoju i porządku”. To kluczowe zdanie zawiera w sobie wszystkie założenia „nowej” federalnej polityki kaukaskiej. W sferze werbalnej wskazuje na aspiracje Kremla, który kreuje się na hegemona całego obszaru. Tylko Rosja – mówi dobitnie Miedwiediew – jest w stanie zapewnić pokój i porządek w tym zakątku świata i faktycznie robi to za pomocą klasycznych metod politycznymi wywodzących się jeszcze ze Starożytności. Divide et impera jest na Kaukazie szczególnie widoczne w rosyjskiej roli arbitra konfliktu gruzińsko- osetyjsko- abchaskiego oraz armeńsko- azerbejdżańskiego. Można zaobserwować także charakterystyczne dla antycznego Rzymu działanie Sociis defendendis (dosłownie: obrona sojuszników). Jest to rodzaj akumulacji globalnych wpływów politycznych za pomocą konfliktów toczonych w obronie sojuszników (np. Wojna Pięciodniowa stoczona „w obronie” Abchazji i Osetii Południowej).

Rosja realizuje także bizantyjskie koncepcje geopolityczne, które już w średniowieczu zakładały tworzenie buforowych protektoratów na Kaukazie. W myśl tej zasady Kreml sprawuje pieczę nad nie uznawanymi przez ONZ obszarami separatystycznymi, których Kaukaz staje się prawdziwą wylęgarnią (Abchazja, Osetia, Górski Karabach). Każdy z wymienionych przeze mnie wektorów politycznych realizuje neoimperialny wariant rozwoju Trzeciego Rzymu. Świadczy o tym także próba monopolizowania systemu bezpieczeństwa na Kaukazie. Ze względów wizerunkowych odbywa się to jednak pod szyldem organizacji regionalnych ( np. Organizacja Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym).

Wchłonąć kaukaskie punkty zapalne

W tym kontekście należy spojrzeć na kwestię rosyjskiej defensywy ilustrowanej przez wielu publicystów przemyśleniami Georga Kennana w zupełnie inny sposób. Moskwa starała się w  2008 roku  wchłonąć w obręb własnego organizmu kolejne „punkty zapalne”- tym razem w wersji light a nie bezpośrednio ( tworząc terytoria separatystyczne). Dziś wbrew interesom zachodnim próbuje wytworzyć wrażenie płynnych granic na Kaukazie. Takie granice w przeciwieństwie do europejskich mogłyby ulegać „korektom”. W międzyczasie Kreml  zadowala się poszerzeniem swoich wpływów za pomocą arbitrażu. Są to działania zdecydowanie ofensywne! Czym dla Rosji i całego regionu może się skończyć taka polityka? Cytując Zbigniewa Brzezińskiego, który sparafrazował rosyjską historię za pomocą jednego zdania uzyskamy polityczną prognozę: „ brak wyraźnie określonych granic […] jest pretekstem do niemal całkowicie swobodnej ekspansji, ta zaś wzmaga poczucie  zagrożenia, które usprawiedliwia dalsze podboje”. Te słowa uzasadniają wzmagającą się obecność Moskwy pod Elbrusem, która manifestuje się w postaci przyczółków militarnych w Abchazji, Osetii Południowej i Armenii (do 2044 roku) lub w demilitaryzacji kaukaskich obszarów spornych, co uzależnia te tereny od arbitralnych decyzji Kremla (np. Nachiczewań objęty rosyjsko- tureckimi gwarancjami).

Podsumowując: zmniejszył się rosyjski potencjał demograficzny, gospodarczy, finansowy i militarny, ale w obliczu apatycznych działań tradycyjnego gracza na Kaukazie – Turcji i dużego rozbicia politycznego na tym terenie Rosja zachowuje wszelkie narzędzia umożliwiające jej rozciągnięcie kontroli nad całym obszarem rozpościerającym się u stóp Elbrusa. Ten trend staje się jeszcze bardziej widoczny w kontekście politycznych zainteresowań Zachodu, które oscylują dziś w okolicach Pacyfiku i omijają Kaukaz.

Wpis jest częścią artykułu, który niebawem ukaże się w biuletynie Fundacji Amicus Europae.