Co jeszcze Stany Zjednoczone mogą dać Izraelowi?

Groteski ciąg dalszy. Stany Zjednoczone próbują namówić Izrael do tego by przedłużył moratorium na rozbudowę osiedli na Zachodnim Brzegu Jordanu. Poprzednia oferta została odrzucona, ale administracja Baracka Obamy jest konsekwentna i proponuje coraz więcej.

Najnowszy pakiet zawiera:

  • obietnicę wetowania ewentualnych inicjatyw dotyczących pokoju na Bliskim Wschodzie w Organizacji Narodów Zjednoczonych
  • kwestie związane z bezpieczeństwem, w tym 20 myśliwców F-35 (PAP szacuje ich wartość na 3 miliardy dolarów);
  • gwarancję, że w przypadku przedłużenia moratorium o 90 dni, Stany Zjednoczone po upływie tego terminu, nie będą naciskać na jego przedłużenie.

W zamian przedłużenie moratorium o 90 dni, ale bez Jerozolimy Wschodniej, czyli ustępstwo Izraela byłoby jedynie częściowe. Oficjalnie Palestyńczycy deklarują, że dopóki w Jerozolimie Wschodniej będzie trwała rozbudowa osiedli, nie powrócą do rozmów.

Cóż, na miejscu Netanjahu, którego rządowi nie zależy na rozmowach pokojowych (i jak widać – trzeba mu za nie płacić) ofertę bym natychmiast przyjął, 90 dni poudawał, że negocjuję, a potem – jak to mawiają Arnold Schwarzenegger i Dmitrij Miedwiediew – “hasta la vista baby”. Sprzęt będzie, gwarancja w ONZecie raczej słaba, bo wiadomo, że Amerykanie nie poparliby takiej rezolucji, ale darowanemu koniowi nie patrzy się w zęby.

Desperacja Amerykanów jest tutaj wręcz komiczna. W zamian za przejściową zgodę na wstrzymanie rozbudowy osiedli, co powinno być rzeczą najzupełniej normalną przy poważnym traktowaniu rozmów pokojowych, płacą mocnymi i stałymi korzyściami.

Jeżeli ktoś by mnie spytał, co powinni zrobić Amerykanie wobec rządu Netanjahu, to powiedziałbym, że albo zmusić do koalicji z Kadimą albo dramatycznie zmniejszyć wszelką pomoc finansową, technologiczną i polityczną dla Izraela aż do momentu, gdy obecny gabinet rozpocznie poważnie traktować amerykańskie prośby. To jednak nierealne, bo lobby żydowskie nie pozwoli zrobić krzywdy Izraelowi. Administracja więc, zamiast się postawić, płaci niczym nieradzący sobie z dziećmi dorośli  “cukierkami” za spokój.

W takim razie przedstawiam premierowi Izraela listę rzeczy, o które może prosić administrację amerykańską w zamian za następne ustępstwa takie jak przedłużenie moratorium, wstanie z łóżka na rozmowy pokojowe czy podanie ręki Mahmudowi Abbasowi.

a) dostęp do wszelkich tajemnic technologicznych Stanów Zjednoczonych tak, by Mossad nie musiał już działać na terytorium amerykańskich – szkoda ludzi narażać;
b) dwukrotne zwiększenie pomocy finansowej, najlepiej kosztem Egiptu;
c) atak i pełne wzięcie odpowiedzialności za niego na irański program atomowy;
d) możliwość każdorazowego obsadzenia stanowiska wiceprezydenta;
e) mianowanie 1/3 składu Izby Reprezentantów i 1/3 Senatu przez wyborców izraelskich, naturalnie nie wykluczając obecnej działalności lobby izraelskiego na pozostałych kongresmenów;
f) wydzierżawienie 2-3 lotniskowców, oczywiście – jak to w rodzinie – za darmo;
g) scedowanie prawa weta w Radzie Bezpieczeństwa ONZ na rzecz Izraela – częściowo ma to już miejsce;
h) zagrożenie Turcji wyrzuceniem z NATO w razie braku ochoty ze strony Ankary do powrotu do świetnych stosunków politycznych, zmuszenie Gulla i Erdogana do napisania “osobistych i szczerych” przeprosin;
i) oddanie pakietu kontrolnego przez firmy amerykańskie zajmujące się wydobyciem ropy naftowej.
j) poprowadzenie gazociągu Nabucco przez Izrael i zapewnienie stronie izraelskiego odpowiedniego udziału w nim.

Jest zatem o co prosić, a moratorium nieraz pewnie trzeba będzie przedłużyć.