Bezpieczeństwo europejskie: między Deauville a Lizboną

Jesteśmy świadkami postępujących zmian geopolitycznych na kontynencie europejskim. Obecne trendy zmierzające ku dekompozycji obecnego systemu bezpieczeństwa naszego kontynentu koncentrują się wokół dwóch zasadniczych kwestii. Pierwszą są relacje Rosji z NATO czyli pozimnowojennym gwarantem bezpieczeństwa regionalnego w naszej części świata, drugim próby stworzenia nowej jakości takiego systemu przez trójkąt Francja- Niemcy- Rosja.

Szczyt w Deauville z udziałem przywódców Francji, Niemiec i Rosji przyniósł liczne rewelacje związane z inicjatywą zmierzającą do powołania nowego systemu bezpieczeństwa w przestrzeni europejskiej. Coraz wyraźniejszym głosem brzmią kolejne postulaty politycznych liderów europejskich, które dotąd stanowiły przedmiot prasowych spekulacji. Jednym z nich jest „zamrożenie obecnego podziału na strefy uprzywilejowanych interesów”, co w skrócie sprowadza się do obwarowań, które przyszłe rozszerzenie NATO uzależnią od zgody wszystkich sygnatariuszy europejsko-rosyjskiej przestrzeni bezpieczeństwa i gospodarki. Jeżeli takie postanowienia wejdą w życie, będzie to oznaczało spełnienie rosyjskich postulatów z początku lat 90 tych, w których Borys Jelcyn uzależnił wchodzenie w sojusze militarne poszczególnych państw poradzieckich od zgody Moskwy. Oczywiście posługuję się znacznym uproszczeniem, bo jak wiadomo granice Zachodu znacznie uszczupliły dawny blok wschodni. Trzeba jednak zdać sobie sprawę z faktu, że taka klauzula ustanowiłaby w Europie obecne status quo zaspokajając białoruski, ukraiński i gruziński apetyt Kremla. Choć w Polsce nie brakuje głosów określających obecny układ polityczny Europy mianem rusoniemieckiego to jednak trzeba dobitnie podkreślić, że powyższe postulaty napotkały w Berlinie na chłodne przyjęcie i stanowią kwintesencję francuskiej myśli politycznej, która odgrzewa atmosferę dwuporozumienia roku 1892.

Na uwagę zasługuje jednak także zbliżający się szczyt NATO w Lizbonie. Postulaty polityczne związane z tym wydarzeniem ciążą coraz wyraźniej w stronę majowych rewelacji prestiżowego pisma Foreign Affairs. To na jego łamach Charles Kupchan zaproponował przyjęcie Rosji do NATO. Jednym z nich jest rosyjskie życzenie dotyczące nierozmieszczania znaczących sił i instalacji sojuszu na terytorium nowych członków NATO. Koncepcja ta w zasadzie jest już realizowana od szczytu w Madrycie w 1997 roku, kiedy w poufnych rozmowach zaproponowano ją Jelcynowi. Novum – jak pisze dziennik Kommiersant – będzie polegało na oficjalnym zaakceptowaniu tej formuły. Na tym jednak nie koniec- NATO zrezygnowałoby także z planów obronnych na wypadek wojny z Rosją. W zamian Moskwa ma zobowiązać się do nieprzeprowadzania manewrów wojskowych skierowanych w członków sojuszu (Zapad) oraz do wyczyszczenia dokumentów państwowych ze sformowań upatrujących strategiczne zagrożenie w NATO. Tajemnicą poliszynela jest także ewentualny udział wojska rosyjskiego w misji w Afganistanie. W przypadku potwierdzenia tych informacji konkluzja może być tylko jedna: jest nią instrumentalne potraktowanie NATO przez USA za cenę realizacji amerykańskich interesów. Dziennik The Independent twierdzi, że za pomoc w Afganistanie Zachód zapłaciłby uznaniem gruzińskiego status quo, poczytny Times donosi że „Rosja może stać się w Afganistanie ważnym graczem”. Choć Dmitrij Rogozin- rosyjski przedstawiciel Rosji przy NATO skwitował całą sprawę zdaniem „byliśmy w Afganistanie i nie spodobało nam się” to jednak trzeba przyznać, że rewelacje europejskich gazet nakładają się w spójną całość. Prasa prezentuje przed nami przymiarki do geopolitycznych zamian na kontynencie.

Wywiad jakiego udzielił stacji TVN24 szef polskiegoMSZ Radosław Sikorski w programie Fakty po Faktach 27.10.2010 odnosił się bezpośrednio do spraw, które poruszyłem powyżej. Sikorski stwierdził, że już 2 lata temu był zwolennikiem przystąpienia Rosji do struktur zachodnich, ale spotkała go za to krytyka. Dziś taki kierunek zmian politycznych nie budzi niczyjej wątpliwości. Kwestią sporną są jedynie warunki, na których powinno się to odbyć. Sikorski stwierdził także, że europejscy partnerzy uprzedzili go o tematyce rozmów poruszanych w Deauville a w samym spotkaniu „na szczycie” nie ma nic dziwnego bo podobną formułę prezentuje np. Trójkąt Waimarski. Myślę, że przytoczona przeze mnie parafraza wywiadu w istotny sposób uzupełnia resztę tekstu.

Na tym zakończę swoje przemyślenia dotyczące postępującej dekompozycji układu geopolitycznego na kontynencie Europejskim. Następne akapity należałyby już do działu futurologii politycznej a nie rzetelnej analizy zachodzących zmian. Może w przyszłości pokuszę się o taką formułę tekstu, ale pozwolicie Państwo że zrobię to dopiero po nadchodzącym szczycie sojuszu w Lizbonie.

Piotr A. Maciążek