Wojny surowcowe

Zdjęcie: climatemovement.org.au
Zdjęcie: climatemovement.org.au

Zakazu nie ma, zapewniają chińskie władze, jednak Japonia nadal nie otrzymuje metali ziem rzadkich z Chin (chodzi głównie o cer, lantan, europ, gadolin, samar, neodym, erb, prazeodym). Zważywszy na fakt, iż Państwo Środka kontroluje 97 procent rynku wspomnianych surowców, Tokio znalazło się w trudnej sytuacji. Tym bardziej, że metale ziem rzadkich są niezbędne w pracach nad nowoczesnymi technologiami, w szczególności tymi „zielonymi”.

Monopolistyczna pozycja Chin pozwala im ukarać Japonię za niedawne przetrzymywanie kapitana chińskiego kutra rybackiego i zepchnąć ją do defensywy w sprawie spornych wysp Senkaku (Diaoyu) praktycznie bez żadnych ograniczeń. I kosztów. Nikt nie stanie w zdecydowany sposób po stronie Japonii, gdyż i jemu można by odciąć dostawy cennych metali. Uruchomienie produkcji poza Chinami zajmie bowiem lata i pochłonie miliardy dolarów. Jest to też inwestycja niepewna, ponieważ Chiny mogą nagle zmienić zdanie, a nikt nie zaoferuje cen niższych od chińskich.

Groźne rozgrywki

Sytuacja wygląda na beznadziejną, jednak jest jeszcze gorzej niż się nam wydaje. I wcale nie chodzi o ewentualne chińskie embargo na metale ziem rzadkich. Wstrzymanie ich dostaw do Japonii stanowi bowiem sygnał, iż do światowej polityki na najwyższym szczeblu wkracza nowa broń – rozgrywka surowcami, czyli punktowe uderzenie w gospodarkę przeciwnika. W dodatku uderzenie wyprowadzone bez wykorzystania ani jednej bomby, rakiety czy samolotu. Chiny mogą szachować rozwinięty świat odcięciem dostaw metali ziem rzadkich, ale ta broń działa w dwie strony.

Tymczasem Chiny są w dużym stopniu zależne od importu surowców, niezbędnych do podtrzymania rozwoju własnej gospodarki. W grę wchodzi odwetowe embargo na eksport surowców, których Pekin nie wydobywa lub wydobywa w niewystarczających ilościach. Możliwe jest także wykorzystanie floty wojennej do odcięcia danego państwa od dostaw surowców. W czasach kryzysu gospodarczego i rosnącej niechęci do obcych, gdy obawa przed „wojną walutową” jest wyrażana przez rosnące grono polityków i ekonomistów, rozgrywki surowcami to mało odpowiedzialna zabawa.

Jak powiedział niedawno szef Międzynarodowego Funduszu Walutowego (mówiąc o Chinach), nie można jednocześnie być w centrum, a zachowywać się jak pasażer na gapę. Dotyczy to nie tylko Chin, ale i innych rosnących potęg. Potrzebna jest odpowiedzialność i rozwaga. Granie surowcami nie jest ani odpowiedzialne, ani rozsądne. Choć niestety nie stanowi żadnej nowości.

Piotr Wołejko