Słuszny Nobel dla Liu Xiaobo?

źródło: cnn.com

W tym roku Komitet Noblowski zmazał plamę sprzed roku, gdy nagrodę otrzymał na kredyt prezydent Stanów Zjednoczonych, Barack Obama. Prawdą jest, że tegoroczne wyróżnienie nic w chińskim podejściu do demokracji i praw człowieka nie zmieni. Chińska „opinia publiczna” (o ile uznamy, że takowa w ogóle istnieje) także nie zareaguje i nie wymusi żadnych zmian w obowiązującym systemie. Pekin jest oburzony Noblem dla Liu Xiaobo, ale nie dlatego, że będzie to potężne uderzenie w Chińską Republikę Ludową, bo nie będzie, a ze względu na afront dyplomatyczny. Chińczycy podkreślają, że według ich prawa Liu jest przestępcą.

Umówmy się, że Nagroda Nobla jest prestiżowa, ale ma niewielki, jeśli nie żaden, wpływ na otaczający nas świat. Nobel dla Obamy nic nie zmienił, Nobel dla Ala Gore’a, Międzyrządowego Zespołu d/s Klimatu, Shirin Ebadi czy Grameen Banku też nie. Jakkolwiek by to fatalnie nie brzmiało – dobrze, że tym razem przynajmniej nie jest obiektem kpin, jak przed rokiem. Sam Komitet wykazał się odwagą, bo tegoroczna nagroda jest wybitnie niepoprawna politycznie. O ile reżim birmański łatwo krytykować poprzez wręczenie wyróżnienia bohaterskiej opozycjonistce Aung San Suu Kyi, bo to nic nie może kosztować, o tyle Chiny są obecnie jednym z najpotężniejszych krajów świata. Ta niepoprawność polityczna w tym roku wręcz zadziwia, jeśli przypomnimy sobie, że np. w dwudziestoleciu nagrodę otrzymywali autorzy takich projektów jak traktat z Locarno (nagroda: 1925 i 1926), czy pustych gestów jak pakt Kelloga-Brianda (nagroda: 1929), a po wojnie, w 1973 roku, za pokój paryski „kończący” wojnę w Wietnamie, Henry Kissinger i Le Buc Tho. W tym drugim przypadku, wietnamski komunista nie przyjął nagrody, a Amerykanin jak najbardziej. Sajgon padł w 1975 roku. Tym razem więc Komitet poszedł naprawdę pod prąd. Wspomniane złe noblowskie decyzje omawiałem w ubiegłorocznym tekście „Nagroda Nobla na kredyt”.

Zamiast więc mówić, że tegoroczna decyzja jest nic nieznacząca, należy zapytać – a kiedy było inaczej? Tym razem przynajmniej poruszono ważny politycznie problem – łamania praw człowieka na świecie i to w miejscu, o którym większość europejskich przywódców wolałoby nie mówić. Nobla dla Liu Xiaobo przynajmniej nikt nie wyśmieje, że jest za nic. Sami Chińczycy mają Komitet Noblowski tam gdzie komisarz Ryba miał mieć paragrafy. To oczywiste, że Pekin swojej polityki nie zmieni, dopóki będzie czerpał z niej korzyści, czyli jeszcze przez bardzo długi okres. Europejczycy burzą się na łamanie praw człowieka, ale tylko na pokaz, bo chętnie kupują tanie towary z chińskich fabryk. Kalkulacja jest prosta – gdyby zmieniono system i tym ludziom żyło się lepiej, koszty byłyby wyższe i handlowanie z Chinami nie byłoby dla jednej czy drugiej firmy takim intratnym biznesem. Prawa człowieka, demokracja i piękne szlachetne hasła kończą się tam, gdzie można zarabiać miliardy dolarów.

Nie ma co się łudzić, że jakakolwiek „opozycja’ w Chinach dostanie wiatru w żagle, coś się zmieni, a opinia publiczna cokolwiek na Chińczykach wymusi.. Nic z tych rzeczy. Pekin protestuje przeciwko nagrodzie, ogranicza zasięg tej informacji, ale nie będzie czynić żadnych dramatycznych ruchów, bo nic wielkiego się przecież nie stało. Skoro Birma może żyć z opozycjonistką, która jest noblistką, a władze, również łamiące prawa człowieka, twardo się trzymać, to jaki to będzie problem dla potężnych Chin? Sami Chińczycy nie mają problemów ze swoim prawem ze względu na zupełnie inne podejście cywilizacyjne do prawa, w tym do jednostki. Nikomu specjalnie na zmianach nie zależy.

Oceniając jednak nagrodę pod względem aksjologicznym – jest ona po prostu słuszna.