Dogrywka o Brazylię

Wybory w Brazylii nie zostały rozstrzygnięte w pierwszej turze. Ich czarnym koniem okazała się Marina Silva, która chociaż zajęła trzecie miejsce, odebrała zwycięstwo Dilmie Rousseff.

Niewiele zabrakło, aby Dilma Rousseff zwyciężyła w pierwszej turze (Źródło: Daylife/JEFFERSON BERNARDES/AFP/Getty Images)
Niewiele zabrakło, aby Dilma Rousseff zwyciężyła w pierwszej turze (Źródło: Daylife/JEFFERSON BERNARDES/AFP/Getty Images)

Rzucona na pożarcie

Popierana przez ustępującego prezydenta Dilma Rousseff była bliska zwycięstwa. Zdobyła 46,9% głosów. Jej główny rywal, Jose Serra, 32,6%. Decydujące głosy odebrała jej była koleżanka z rządu. Można powiedzieć, że jest to rodzaj zemsty Silvy, która odeszła z gabinetu między innymi z powodu Rousseff. Dilma jako szefowa gabinetu Luli popierała projekty, które miały być realizowane w Amazonii i z pewnością nie przysłużyłyby się środowisku naturalnemu. Obie panie miały więc sporo okazji do kłótni, gdyż Silva pełniąca funkcję minister środowiska miała na sprawę odmienny punkt widzenia. W 2008 roku opuściła urząd oraz Partię Pracujących i wstąpiła do bliższej jej przekonaniom Partii Zielonych.  Formacja chętnie skorzystała z tak cennego nabytku i zadecydowała, że to właśnie była minister będzie jej kandydatem w tegorocznych wyborach. Przedwyborcze sondaże nie dawały jej żadnych szans na zwycięstwo. Większość ekspertów nie poświęcała jej uwagi. Oczywiście przysługiwało jej także mniej czasu antenowego na spoty wyborcze. Tymczasem zaskoczyła wszystkich zdobywając nadspodziewanie wiele, gdyż 19% głosów.

Nagła zmiana

Im bliżej wyborów, tym głośniej mówiło się o zwycięstwie Dilmy w pierwszej turze. Jednak wynik Silvy przewyższył o kilka punktów procentowych jej najlepsze sondażowe notowania i faworytka musiała obejść się smakiem. Wyborcza niespodzianka nie jest skutkiem działania jakiejś tajemnej siły.  Z pewnością część wyborców zmieniła zdanie ze względu na skandal, który wstrząsnął w ostatnim czasie kampanią Rousseff (na początku września Dilma została oskarżona o zaangażowanie w sprawę dotyczącą nielegalnego ujawnienia tajemnicy bankowej. Okazuje się, iż osobiste dane finansowe czterech osób związanych z opozycją zostały nielegalnie ujawnione. Jose Serra zarzucił Rousseff, że ta stoi za wyciekiem danych jego córki). Reuters twierdzi jednak, że decydujący wpływ na przerzucenie głosów na Marinę miało zdanie kandydatki partii rządzącej na kwestię aborcji. W ostatnich tygodniach furorę na YouTube zrobił film, który jest zlepkiem wypowiedzi Dilmy na ten temat. Obejrzało go ponad 2 miliony ludzi. Z wideo wynika, że Rousseff popiera zalegalizowanie aborcji. O powadze tego argumentu może świadczyć fakt, że w poniedziałek sama faworytka wyborów, aby uspokoić sytuację, powiedziała w telewizji Globo, że „jedną z jej zasad jest cenienie życia w każdej jego formie”. Mimo tego, że na Silvę głosowało 20 milionów ludzi, eksperci twierdzą, że niekoniecznie muszą to być głosy decydujące. Sondaże przeprowadzone przed niedzielnymi wyborami pokazywały, że drugą turę wyborów Dilma wygra przewagą dwudziestu punktów procentowych. Po wyborach wyliczono, że jeśli Serra przekona do siebie nawet 68% wyborców Silvy i tak nie uda mu się wygrać.

Marina Silva zajęła trzecie miejsce w pierwszej turze, odbierając zapewne zwycięstwo Dilmie Rousseff (Źródło: Daylife/MAURICIO LIMA/AFP/Getty Images)
Marina Silva zajęła trzecie miejsce w pierwszej turze, odbierając zapewne zwycięstwo Dilmie Rousseff (Źródło: Daylife/MAURICIO LIMA/AFP/Getty Images)

Kogo poprze Marina?

Większość wyborców Mariny Silvy należy do brazylijskiej klasy średniej, co mogłoby ich czynić naturalnymi zwolennikami Serry. Partia Zielonych może być w tej kwestii podzielona, gdyż sporej części jej członków i zwolenników znacznie bliżej jest do lewicowej Partii Pracujących, niż do Jose Serry, który ma bardziej wolnorynkowe poglądy. Stuart Grudgins z Reutersa twierdzi, że sama Silva ze względu na rządową przeszłość może być neutralna. Póki co Marina oznajmiła, że w kwestii udzielenia poparcia podporządkuje się stanowisku partii. Mamy je poznać po kongresie, który odbędzie się w ciągu piętnastu dni. Bardziej decydujące wydaje się być to, czy Rousseff uda się przekonać wyborców, że jednak nie popiera legalizacji aborcji. Naturalnie ważną kwestią będzie również podejście obu kandydatów do problemu ochrony środowiska. Jeśli chodzi o tę dziedzinę, zdaje się, że kandydatka Partii Pracujących będzie musiała obiecać większą troskę o stan amazońskich lasów. Ekolodzy z pewnością nie zapomnieli jej zaangażowania w projekty modernizacyjne, które były szkodliwe dla Puszczy Amazońskiej.

Promyk nadziei

Druga tura wyborów odbędzie się 31 października. Do tego czasu Jose Serra ma czas na dokonanie niemożliwego. Przekonanie do siebie wyborców Mariny Silvy może okazać się niewystarczające. Wydaje się, że jedynym dla niego ratunkiem byłby jakiś nieoczekiwany zwrot w opisywanym wyżej skandalu, który udowodniłby w sposób bezdyskusyjny bezpośrednie zaangażowanie Dilmy w sprawę. Jego sytuację prawdopodobnie odmieniłaby także jakaś nowa afera korupcyjna. Brazylijczyków jednak trudno będzie przekonać o nieuczciwości Dilmy. Nie zapominajmy bowiem, że ma ona poparcie Luiza Inacio Luli da Silvy, który jest zdecydowanie najpotężniejszym czynnikiem mającym wpływ na wynik wyborów. Po blisko ośmiu latach prezydentury poparcie dla niego wynosi ponad 80%. Brazylijczycy traktują go niczym bożka, który wyciągnął miliony ludzi z nędzy. Wielu ludzi głosuje na Rousseff tylko dlatego, że Lula mówi, iż ona jest idealnym kandydatem. Brazylijscy politolodzy nie mogą wyjść ze zdziwienia nad jego fenomenem. Sam Serra doskonale zdawał sobie z tego sprawę i w kampanii wyborczej uważał z krytyką prezydenta. Biorąc pod uwagę dotychczasowe zaangażowanie da Silvy w kampanię Dilmy, możemy być pewni, że w ciągu najbliższego miesiąca zrobi wszystko, aby namaszczona przez niego następczyni wygrała wybory.

Wydaje się, że nic nie jest w stanie wydrzeć Dilmie Rousseff zwycięstwa. As w postaci Luli w ręku jest prawdopodobnie zbyt potężną kartą. Może jednak Jose Serra zmobilizowany szansą jaka została mu dana odmieni swoją kampanię i będzie skuteczniej walczył o prezydenturę? Pierwsza tura wyborów pokazała nam, że wszystko się może zdarzyć. Być może Brazylijczycy staną się narodem, który obok piłki nożnej, siatkówki, telenowel i dobrej zabawy polubi także niespodzianki.

Karol Wasilewski