Sukcesja po brazylijsku

Pomimo blisko ośmiu lat spędzonych w fotelu prezydenta Brazylii, gwiazda Luiza Inacio Luli da Silvy wciąż świeci pełnym blaskiem. Okazuje się, że czynnikiem, który może przechylić szalę zwycięstwa w wyborach, które odbędą się 3 października jest sam Lula (który – zgodnie z konstytucją – nie może już kandydować).

Prezydent Brazylia Luiz Inacio Lula da Silva, źródło: new.taringa.net

Yes we can’t

Przedwyborcze spekulacje rozpoczęły się już grubo ponad rok temu. Eksperci głowili się, w którą stronę zmierza prezydent. Notowania Luli mimo ośmiu lat na urzędzie i skandalu korupcyjnego oscylują, jak podają różne media, w granicach 70%-80%. Nic więc dziwnego, że politolodzy zastanawiali się czy nie będzie on dążył do zmiany konstytucji, która umożliwiłaby mu ponowną reelekcję. Brazylia jest młodą demokracją, co mogłoby zwiększać pokusę. Tymczasem Lula zaskoczył i wyciągnął niczym z kapelusza Dilmę Rousseff. Niegdyś minister energii, do niedawna szefowa jego gabinetu nigdy nie zajmowała wybieralnego urzędu. Mimo tego nie wszyscy byli zdumieni i wskazywali, że prezydent nie miał zbyt szerokiej możliwości wyboru. Wytykano jej brak charyzmy i ubogie umiejętności oratorskie, jednak Rousseff nie przeszkodziło to w uzyskaniu partyjnej nominacji. Jej głównym rywalem będzie Jose Serra, polityk doświadczony i lubiany. Do niedawna był gubernatorem Sao Paulo, a więc największego pod względem wyborców brazylijskiego stanu. Wydawać by się mogło, iż kapitał gubernatora zapewni mu zwycięstwo. To także pokazywały pierwsze sondaże. Lula jednak wiedział, że powodów do zmartwień nie ma. Brazylijska kampania jest w tym roku dość specyficzna i stawia Serrę w bardzo niewygodnej pozycji.  Wysokie notowania prezydenta powodują, że brazylijskiego rządu nie sposób krytykować, jeśli chce się wygrać. Były gubernator stara się więc pokazać jako osoba bardziej kompetentna, która lepiej wykorzysta osiągnięcia obecnego rządu. „Yes we can’t”, które było kpiną z kampanii Baracka Obamy, w Brazylii może być doskonałym hasłem. Rywale muszą bowiem obiecywać, że potrafią nic nie zmieniać w polityce obecnego rządu i próbować przekonać wyborców, że postarają się jeszcze ją ulepszyć.

Żelazna Dama

Wątpliwości związane z Rousseff nie dotyczyły jedynie jej zdolności. Obawiano się także, że jej życiorys jest niewystarczający, aby pomóc jej zwyciężyć. Jest on bowiem odmienny od życia Luli, który uosabia swoisty brazilian dream. W przeciwieństwie do obecnego prezydenta, który ze skrajnej biedy zaznanej w latach młodości doszedł do najwyższego urzędu w państwie, młoda Dilma  wiodła dostatnie, jak na brazylijskie warunki, życie. Później jednak zaangażowała się w działania opozycji zmierzające do usuwania wojskowej dyktatury. W 1970 roku została uwięziona pod zarzutem udziału w militarnej grupie i za kratkami spędziła 3 lata. W międzyczasie była wielokrotnie torturowana. Brazylijskie gazety łączą ją także z zuchwałą kradzieżą z 1969 roku, kiedy z sejfu ówczesnego gubernatora Sao Paulo zniknęło 2,5 miliona dolarów. Rousseff deklaruje, że nie żałuje działalności w opozycji, przecząc jednocześnie, że podejmowała jakiekolwiek zbrojne działania przeciwko rządowi. Na domiar złego w zeszłym roku na światło dzienne wyszły informacje, że Dilma walczy z nowotworem. Doniesienia te ponowiły spekulacje, że być może w tej sytuacji prezydent będzie chciał zmienić konstytucję. Choroba dała jednak za wygraną i Dilma, zwana również Żelazną Damą, mogła działać już bez przeszkód. Od tej pory nad jej głową pojawiła się jeszcze tylko jedna czarna chmura, z którą zdaje się radzić sobie świetnie.

Przygotowania do sukcesji

Jak już napisałem pierwsze sondaże nie wróżyły nic dobrego dla Rousseff. Politolodzy jednak twierdzili, że błędem byłoby przekreślanie z góry jej szans. Wskazywali, że w gruncie rzeczy Dilma jest jeszcze nieznana, że wyborcy mają problem z dopasowaniem twarzy do nazwiska. To jednak zmieniło się wraz z zaangażowaniem się w kampanię prezydenta da Silvy. Pokazuje się coraz częściej w jej towarzystwie, wygłasza płomienne przemówienia, w których mówi, że cieszy się, iż jego przyjaciółka ma szansę być pierwszym prezydentem-kobietą w historii Brazylii. Opowiada, iż była więziona i torturowana, oczywiście nie zapominając wspomnieć o tym, że „Jezus Chrystus był torturowany”. Lula przekroczył pewne granice w związku z czym w lipcu został cztery razy ukarany za przedwczesną agitację przez odpowiednie służby wyborcze.

Kontrowersje wzbudził także film, który w styczniu ukazał się na ekranach brazylijskich kin. Jest to film o życiu Luli aż do momentu rozpoczęcia jego kariery politycznej. Reżyser pytany dlaczego ukazał się on akurat w roku wyborczym odpowiedział wprost-dlatego, że był gotowy. Nie ulega wątpliwości, że Fabio Baretto, jak miliony Brazylijczyków jest zafascynowany prezydentem i chciał oddać mu hołd. Niemniej jednak obraz unika wydarzeń z życia da Silvy, które mogłyby położyć na niego cień. Nie wspomina na przykład o tym, że blisko trzydziestoletni Lula porzucił swoją dziewczynę, która była w szóstym miesiącu ciąży. Oburzenie części środowiska jest więc zrozumiałe. Do tego kolejnym problemem związanym z filmem jest jego finansowanie. Budżet filmu sięgający blisko 7 milionów dolarów jest najdroższym w historii filmem brazylijskim. Finansowany był między innymi przez firmy, które polegają na rządowych koncesjach. Nasuwa to podejrzenie, iż firmy chcą przypodobać się władzy zwłaszcza w kontekście zbliżających się Mistrzostw Świata w piłce nożnej i Igrzysk Olimpijskich. Największe imprezy świata odbędą się przecież kolejno w 2014 i 2016 roku w Brazylii. Krytyków studzi się jednak faktem, iż w Brazylii, jak podaje The New York Times, znajduje się jedynie 2,300 kin i nie ma ich w ponad 93% gmin.

W sierpniu odbyła się pierwsza telewizyjna debata kandydatów. Eksperci twierdzili, iż trudno wyłonić ich zwycięzcę. Potwierdziło się jednak w jak trudnej sytuacji znajduje się Serra, który nie krytykował rządu Luli. Debata odbyła się także w sieci, jednak ze względu na niezbyt szeroki dostęp Brazylijczyków do Internetu miała ona mniejsze znaczenie. Również w sierpniu zaczęło się nadawanie wyborczych ogłoszeń w radiu i telewizji. Żelaznej Damie, jako kandydatce rządzącej partii przysługują trzy minuty więcej niż byłemu gubernatorowi. W materiale Rousseff nie mogło oczywiście zabraknąć Luli. Kandydatka rządzącej partii umacniała się w sondażach, jednak pewien skandal jeszcze raz wstrząsnął jej kampanią.

Niezachwiany monolit

Na początku września Dilma została oskarżona o zaangażowanie w sprawę dotyczącą nielegalnego ujawnienia tajemnicy bankowej. Okazuje się, iż osobiste dane finansowe czterech osób związanych z opozycją zostały nielegalnie ujawnione. Jose Serra zarzucił Rousseff, że ta stoi za wyciekiem danych jego córki. Żelazna Dama, nauczona doświadczeniem prezydenta da Silvy, który również znajdował się w trudnej sytuacji, dystansuje się od oskarżeń. Analitycy twierdzą, że skandal nie zaszkodzi jej, chyba, że opozycja zdobędzie bardzo mocne dowody świadczące o jej zaangażowaniu w sprawę. Najnowsze sondaże pokazują, że eksperci się nie mylą. Rousseff ma ponad 20 punktów procentowych przewagi nad Serrą, wygrywając z nim nawet w Sao Paulo. Politolodzy twierdzą, iż Dilma wygra wybory w pierwszej turze. Wskazują, że wszystko to dzięki Luli. Nie mogą przestać zachwycać się jego fenomenem, który prowadzi do tego,  jak mówi cytowany przez The New York Times Riordan Roett, że ludzie wierzą, że „jeśli Lula mówi, że Dilma jest odpowiednią osobą, to znaczy, że jest odpowiednią osobą”.

Bez żartów kochani, beż żartów

Z wyborami w Brazylii związana jest jeszcze jedna ciekawa kwestia. Od 1997 roku prawo zabrania naśmiewania się z kandydatów. Zakaz jest przestrzegany, gdyż kary za jego złamanie mogą sięgać 100 tysięcy dolarów. Brazylijscy komicy są oburzeni . W tym roku udało się im nawet zorganizować manifestację przeciwko prawu, które uważają za zwykłą cenzurę, a więc relikt przeszłości. Kandydaci mają jednak o jeden problem mniej. Nie muszą martwić się, że ktoś wykreuje im wizerunek, jakiego nigdy nie chcieliby widzieć.

Wszystko wskazuje więc na to, że wybory 3 października będą jedynie formalnością. Każdy inny wynik niż zwycięstwo Dilmy Rousseff w pierwszej turze będzie wielkim zaskoczeniem. Jedyną szansą opozycji jest skandal bankowy. Jeśli nie uda im się udowodnić, że kandydatka rządzącej partii jest bezpośrednio powiązana z nielegalnym ujawnieniem tajemnicy, wyborów prawdopodobnie nie wygrają.  Wyborcy oddadzą głos na Dilmę, gdyż ich ukochany prezydent tak mówi. Pozostaje jedynie pytanie co dalej z Lulą. Jak zagospodarować ten kapitał? Brazylijscy politolodzy już zastanawiają się czy w następnych wyborach kandydatem nie będzie ponownie „Syn Brazylii” (tak brzmiał tytuł wspomnianego filmu). Faktycznie Luli może być ciężko „zmieścić się w ramach”. Szanse na zostanie Sekretarzem Generalnym ONZ jak wiemy są nikłe, gdyż stanowisko to obejmują zazwyczaj pochodzący z krajów, które nie uważa się za mocarstwa. Dzięki rządom da Silvy Brazylia z pewnością ku temu statusowi się zbliżyła. Sam Lula mówi, że przyszedł czas na odpoczynek w jego rodzinnej miejscowości. Postaci takiego formatu zazwyczaj nie dają o sobie zapomnieć. Być może Lula, który przyczynił się do tego, że Ameryka Łacińska nie jest już tak zapomnianym regionem świata nadal jako szara eminencja będzie rządził Brazylią? Wynik październikowych wyborów z pewnością przybliży nas ku odpowiedzi na to pytanie.

Karol Wasilewski