Polityka zagraniczna Wenezueli w latach 1998-2010: krótka charakterystyka

Wenezuela jest jednym z ciekawszych państw w Ameryce Południowej. Nie chodzi tylko o walory przyrodnicze – piękne wodospady i cudowne tukany. Myślę także o przywódcy tego państwa, Hugo Chavezie, który prowadzi dosyć ciekawą – wartą omówienia – politykę zagraniczną. Na czym polega chavezowski socjalizm XXI wieku w polityce zagranicznej?

Dojście do władzy Hugo Chaveza w 1998 oznaczało złamanie układu z Punto Fijo, który powodował, że w drugiej połowie XX wieku rządy w Wenezueli sprawowały dwie partie: COPEI i AD. Złoty czas systemu dwupartyjnego miał miejsce w latach 70-tych, kiedy to cena ropy naftowej wzrosła o 105 procent. Robotnicy wenezuelscy otrzymywali w tym okresie wysokie wynagrodzenie, płacono niskie podatki, a AD i COPEI bez problemu zdominował parlament. Jednakże dobra koniunktura i dominacja dwóch partii spowodowała też pewną patologię. Aby cokolwiek osiągnąć wymagano przynależności do dwóch największych organizacji politycznych w kraju. Coraz częściej przy ubieganiu się o pracę w administracji publicznej liczyła się wspomniana przynależność, nie zaś wiedza.

Niestety, okres „eldorado” szybko zaczął dobiegać końca. Już w 1982 dochód Wenezueli spadł o 20 procent ze względu na zmniejszenie cen ropy naftowej, co spowodowało zwiększenie biedy i wzrost przestępczości. Społeczeństwo tęskniło za czasami dobrobytu, czego dowodem może być wybór Carlosa Andresa Pereza na prezydenta w 1988. krytykował on neoliberalne reformy, jednak po wygranej ogłosił „Pakiet”, który przewidywał między innymi wzrost cen za usługi społeczne oraz benzyny. Wskutek tego doszło w 1989 do największych strajków w historii Wenezueli – do caracazo. Najubożsi żywili niechęć do owych reform i nie ukrywali swojego niezadowolenia. Wywołało to decyzję o wprowadzeniu godziny policyjnej. Już w 1992 Hugo Chavez próbował przeprowadzić zamach stanu, co odzwierciedla ogrom niezadowolenia społecznego. Dodatkowo w latach 90-tych doszło do pogłębienia recesji. Powyższe czynniki umożliwiły dojście do władzy Hugo Chaveza.

Wybory z 1998 świadczą o tym, że społeczeństwo nie chce już systemu dwupartyjnego. Niewątpliwie oznaczało to zwrot w polityce wewnętrznej i zewnętrznej Wenezueli.

Hawana i ALBA

W polityce zagranicznej Hugo Chavez opowiadał się za ścisłą współpracą z Fidelem Castro. W 1999 prezydent-elekt udał się w podróż do Hawany. 30 października doszło do podpisania umowy o ścisłej współpracy pomiędzy państwami. W zamian za sprzedaż ropy Wenezuela miała otrzymać pomoc medyczną ze strony kubańskich lekarzy, których zadaniem miało być leczenie uboższych warstw społecznych. Umowa ta wzbudziła kontrowersje i spowodowała protesty środowiska lekarskiego w Wenezueli, gdyż w opinii medyków z Republiki Boliwariańskiej lekarze kubańscy nie odebrali zbyt starannego i odpowiedniego wykształcenia w zakresie medycyny. Poza zapleczem medycznym strona kubańska gwarantowała również szkolenia z zakresu turystyki i przemysłu cukierniczego. Co więcej, Fidel Castro zobowiązał się do dostarczenia szczepionek, środków owadobójczych, sprzętu audiowizualnego, a także oprogramowania komputerowego. Dr hab. Marcin Florian Gawrycki cytuje opinie wenezuelskiego badacza Gustavo Cornela, który twierdzi, że na tej umowie zyskuje Kuba gdyż może tę ropę spokojnie odsprzedawać.

Bardzo ważnym aspektem polityki zagranicznej było powołanie ALBA. Początkowo była to ścisła współpraca Hawany z Caracas. Przeprowadzono remont rafinerii w Cienfuegos i wybudowano nową w Matanzas. Poza tym wzmocniła się współpraca w zakresie transportu, cukiernictwa, metalurgii, środków masowego przekazu.

W 2006 do Alba dołączyła się Boliwia, a rok później Nikaragua. Niewątpliwie stanowiło to alternatywę wobec ALCA (FTAA, Strefa Wolnego Handlu Obu Ameryk)  i świadczy o tym, że na czele państw członkowskich stoją przywódcy, którzy mają nastawienie antyamerykańskie. Także inne państwa regionu były zainteresowane ścisłą współpracą z ALCA. W 2007 deklarację współpracy z ALBĄ potwierdziły Antigua i Barbuda, Saint Kitts i Nevis.

Trudne relacje kolumbijsko-wenezuelskie

Trudności w relacjach na płaszczyźnie Wenezuela – Kolumbia wynikają przede wszystkim z różnic postrzegania sytuacji międzynarodowej. Kolumbia jest jednym z bastionów Stanów Zjednoczonych w Ameryce Łacińskiej. Żaden inny kraj na tym kontynencie nie stanowi tak silnego oparcia dla Waszyngtonu. Potwierdzeniem tej tezy może być fakt, że w ubiegłym roku prezydent Alvaro Uribe wyraził zgodę na stacjonowanie wojsk amerykańskich w jego kraju. Zadaniem żołnierzy amerykańskich jest pomoc w walce z partyzantką FARC, jednak decyzji tej sprzeciwiają się Ekwador i Wenezuela.

Głównym argumentem przeciw bazom amerykańskim jest strach przed dominacją USA na kontynencie latynoamerykańskim. Dodatkowo w październiku 2009 roku doszło do znalezienia ciał osób porwanych w Kolumbii na terenie Wenezueli. Władze w Caracas traktowały podjęcie śledztwa jako próbę ingerencji w wewnętrzne sprawy państwa. Coraz głośniej Hugo Chavez mówił o ewentualnej wojnie z Kolumbią. Uważał, że Bogota i Waszyngton chcą przejąć kontrolę nad złożami ropy naftowej w Wenezueli. Sytuacja zaostrzyła się, gdy   prezydent Uribe oskarżył Wenezuelę o zakładanie tajnych baz FARC wskutek czego doszło do zerwania stosunków dyplomatycznych.

Jednakowoż należy pamiętać, że nie tylko proamerykańska postawa Bogoty i rzekome wsparcie dla FARC przez rząd wenezuelski są przyczyną tak złych relacji dyplomatycznych pomiędzy państwami. Inną kwestią jest konflikt o punkty sporne spowodowany brakiem wyznaczenia granic. Największe emocje wzbudza granica Guajira, gdyż ma to związek z przebiegiem granic wzdłuż Zatoki Wenezuelskiej. Konflikt toczy się też wokół wysepki Monjes, która otoczona jest ogromnymi złożami ropy naftowej.

Niewątpliwie Alvaro Uribe wprowadził ogromne zamieszanie we wzajemnych relacjach, które zaowocowało daleko idącymi, niepokojącymi skutkami. Niedawna zmiana gospodarza pałacu w Bogocie obudziła powszechną nadzieję, iż wybór Juana Manuela Santosa na prezydenta może pozytywnie wpłynąć na relacje obu państw. Doszło już do spotkania Hugo Chaveza z nowym prezydentem Kolumbii, podpisano porozumienie z Santa Maria. Osobiście jednak nie jestem przekonany co to tego, by prezydent Santos (z „błogosławieństwa” swego poprzednika) był skory do wprowadzania zmian. Zwłaszcza, że jako były minister obrony opowiadał się za panującym stanem rzeczy.

Stany Zjednoczone: retoryka czy pragmatyzm ?

Stosunki Wenezueli i Stanów Zjednoczonych nie należały do najlepszych. Niewątpliwie pierwszym aktem ukazującym kierunek przyszłej polityki zagranicznej nowo wybranego prezydenta – Hugo Chaveza była wizyta w Hawanie. Pomimo protestów ze strony rządu amerykańskiego doszło do jej realizacji.

Początkowo Stany Zjednoczone miały nadzieję, że możliwe będzie zbudowanie zadowalająco poprawnych relacji z Republiką Boliwariańską. Jednak nie to było celem gospodarza pałacu Miroflores. Wenezuela skrytykowała wojnę w Afganistanie,  nie przedłużono umowy o stacjonowanie amerykańskiej misji wojskowej oraz zerwano została współpraca w zakresie walki z narkomanią. George Bush zarzucał Wenezueli związki z FARC i wspieranie terroryzmu. Zastrzeżenia budził również fakt bliskich kontaktów z takimi państwami jak Iran. Podnoszono też kwestie ograniczania wolności słowa.

Rządowi Stanów Zjednoczonych nie udało się nakłonić państw Ameryki Południowej do izolacji politycznej Wenezueli. Po części wynika to z faktu, że niektóre z państw otrzymywała ogromną pomoc od rządu w Caracas, np. Boliwia, a inne nie chciały dominacji Stanów Zjednoczonych na kontynencie południowoamerykańskim, np. Brazylia.

Hugo Chavez, jak słusznie zauważa Marcin Florian Gawrycki, krytykuje władze a nie zwykłych mieszkańców USA. Dowodem na to może być oferta dostarczenia pomocy po huraganie Katrina, którą to Stany Zjednoczone odrzuciły.

Bardzo drażliwą kwestię stanowi problem faktycznego poziomu zaangażowania władz amerykańskich we wsparcie zamachu stanu w Wenezueli w 2002 roku. Według władz w Caracas, to Amerykanie byli inicjatorami wspomnianego zamachu stanu. Hugo Chavez potępił ją , ale czym to się różniło od tego, co próbował obecny przywódca Wenezueli dokonać w 1992? Jego postawa nasuwa na myśl powiedzenie „punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”.

W 2007 r. doszło do kolejnego już napięcia w stosunkach wenezuelsko-amerykańskich. Pas Orinoko jest jednym z najbogatszych rejonów posiadających złoża ropy naftowej. W latach 90-tych kontrole nad tymi terenami przejęły korporacje międzynarodowe. Warunek postawiony przez Hugo Chaveza był prosty – złoża w większości należeć miały do PDVSA (wenezuelski koncern naftowy finansujący „misje społeczne”). Na to jednak nie przystała amerykańska spółka Exxon Mobile, która oddała sprawę pod międzynarodowy arbitraż. Sąd w Nowym Jorku zgodził się na zamrożenie aktywów firm PDVSA,  jednakże sąd w Londynie nie zezwolił by w Europie owe aktywa były zablokowane. Rząd wenezuelski stwierdził, że Stany Zjednoczone namawiały koncern do konfliktu prawnego Exxon Mobil. Reasumując, niewątpliwie oba państwa nie dążą do osiągnięcia kompromisu .

Powyżej omówiłem trzy najważniejsze zagadnienia polityki zagranicznej Wenezueli. Niewątpliwie przyszłość pokaże jak długo przetrwa wizja „socjalizmu XXI”, także w dyplomacji. Wenezuela jest jednym z ciekawszych państw w Ameryce Południowej która stara się odgrywać aktywną rolę w Ameryce Południowej przez  propagowanie „socjalizmu XXI wieku” co jest w niesmak Stanom Zjednoczonym i Kolumbii która jest sojusznikiem Waszyngtonu.

Artur Grabowski

Bibliografia

Marcin Florian Gawrycki, Wenezuela i ewolucja (Boliwariańska)w Ameryce Łacińskiej, Toruń 2008, Adam Marszałek

Marcin Florian Gawrycki, Żurawia Papers Zeszyt 6, „Regionalne koncepcje bezpieczeństwa a Ameryce Łacińskiej”, Warszawa 2005

Alicja Fijałkowska, Marcin Florian Gawrycki, Wenezuela w procesie (r)ewolucyjnych przemian, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa 2010-07-31

Marcin Florian Gawrycki (red.), Procesy integracyjne w Ameryce Łacińskiej