Kłopotliwi goście – o problemach z imigrantami

Od lat straszy się nas, Europejczyków, ze islam jest koniem trojańskim Starego Kontynentu. To jednak tylko kozioł ofiarny. Prawdziwy problem stanowią imigranci w ogólności. Wszyscy, którzy są obcy, inaczej wyglądają, modlą się do innego Boga. To oni powodują europejski lęk tożsamościowy, paniczny niepokój, że oto zagrożone są kultura i tradycja. Dotąd kwestia strachu przed imigrantami zamiatana była pod dywan, a afiszowanie się z niechęcią do przybyszów pozostawiano radykałom, rasistom i ksenofobom. Inni myśleli podobnie jak skrajna prawica, ale wygodniej było przytakiwać ukradkiem, głosząc tym samym oficjalną, lewicową poprawność. Dziś problem imigrantów wychodzi z podziemia. Jak Europa długa i szeroka, do walki z imigracją przystępują politycy, a przywódcy poszczególnych państw przestają udawać, że kłopotu nie ma.

Tancerki romskie; źródło: http://wroclaw.naszemiasto.pl/

Sto lat, żadnych zmian

Europa otworzyła swoje granice na fali uprzemysłowienia. Potrzebne były dodatkowe ręce do pracy, tak, aby wielcy panowie ze Starego Kontynentu mogli patrzeć jak brudną robotę wykonują obcy. Obcy znaczy w tym kontekście nie tyle przybysz, co po prostu inny, gorszy. Biedny, niewykształcony, czy głupi to także synonimy obcego. Tolerowano ich do czasu. Kiedy emigrantów za Oceanem zaczęło przybywać w nadmiarze, postawiono na eugenikę (o tym dlaczego w kontekście Europy piszę o Stanach Zjednoczonych nieco później). „Przyjmowanie imigrantów niedorozwiniętych umysłowo godzi w korzenie bytu narodowego” – alarmował na początku XX wieku szef ośrodka na wyspie Ellis, przez który przechodzili wówczas imigranci do Ameryki. Bano się, że przez tępawych przybyszów zubożeje umysłowo naród amerykański. Rozwiązanie tej kwestii zaproponował w 1912 r. Henry Goddard, psycholog. Jego zdaniem najlepszą metodą oddzielenia ziarna od plewa, albo mniej eufemistycznie – kretynów od ludzi inteligentnych – była sterylizacja i umieszczanie tych zidiociałych w miejscach odosobnienia. Sterylizacja – po to aby nie mogli przekazywać swoich skretyniałych genów potomstwu. Specjalne kolonie – aby nie propagowali swoich chorych idei i pomysłów oraz po to, aby przypadkiem nie przekazali komuś swojego łańcucha DNA. Narzędziem, które miało ułatwić selekcję okazały się testy na inteligencję. Na ich podstawie dowiedziono, że ponad 80% Słowian jest opóźnionych umysłowo (przynajmniej wiadomo już dlaczego wciąż potrzebujemy wiz do USA). Podobnie Włochów i Żydów. To nic innego jak manipulacja danymi. Wyniki rzeczywiście były zatrważające. Sęk jednak tkwił w pytaniach jakie zadawano. Przykładowo: „Aksamitny Joe pojawia się w reklamie proszku do mycia zębów, pasmanterii, tytoniu, czy mydła?”. Nie trudno domyślić się, że polski góral Kowalski nie miał prawa znać poprawnej odpowiedzi. Tych, którzy nie radzili sobie z pytaniami deportowano. To tak, jakby dziś na Okęciu każdemu przybyszowi zadawano pytanie: „Kto gra rolę Ryśka z Klanu?”. Nie wiesz? Won do siebie debilu!

Współcześni psychologowie potępiają Goddarda, a Tomasz Witkowski najchętniej skazałby go za zbrodnie przeciwko ludzkości (przez segregację prowadzoną za pomocą jego tendencyjnych testów na inteligencję, sterylizacji poddano ponad 60 tys. osób). Politycy to jednak w większości nie psychologowie. Czerpiąc z tych wzgardzonych praktyk eugenicznych (kto wie czy ich pokłosiem nie były późniejsze badania Josefa Mengele?), niemieccy parlamentarzyści CDU i CSU – Peter Trapp oraz Markus Ferber – zaproponowali aby wszystkich imigrantów badać testami na inteligencję przed wydaniem pozwolenia na pobyt. W sukurs przyszedł im działacz SPD oraz członek rady nadzorczej Bundesbanku Thilo Sarrazin. W swojej książce „Deutschland schafft sich ab” (Niemcy likwidują się same) ostrzega, że imigranci „cierpią na genetycznie zaprogramowane lenistwo, połączone z niską inteligencją”, a to nieuchronnie prowadzi do ruiny narodu i państwa niemieckiego. Innymi słowy, cofnęliśmy się o całe stulecie. To samo zdanie mógłby wypowiedzieć Goddard w Stanach Zjednoczonych w 1910 r. i nikt by się nie połapał. Jak się okazuje autor tej książki nie jest odosobniony w swoich twierdzeniach. „Frankfurter Allgemeine Zeitung” pisał na pierwszej stronie, że większość Niemców podziela tak negatywne zdanie odnośnie imigracji. Samą tylko sytuację w Niemczech obrazuje dowcip:

Nauczyciel sprawdza obecność:
– Achmed El Kabul? – Jestem!
– Fatima Al Chadoury? – Tutaj!
– Mustafa El Ekh Zeri? – Jestem!
– Micha El Mey Er? … cisza…. – Micha El Mey Er!
– Przepraszam panie psorze, to chyba ja. Nazywam sie Michael Meyer.

Suma wszystkich strachów

Siła robocza jest Europie niezwykle potrzebna, bowiem Stary Kontynent cierpi na deficyt rąk do pracy. Winny jest temu niż demograficzny rdzennych europejczyków oraz dobrobyt. Z drugiej strony jest ten strach przed obcymi. Okazuje się zresztą, że strach jest o wiele potężniejszą siłą niż ekonomiczny rozsądek. Wolimy być pozbawieni luksusów niż wymieszani. Wolimy zrezygnować z tej socjaldemokratycznej idylli, byle nie zatracać swojej tożsamości. Jesteśmy gotowi zlikwidować zasiłki, nie łożąc jednocześnie na tych, którym nie chce się robić. Narodem, którego najchętniej pozbyliby się wszyscy, ale niekiedy nie wypada mówić tego na głos (przeklęta poprawność) są Romowie. Fala nienawiści do Cyganów jaka zalała niedawno Europę od Francji po Słowację, ujawniła się z całą mocą 30 sierpnia w Bratysławie. Bezrobotny ochroniarz zabił siedmioro Romów. Miał problemy psychiczne, czy nie, kiedy zdecydował się popełnić zbrodnię, wybrał właśnie Cyganów. Nieprzypadkowo. Stanowią oni 10% mieszkańców Słowacji, a w całej Europie jest ich ponad 10 milionów. Nie chcą się integrować, wykazują się bardzo wysokim poziomem przestępczości i niskim (żeby nie powiedzieć żadnym) poziomem wykształcenia. Romowie są na garnuszku państw, w których mieszkają. To jałmużna, która boli podatników i uszczupla państwową kasę. Niechęć do nich w symboliczny sposób pokazują obrazki takie jak budowane w Czechach mury odgradzające Czechów od Cyganów. Jarosław Giziński pisze: „Większość europejskich Romów żyje na uboczu społeczeństw, nie potrafi włączyć się w procesy modernizacyjne, a zatem nie korzysta z ich owoców. Powszechne jest społeczne wykluczenie i nędza, a poziom edukacji rzadko wykracza poza elementarną umiejętność czytania i pisania”. Do tego podaje garstkę statystyk. „W okolicach Miszkolca na wschodzie Węgier bez pracy jest 85 proc. dorosłych Cyganów (być może nawet więcej, gdyż część zatrudnionych wykonuje jedynie najprostsze prace porządkowe zlecane przez gminy)”, a „w niektórych więzieniach na wschodzie Słowacji Cyganie stanowią 80 proc. osadzonych”. Cyganów szybko przybywa. Szacuje się, że do 2030 roku będzie ich w Europie dwa razy więcej. Do tego dochodzi swobodny przepływ ludzi w granicach Unii Europejskiej. Wiele państw, które wcześniej nie miały z Cyganami problemów, nagle zaczęły ich doświadczać.

Najlepszym przykładem jest Francja. Państwo, w którego reprezentacjach narodowych etnicznego (białego) Europejczyka ze świecą szukać, od lat prowadzi politykę przychylną imigrantom. Dotychczas sprawa ta dotyczyła mieszkańców byłych kolonii francuskich. Mimo wielu głośnych starć i problemów z muzułmanami i przybyszami z Afryki, Francja nigdy tak się nie bała jak teraz, gdy pod osłoną taborów zjechało nad Sekwanę 400 tys. Cyganów. Prezydent Sarkozy rozpoczął wcześnie kampanię wyborczą i zaczął zamykać obozowiska Romów, odsyłając ich skąd przybyli. Mało tego, poszedł o krok dalej. Zaproponował żeby naturalizowanych Francuzów pozbawiać obywatelstwa, w przypadku skazania ich za konkretne przestępstwa. Szef francuskiego MSW Brice Hortefeux zaproponował, aby odbierać obywatelstwo imigrantom skazanym za obrzezanie kobiet i poligamię. Ta aluzja do środowisk muzułmańskich to żywy strach. Być może Francuzi mają już dość wiecznych bojów o burki w szkołach i płonących samochodów na przedmieściach miast. Choć Sarkozy jest cynikiem i rozpoczął wyścig o głosy wyborcze, nie można zlekceważyć problemu z imigracją w Europie. Od Skandynawii, która przyjęła ogromne ilości uchodźców z Iranu, Iraku oraz Palestyny, przez Holandię, gdzie zamordowano radykalnego liberała Theo van Gogha, aż po Hiszpanię i Wielką Brytanię gdzie dokonywano zamachów terrorystycznych – cała Unia Europejska narażona jest na wewnętrzne wstrząsy powodowane przez obcych.

Zugzwang

Cokolwiek nie zrobić, jest źle albo nawet gorzej – w szachach położenie to nosi nazwę Zugzwang. Czesi odgradzają się od Romów – źle. W Limanowej w Polsce Cyganów chciano włączyć do społeczeństwa – nie dało się. Włochy i Francja deportują ich na potęgę – tragedia. Tolerancyjna wobec Romów Hiszpania także pokutuje – 25 proc. osadzonych w zakładach karnych to Cyganie. Nie ma złotego środka na radzenie sobie z imigracją, z obcymi, z socjalem i utrzymywaniem nierobów. Kiedy Sarkozy zaczął likwidować cygańskie obozy, wzbudziło to ostrą krytykę Unii Europejskiej, Rady Europy, ONZ oraz organizacji międzynarodowych pokroju Amnesty International. Wszystko pięknie, ale to problem Francji. Radzenie sobie z tym problemem także leży w gestii Francuzów. Jeśli AI zamierza potępiać rząd Sarkozy’ego za deportowanie Romów, to niech wyrówna straty ekonomiczne, jakie Cyganie przynoszą swoim egzystowaniem na marginesie. Jeśli UE ma coś przeciwko, to niech najwięksi krytycy działalności prezydenta Francji przygarnął Romów pod swoje dachy. Ach jak pięknie jest krytykować samemu umywając ręce. Wszyscy wieszający psy na Sarkozym piszczą ze szczęścia, że problem ten nie dotyczy ani ich, ani krajów w których mieszkają. Ot, taka hipokryzja.

Czy eugenika prowadząca do segregacji może być używana w dobrej wierze? U naszych południowych sąsiadów i w Chorwacji większość cygańskich dzieci kieruje się do klas specjalnych. Wynika to z przekonania o ich wrodzonej ułomności umysłowej. Goddard powiedziałby pewnie o debilizmie, ale co wolno było sto lat temu dziś nie przystoi. Można tak dzielić ludzi? Pomysł, że nie stykamy się z tym na co dzień zakrawa na infantylizm. W polskich szkołach przyjmuje się na podstawie zdobytej liczby punktów w testach (takie wczesne testy na inteligencję). Następnie dzieli się na różne klasy (o różnym progu punktowym). To też segregacja. Nawet w elitarnych szkołach są bardziej i mniej elitarni uczniowie. Ile jest u nas tych rzekomo „gorszych” dzieci, które dostają garba od ciężaru prześmiewczych spojrzeń „lepszych” rówieśników? Z drugiej strony, skoro nauczeni doświadczeniem Czesi i Słowacy wiedzą, że Cyganie nie chcą się integrować, w klasach mieszanych sieją jedynie strach, ferment i brak poszanowania do elementarnych zasad społecznych (po co, skoro mają swoje Romanipen?), to może właśnie sięgają bezradni po ostateczność? Choć w kontekście rasowym słowo ostateczność przywołuje na myśl „ostateczne rozwiązanie”, oddzielanie innych (wstaw sobie dowolny przymiotnik) od reszty nie jest żadną nowością. Być może z tą segregacją jest trochę jak z demokracją. Nie jest idealna, ale lepszej formy jak dotąd nie wymyślono. Dopóki istnieje strach przed obcymi, dopóty wdrażane pomysły będą zmierzać do pozbycia się źródła strachu (vide Grenoble, Bratysława, Debreczyn, Preszov itd.). Tyle metod, wszystkie złe. Choć jeśli potraktować dane metody kryterium skuteczność, to kilka niezłych by się znalazło. To też jest zresztą względne, bowiem wygonienie Romów z Francji rozwiązuje problem tylko na miejscu, tworząc nowe zmartwienie u kogoś innego. I tu powracają stare jak świat tezy o partykularnym i egoistycznym interesie państw i narodów. W starciu z tak potężna siłą mniejszości są bez szans.

Michał Gąsior