Wojny naszych czasów

Według Carla von Clausewitza wojna to kontynuacja polityki innymi środkami. Czy wojny współczesne wciąż spełniają to kryterium? Czym różnią się od tych klasycznych, które pozwalały władcom na realizację ich ambicji?

Wraz ze zmianami w technologii wojskowej, zmieniają się również taktyka, strategia, a nawet przyczyny wojen (Źródło: materiały prasowe gry Call Of Duty: Modern Warfare 2/Gry.interia.pl)
Wraz ze zmianami w technologii wojskowej, zmieniają się również taktyka, strategia, a nawet przyczyny wojen (Źródło: materiały prasowe gry Call Of Duty: Modern Warfare 2/Gry.interia.pl)

Co jest nowego w nowych wojnach?

Niemal wszystkie wojny, które w przeciągu ostatnich dwudziestu lat przykuły mniej lub bardziej naszą uwagę, rozwinęły się na obszarach i liniach ropadu dawnych imperiów, które jeszcze na początku wieku dzieliły między siebie panowanie nad światem. Wojny bałkańskie, Kaukaz to tylko nieliczne przykłady wstrząsów, które miały miejsce na takich terenach. Herfried Münkler w swej książce „Wojny naszych czasów” zadaje kłam opiniom często wygłaszanym przez niektórych ekspertów w dziedzinie działań zbrojnych. Przede wszystkim autor twierdzi, że podziały etniczne i religijne nie a przyczyną konfliktu. Są to tylko czynniki, które go intensyfikują. Przyczyny nowych wojen nie są do końca przejrzyste. Wojny tlą się podtrzymywane przez splot takich uwarunkowań jak przekonania ideologiczne, etniczno-kulturowe przeciwieństwa oraz chciwość i korupcja. W przeciwieństwie do wojen klasycznych prowadzone są bez jasnych powodów. To przemieszanie motywów sprawia, iż tak trudno jest je zakończyć i osiągnąć stabilny pokój.

Czynnikiem sprzyjającym ograniczeniu wojen jest faktycznie działające państwo.  Tam, gdzie doszło do utworzenia stabilnej państwowości, jak miało to miejsce w Europie Zachodniej czy Ameryce Północnej, rozwinęły się strefy stałego pokoju. Natomiast na obszarze rozpadu imperiów, wojna stała się zjawiskiem niemalże nieustannym. Pomimo przynależności większości nowopowstałych krajów do Organizacji Narodów Zjednoczonych, ogromna część procesów państwowotwórczych w tak zwanych krajach Trzeciego Świata i na peryferiach „Pierwszego i Drugiego Świata” nie powiodła się. Jedną z przyczyn tej klęski jest brak odpornych na korupcję elit politycznych, które traktowałyby piastowanie urzędów publicznych jako misje, nie zaś jako okazję do wzbogacenia się.

Münkler sprzeciwia się także popularnemu poglądowi, który wciąż można usłyszeć w debatach na temat nowych wojen i szans na ich zakończenie. Liczni eksperci wskazują na biedę jako czynnik, który jest przyczyną walk. Tymczasem autor twierdzi, iż bieda jako taka nie wskazuje na groźbę eskalacji przemocy i wybuchu wojny. Czym innym jest jednak współistnienie obok siebie nędzy i bogactwa. Ten jaskrawy kontrast może służyć za wskaźnik prawdopodobieństwa, z jakim spory wewnątrzspołeczne mogą przerodzić się w wojnę domową. Natomiast istnienie zasobów naturalnych na danym obszarze jest czynnikiem, który zwiększa prawdopodobieństwo tego, iż wojna domowa nie zakończy się krótkim gwałtownym wybuchem przemocy, a przerodzi się w długotrwałe działania. Owe zasoby mogą stać się źródłem bogactwa dla dysponentów przemocą. W konkluzji można stwierdzić, że potencjalne bogactwa a nie faktyczna nędza stanowi istotny powód wojny.

Współczesne wojny powstają więc przez splot wielu różnych czynników. Tak jak nie ma typów idealnych, tak żadnej z przyczyn nie można uznać za podstawowy i decydujący.

Wojny państwowotwórcze czy prowadzące do rozpadu państwa?

Wojny współczesne prowadzą do rozpadu młodych i słabych państw. Kraje te podlegają ciągłym wpływom z zewnątrz. Co szczególnie istotne, włączone są w światowy system ekonomiczny, uniemożliwiający kontrolę ich narodowych gospodarek. Tym współistnieniem czynnika zewnętrznego różnią się od wojen państwowotwórczych, które miały miejsce w Europie. Bogactwa naturalne znajdujące się na danym terytorium przyczyniają się do nasilenia konfliktu. Większość współczesnych państw upadłych nie rozpadła się jedynie z powodu trybalizmu oraz niedostatecznej integracji kulturowej i socjalnej ich społeczeństw. Sporą rolę odegrał w tym proces gospodarczej globalizacji, która swój destrukcyjny wpływ przejawia zwłaszcza tam, gdzie nie natrafia na opór stabilnych struktur państwowych. W warunkach gospodarki opartej na rolnictwie, jaka funkcjonowała w Europie wczesnej epoki nowożytnej, wojny po pewnym czasie wypalały się. Ich prowadzenie nie było możliwe chociażby z tego powodu, że kraj i jego pola były zniszczone a zasoby zrabowane. W tym aspekcie nowe wojny są inne. Poprzez kanały globalnej przestępczości są one na różny sposób połączone ze światową gospodarką, skąd czerpią środki niezbędne do funkcjonowania.

Długie wojny wewnątrzspołeczne

Biorąc pod uwagę czas trwania, nowe wojny nie różnią się od wojen państwowotwórczych z początków nowożytnej Europy. Także one potrafiły ciągnąć się latami zasilane religijno-ideologicznie motywowanym wsparciem. Dawniej wojny opierały się jednak na pewnych regułach. Zgodnie z nimi były wypowiadane i kończone. Oznacza to, iż były precyzyjnie czasowo określone: zaczynały się w momencie wypowiedzenia wojny, kończyły wraz z zawarciem pokoju. Pomimo wielokrotnego łamania tych zasad i praw w obu wojnach światowych, wojna państwowa do dziś kształtuje nasze rozumienie wojny jako walki pomiędzy siłami zbrojnymi prowadzonej w oparciu o prawa i zwyczaje wojenne. Münkler podkreśla, iż mówienie o zbrodni wojennej ma sens tylko wtedy, gdy nie wszystko na wojnie jest dozwolone. Wojny naszych czasów są wyzute z tych zasad. O ich przebiegu decyduje nie koncentracja sił, ale ich dyslokacja. Brak jest elementu, który dla Clausewitza był „właściwym punktem ciężkości wojny”, czyli walnej bitwy rozstrzygającej. Wydaje się, iż nowe wojny prowadzone są zgodnie z zaleceniami Mao Tse-tunga „na przetrzymanie”.

Autor zauważa, że „fundamentem klasycznych wojen państwowych była centralnie kontrolowana, w miarę możliwości autarkiczna gospodarka, uzupełniona od czasów Rewolucji Francuskiej masową mobilizacją”. Zaś ekonomia nowych wojen cechuje się wysokim bezrobociem, wysokim udziałem importu oraz słabą, praktycznie nieistniejącą, podzieloną administracją. Ponadto w przeciwieństwie do wojen klasycznych, te naszych czasów nie mają precyzyjnie określonych ram czasowych. Nie kończą się porozumieniem pokojowym, pewnego rodzaju aktem prawnym. Ich koniec następuje zazwyczaj wtedy, gdy większa część społeczeństwa zachowuje się tak jakby stan wrócił do normalności, jakby zapanował pokój. Dodatkowo większość musi wykazywać odpowiednią determinację aby zmusić do podobnego zachowania pozostałych. Ogromnym problemem jest brak działającej administracji. W takich wypadkach działa „prawo silniejszego”. Oznacza to, iż decyzje podejmuje zazwyczaj grupa osób, która wykazuje największą bezwzględność i gotowość do użycia przemocy. Jest to dodatkowa przyczyna długiego trwania wojen. Jeśli tej grupie nie podobają się „warunki pokojowe”, z łatwością może ona doprowadzić do ponownej eskalacji konfliktu.

Ofiary, obozy, zarazy

Według danych podanych przez Münklera, w wojnach toczonych do początku XX wieku 90% poległych i rannych stanowili żołnierze. W wojnach współczesnych pod koniec XX wieku proporcje odwróciły się. Obecnie około 80% ofiar przypada na ludność cywilną, a pozostałe 20% to żołnierze. W nowych wojnach przemoc kierowana jest nie przeciwko uzbrojonemu wrogowi, ale właśnie przeciw ludności cywilnej (czystki etniczne). Uczestnicy wojny i związane z nimi kręgi są coraz bardziej zainteresowani jej kontynuowaniem, aby osiągnąć jak największe zyski (nierzadko wojna staje się sposobem na życie, „żołnierze” utrzymują się z niej, często zdobywając spore majątki). Narzędziem forsującym ich interesy, pisze autor, nie jest już bitwa rozstrzygająca, ale masakra. Nie chodzi więc o narzucenie uzbrojonemu i zdolnemu stawić opór przeciwnikowi swojej woli, ale o zastraszenie przy użyciu bestialskiej przemocy wobec nieuzbrojonej i niezdolnej do oporu ludności cywilnej. Ma to na celu zmuszenie do absolutnego posłuszeństwa. Autor twierdzi, iż te swoiste „zarządzanie strachem” ma miejsce w niemal wszystkich nowych wojnach. Grabież prawie zawsze opiera się na rozbudowanej przemocy. Czynniki te powodują, iż wśród oddziałów zbrojnych dochodzi do rozluźnienia dyscypliny. Żołnierze zamieniają się w cynicznych złodziei, dla których prawa i zwyczaje wojenne nie mają najmniejszego nawet znaczenia.

W nowych wojnach możemy zaobserwować także coś, co Münkler nazywa „reseksualizacją przemocy”. Brutalne gwałty zdarzają się na porządku dziennym. Szczególnie charakterystyczne dla wojen naszych czasów jest jednak połączenie działań militarnych z głodem i zarazami. Ci, którzy nie mogą za pomocą broni zdobyć pożywienia skazani są na śmierć, lub na obozy dla uchodźców, w których warunki higieniczne sprzyjają rozprzestrzenianiu się chorób. Obozy są również ważną kartą w ręku prowadzących działania wojenne. Wykorzystuje się je do uzyskania pomocy materialnej dla uchodźców, która często i tak trafia w ręce warlordów. Nowe wojny prowadzone są więc w sposób, który zaciera różnicę między wojną a zwykłym przestępstwem. Powoduje to, iż śmiało możemy określić je mianem „dzikich wojen”.

Prywatyzacja i komercjalizacja konfliktów zbrojnych

Warlordami nazywamy ludzi, w których interesie ekonomicznym leży prowadzenie wojny. To oni są dysponentami przemocy. Mają pieniądze, żołnierzy i dążą do powiększenia swoich zysków, na przykład poprzez opanowanie krajowych zasobów naturalnych. Faktem niezwykle zasmucającym jest to, że w nowych wojnach nader często mamy do czynienia z dziećmi-żołnierzami. Dzieci są bestialsko wykorzystywane przez warlordów. Nie mają jeszcze rozwiniętej psychiki, często nie potrafią rozróżnić dobra od zła. Są idealnym i niezwykle łatwym do manipulacji „narzędziem” w rękach zbrodniarzy. Niestety prawdą jest, iż często wzięcie do ręki karabinu i zabijanie jest dla nich jedyną alternatywą. Nie mając perspektyw na lepsze życie wcielani są do oddziałów militarnych. Jakby na potwierdzenie, że wojna jest dla niektórych świetnym interesem, wykształciły się firmy oferujące najemników. Warunki panujące w krajach dotkniętych nowymi wojnami sprawiają, iż nie narzekają na brak pracowników i zainteresowania swoimi usługami.

Asymetrie światowej polityki kontra strategie asymetryzacji

Po zimnej wojnie, Stany Zjednoczone stały się jedynym mocarstwem światowym. Amerykańska potęga militarna, wydatki na zbrojenia znacznie przewyższają inne państwa aspirujące również do mocarstwowości. Wydaje się, iż USA powinny być niekwestionowanym zwycięzcą w każdym konflikcie, w który się zaangażują. Jednak ostatnie wojny, w których czynny udział wzięły Stany Zjednoczone pokazują, iż amerykańskie siły zbrojne świetnie radzą sobie z obalaniem rządów i zajmowaniem terytoriów, jednak nie mają odpowiedzi na strategie asymetryzacji. Wietnam, Afganistan, Irak to terytoria, na których ponosiły lub wciąż ponoszą ogromne straty. Strategie te są odpowiedzią na potęgę militarną, sposobem na walkę z przeważającym liczebnie i technologiczne przeciwnikiem. Zalicza się do nich wojnę partyzancką i terroryzm. Różnica między nimi polega na tym, że partyzantka jest, zgodnie ze swoimi zasadami, defensywną formą asymetryzacji, zwróconą przeciwko przeważającemu militarnie oponentowi. W przeciwieństwie do niej terroryzm jest ofensywną formą użycia przemocy. Jak skuteczną przekonaliśmy się między innymi 11 września 2001r. Wojny naszych czasów są zdominowane przez tego rodzaju strategie. Odpowiedź na nie znaleźć jest bardzo trudno. Chcąc ostatecznie pozbyć się Talibów, amerykańscy żołnierze musieliby chyba przeczesać wszystkie, niezliczone jaskinie i kryjówki Afganistanu i wybijać ich po kolei. Aby jednak tego dokonać musieliby najpierw poznać ten nieprzyjazny kraj niczym swoje rodzinne strony. Gdyby chcieli dopiąć swego, siły zbrojne USA musiałyby spędzić w Afganistanie jeszcze wiele długich lat.

Co dalej z wojną?

Wojny Münklera przypominają świat rodem z najczarniejszych wizji. Prowadzone są w sposób bestialski. Bez żadnych reguł, nie uwzględniając interesu społeczeństw. Dziesiątkują ludność cywilną, której naprawdę trudno jest pomóc bez bezpośredniego zaangażowania. Pomoc materialna trafia często w ręce warlordów. Obozy dla uchodźców, które mają być pewnego rodzaju ratunkiem przed śmiercią, niekiedy same się do niej przyczyniają.

Wydaje się, iż jedynym wyjściem jest ściślejsza współpraca państw. Natychmiastowe zaangażowanie militarne, bezlitosne sankcje ekonomiczne, tropienie warlordów i ściślejsza kontrola międzynarodowa nad obozami dla uchodźców. Niezbędna jest także pomoc w odbudowie efektywnych struktur państwowych. Pozostaje tylko wątpliwość czy państwa będą w stanie kiedykolwiek dojść w tej kwestii do porozumienia. Nierzadko bowiem pomoc w takich konfliktach będzie godziła w ich interesy, często wymagać będzie kompromisów. A te jak wiemy zwłaszcza państwom-mocarstwom zawiera się niekiedy niezwykle trudno. Już wyobrażam sobie zarzuty, że któryś z krajów zbyt angażuje się w odbudowę danego państwa i podejrzenia, że stara się je skolonializować. W tej sytuacji wydaje się, iż jedynym podmiotem zdolnym i najbardziej prawomocnym do przeprowadzania takich działań byłaby Organizacja Narodów Zjednoczonych. Ta jednak potrzebuje reformy, aby działać efektywniej. I tu koło się zamyka.

Karol Wasilewski, na podstawie książki Herfrieda Münklera „Wojny naszych czasów”.

Kategorie: Bezpieczeństwo
Tematy ,
Fotografia główna: Wraz ze zmianami w technologii wojskowej, zmieniają się również taktyka, strategia, a nawet przyczyny wojen (Źródło: materiały prasowe gry Call Of Duty: Modern Warfare 2/Gry.interia.pl)