Polska: wczoraj „mocarstwo” dziś „zwykłe państwo”

Z zainteresowaniem obserwuję przeobrażenia polskiej polityki zagranicznej, których symbolem staje się Radosław Sikorski. To pierwszy szef MSZ, który dostrzegł anachronizm doktryny Giedroycia i realny status Polski na arenie międzynarodowej. Postępująca degradacja mocarstwowego mitu odsłania nowe sposoby działania polskiej dyplomacji i ostateczne odcięcie się od sanacyjnego wzorca.

Czy minister Sikorski (po lewej) dostrzegł oczywistość, której jego poprzednik z międzywojnia, minister Beck (po prawej) nie dostrzegł?
Czy minister Sikorski (po lewej) dostrzegł oczywistość, której jego poprzednik z międzywojnia, minister Beck (po prawej) nie dostrzegł?

Wzorem Józefa Becka

Józef Beck, był ojcem nowożytnej „polskiej mocarstwowości”, która zakończyła swój żywot w pierwszych dniach września 1939 roku. Anthony Eden pisał w swoich pamiętnikach o polityce uprawianej przez Becka w następujący sposób:

„Nie należąc, oczywiście, do wielkich mocarstw Polska aspirowała do pozycji do nich zbliżonej, co pociągało za sobą zabiegi o udział w różnych komisjach. Nikomu to właściwie nie przeszkadzało, ale irytowało Barthou [francuskiego szefa dyplomacji]. Zdenerwowało go zaś ostatecznie, gdy pułkownik Beck, polski minister spraw zagranicznych wspomniał o swym kraju jako o wielkim mocarstwie. Nazajutrz podczas śniadania, w obecności Becka i innych przedstawicieli państw (…) Barthou pozwolił sobie na złośliwy komentarz do sytuacji zakończony słowami: «No i wreszcie są wielkie mocarstwa (pauza) oraz Polska. Polska, jak wszyscy wiemy, skoro to nam powiedziano, jest wielkim mocarstwem (pauza), bardzo wielkim mocarstwem». Parę osób zachichotało, a Beck się zaczerwienił.

Podobnie musiały wyglądać reakcje polityków podczas szczytów Unii Europejskiej z tą różnicą, że zagraniczne uszczypliwości zachowywał dla siebie tłumacz Lecha Kaczyńskiego, aby nie obciążać ujmą dumy polskiego prezydenta.

Jeszcze rok temu Polska, była pomostem między wschodem a zachodem, europejską drogą dla Ukrainy, obrońcą niepodległej Gruzji, gwarantem litewskiego bezpieczeństwa energetycznego, bojownikiem o białoruską demokrację, prawdą przepalającą rosyjską historię, liderem Europy Środkowej, najważniejszym sojusznikiem USA w Europie etc. Polska potęga wojskowa okupowała starożytny Babilon i orientalny Afganistan. Warszawa łaskawie zrezygnowała z Kresów i wspierała przemiany na Białorusi i Ukrainie wzorem polityki Giedroycia. Z Rosją rozmawiać nie chciała, bo z wrogiem się walczy a nie dyskutuje. Czas naglił pod sztandarami polskimi gromadzono, więc zastępy wschodnioeuropejskich liderów politycznych na czele z Juszczenką i Saakaszwilim (pierwszy przegrał wybory z kretesem, drugi pozostaje w międzynarodowej izolacji).

Nagły kres mocarstwowości

Jak wiadomo rosyjskie hordy nie nadeszły a (wzorem Becka) kres polskiej potęgi, był nagły i gwałtowny. Tupolew polskiej mocarstwowości rozbił się o szukającą zbliżenia z Zachodem Rosję. Nagle okazało się, że poprzedni prezydent myślał o interesach Polski kategoriami poprzedniej dekady. Jak trafnie zauważył to Jacek Żakowski: Kaczyński zamarzył sobie dywersyfikację źródeł energii z krajów wpatrzonych w Chiny czyli kraju, który jest głównym niebezpieczeństwem dla Zachodu w nadchodzącym stuleciu. Jego zaangażowanie w Gruzji opierało się o starą i nieaktualną strategię USA z czasów zimnej wojny. Dziś Ameryka przeorientowała swoje plany i zagrożenia doszukuje się ze strony państwa środka. Nawet na Ukrainie mówi się obecnie o relacjach z Unią a nie Polską porzucając ekskluzywizm bilateralnych relacji. Kijów dostrzegł znamienną rzecz, wie już że Warszawa nie ma w sobie dość siły, by przekonać Brukselę do poszerzenia wspólnoty o Ukrainę. Dobrze, że Polska także dostrzegła własne samoograniczenia. Kijów jak pisze Aliona Hetmanczuk na łamach Ukraińskiej Prawdy jest dziś także dla Warszawy częścią pakietu stolic objętych projektem Partnerstwa Wschodniego. Siła Polski bierze się z Unii i z własnej pozycji wewnątrz wspólnoty, dobrze że Sikorski to zauważył i skończył z próżnymi sanacyjnymi inspiracjami. Jeszcze wczoraj byliśmy mocarstwem. A dziś? Możemy, być silnym państwem. Czy to źle? Myślę, że to dobrze choć w ustach polityków brzmi mniej widowiskowo.

Piotr A. Maciążek