Polemologia, fronty agresywności i nowe linie podziałów międzynarodowych na przełomie XX i XXI wieku

Polemologia, jako dziedzina naukowa, stworzyła bardzo kreatywną teorię tzw. frontów polemologicznych (linii agresywności). Ich zadaniem jest projekcja przyszłych konfliktów i wojen w odniesieniu do bieżących i prognozowanych układów sił w stosunkach międzynarodowych. Rozmieszczenie oraz kierunki przemieszczania się owych linii uzależnione jest w głównej mierze od podmiotów podejmujących kluczowe decyzje dla globalnej polityki.

Jak ułożą się linie podziałów międzynarodowych w XXI wieku? (Źródło: rc123.com)
Jak ułożą się linie podziałów międzynarodowych w XXI wieku? (Źródło: rc123.com)

Przywoływana tutaj teoria została opracowana w czasach „zimnej wojny” i początkowo uzależniała istnienie frontów polemologicznych od czynnika ideologicznego, który odgrywał bardzo istotną rolę w zimnowojennych rozgrywkach między supermocarstwami. Ważną kwestią był również proces dekolonizacji i powstawania nowych państw, ze szczególnym uwzględnieniem krajów afrykańskich. Ówcześnie granice frontów opierały się na ośmiu strategicznych obszarach na świecie:

  1. Południowoafrykańskim, obejmującym Afrykę Południową i Środkową;
  2. Północnoafrykańskim, na który składały się muzułmańska Afryka Północna i politeistyczna centralna;
  3. Południowoamerykańskim, będącym bardzo skomplikowaną mozaiką geopolityczną roztaczającą się przez całą Amerykę Południową;
  4. Północnoamerykańskim, zamykającym Amerykę Północną i Środkową;
  5. Chińskim, który dotyczył wyłącznie „państwa środka”;
  6. Wschodnioazjatyckim, na który składał się pas od Australii po Japonię i kończący się na wyspach Azji Południowo-Wschodniej;
  7. Azjatycko-afrykańskim, który dotyczył terenów od Gibraltaru (państwa muzułmańskie) po Indie;
  8. Wschodnioeuropejski, który był granicą pomiędzy demokratycznymi państwami Europy Zachodniej, a satelickimi demoludami Związku Radzieckiego.

Powyższy schemat utrzymał się, w prawie niezmienionej formie, do końca „zimnej wojny”. Należy dodać, iż gdy na przełomie lat 60. i 70. XX wieku, państwa „wolnej” Europy borykały się z problemem terroryzmu wewnętrznego wykształcił się dziewiąty front: zachodnioeuropejski.

Dopiero zakończenie rywalizacji między supermocarstwami i wytworzenie się nowego światowego porządku doprowadziło do zmian na liniach agresywności. Gdyby za punkt wyjścia przyjąć teorię amerykańskiego politologa, Samuela Huntingotna, można by stwierdzić, iż nowe fronty polemologiczne będą występować na granicach oddzielających od siebie siedem wielkich kręgów cywilizacyjnych współczesnego świata, do których zaliczamy cywilizację chińską, japońską, muzułmańską, hinduistyczną, słowiańsko-prawosławną, latynoską oraz zachodnią, obejmującą obszar Ameryki Północnej i Europy Zachodniej.

Huntington starał się udowodnić, iż różnice ideologiczne będą odgrywać w XXI wieku dużo mniejszą rolę, aniżeli w okresie „zimnej wojny”. To podziały religijne i cywilizacyjne mają być głównym powodem wybuchania wojen. Wydaje się, iż największym czynnikiem konfliktotwórczym może być niezrozumienie jednej cywilizacji przez drugą oraz występujące między nimi różnice dotyczące języka, tradycji, wyznań i historii. Każda ze stron będzie reprezentować nieprzejednane podejście do kluczowych kwestii, takich jak: Bóg, instytucja państwa albo wolności obywatelskie. Poglądy te wypracowywane przez stulecia istnienia cywilizacji mogą okazać się niemożliwymi do redefinicji dla którejś ze stron przyszłego sporu.

Jednak należy mieć też na uwadze względy ekonomiczne, które przez następne kilka dekad będą równie ważne, co niegdyś ideologiczna walka radzieckiego komunizmu i  zachodnich demokracji, czy międzycywilizacyjny konflikt w ujęciu Huntingtona.

Z racji tego, iż nadal świat jest uzależniony od dostaw ropy naftowej, to jej nadmiar lub brak będzie warunkował pojawianie się i wygaszanie nowych sporów. Nafta, jako kluczowy surowiec energetyczny przełomu XX i XXI wieku, może być czynnikiem odpowiedzialnym za powstawanie nowych linii agresywności opartych na sieciach ropociągowych. Doskonałym przykładem frontu polemologicznego, którego warunkiem sine qua non będzie występowanie złóż ropy naftowej jest obszar Zatoki Perskiej.

Kontekst amerykańskiej inwazji na Irak w 2003 r. ciągle nie pozwala jednoznacznie określić, czy nadrzędnym celem interwencji było zwalczanie międzynarodowego terroryzmu czy też przejęcie irackich pól roponośnych. Cokolwiek było powodem operacji „Iracka wolność”, doprowadziło do zaktywizowania się fundamentalistycznych ruchów islamskich. Jednak rola ropy naftowej, jako wyznacznika nowych frontów, nie jest zależna tylko od woli państw, które ją posiadają. Z racji na międzynarodowe powiązania gospodarcze i ogromny udział światowych korporacji petrochemicznych w obrocie surowcami energetycznymi, często okazuje się, iż to nie rządy prowadzą politykę surowcową. Wyręczają je w tym globalne konglomeraty petroprzedsiębiorców, które nierzadko są wyłączone spod publicznej jurysdykcji.

Nową jakością jest pojawianie się linii agresywności wewnątrzpaństwowych. Doskonałym przykładem takiej sytuacji, opierającej się również na pokładach ropy naftowej, jest kazus Czadu, gdzie złoża nafty pełnią rolę wyznacznika kolejnych podziałów i polaryzacji społeczeństwa, a nie prosperity i gospodarczego rozwoju. Stosunkowo łatwy dostęp do surowca, zamiast być błogosławieństwem dla kraju, okazał się humanitarną klątwą dla jego obywateli. Zyski z eksportu ropy trafiają do wąskiego grona rządzących elit, a postępująca pauperyzacja społeczeństwo popycha Czad w stronę wojny domowej.  Sytuacja w kraju, w połączeniu z rozgrywającym się konfliktem wewnątrzpaństwowym w Sudanie, wpływa destabilizująco na cały region tworząc kolejne ognisko tlącego się zagrożenia, które może wytyczyć zupełnie nowe linie podziałów w Afryce Środkowej.

Maciej Pawłowski