Kubańska układanka – socjalizm i śmierć

Niedawno Kubańczycy obchodzili 50. rocznicę zwycięskiej rewolucji. Trzy lata wcześniej Fidel Castro przekazał władzę swemu młodszemu bratu Raulowi. Skłoniło to publicystów do oceny samego przewrotu oraz analizy obecnej sytuacji na wyspie. Nasilające się represje względem opozycji ponownie zwróciły uwagę światowej opinii publicznej na Kubę, gdzie od przeszło pół wieku twarde rządy sprawują bracia Castro. Śmierć Orlando Zapaty Tamayo pod koniec lutego spotęgowała oburzenie. Zapata był politycznym więźniem, który zmarł po ponad dwumiesięcznym, desperackim strajku głodowym. Domagał się uznania za więźnia sumienia i wypuszczenia na wolność innych prześladowanych Kubańczyków. W kolejnych miesiącach tą formę protestu wybrało kilku innych dysydentów, m.in. Guillermo Farinas. Wszystko to mocno nadszarpnęło wizerunek Raula Castro, zwłaszcza że była to pierwsza od lat 70., śmierć osoby przetrzymywanej za swoje przekonania. Wpisuje się ona w cały ciąg wydarzeń jednoznacznie wskazujących, że pomimo pogarszającej się sytuacji wewnętrznej, komunistyczny reżim nie ma najmniejszego zamiaru liberalizować życia na wyspie. Złudne okazały się również nadzieje na ewolucyjną politykę zmierzającą w stronę zwiększenia swobód, a następnie pokojowego przekazania władzy i demokratyzację. Pomimo pięciu dekad represji, szykan i zastraszania, opozycja nadal istnieje i skupia w licznych organizacjach dziesiątki tysięcy Kubańczyków walczących o podstawowe prawa.

Raul Castro – kontynuacja, czy coś więcej?

Historia zatoczyła koło. Pół wieku po rewolucji zagraniczni turyści stanowią pokaźne źródło dochodów państwa, podobnie jak za czasów Fulgencio Batisty. Budowa ekskluzywnych ośrodków wypoczynkowych przyniosła jednak ze sobą skutek uboczny w postaci narastania różnic społecznych, z czym tak zażarcie walczono w myśl powszechnego egalitaryzmu. Zniwelowaniu tego zjawiska nie sprzyjają przekazy pieniężne, od których władze pobierają opłatę. Nadsyłane są one przez rodziny mieszkające na emigracji, głównie w Stanach Zjednoczonych. W 2008 roku szacowano je na około miliard dolarów. Powoduje to dodatkowy podział ludności na posiadających i nieposiadających krewnych zagranicą. Przekłada się również na możliwości nabywania produktów. Państwowe sklepy często świecą pustkami, podczas gdy w tych, gdzie walutą obowiązującą jest tzw. peso wymienialne, można kupić niemal wszystko. Ten szczególny rodzaj środka płatniczego pozyskuje się w bankach poprzez wymianę dolarów. Pensje natomiast wypłacane są w zwykłych pesos, wartych kilkanaście razy mniej. Poza tym, ceny w sklepach dewizowych przekraczają często miesięczne zarobki Kubańczyków. Wynoszą one średnio około 15-20 dolarów, a to w sposób oczywisty prowadzi do rozkwitu czarnego rynku i łapownictwa.

W perspektywie najbliższych lat wydaje się raczej mało prawdopodobne, aby na Kubie zaszły radykalne przemiany. Eksperci zajmujący się sprawami kubańskimi są zgodni, że przekazanie steru rządów Raulowi Castro niewiele zmieni. Początkowo mogło się wydawać, że objecie władzy przez młodszego z braci Castro, stworzy nadzieje na realne przeobrażenia. I rzeczywiście w początkowych miesiącach wszystko na to wskazywało. Jedną z pierwszych decyzji było zezwolenie Kubańczykom na legalny zakup i posiadanie telefonów komórkowych, mikrofalówek, odtwarzaczy DVD czy iPodów, dotychczas surowo zakazanych. Oficjalnie powodem była konieczność oszczędności deficytowej energii elektrycznej. Zniesienie ograniczeń nie spowodowało szturmu klientów na sklepy z elektroniką, ponieważ ceny wspomnianych urządzeń są daleko poza zasięgiem przeciętnego Kubańczyka. Władze uczyniły poza tym jeszcze jeden liberalny krok. Umożliwiono zwykłym Kubańczykom przebywanie w hotelach przeznaczonych dla zagranicznych turystów. Wszystko to okazało się zagrywką mającą uspokoić nieco międzynarodową opinię publiczną
i poprawić odczucia mieszkańców wyspy. Raul konsekwentnie realizuje politykę poprzednika polegającą na kosmetycznych reformach przy jednoczesnym zachowaniu dotychczasowego porządku prawnoustrojowego. Śladem Fidela dokonał czystek w rządzie, obsadzając najważniejsze stanowiska zaufanymi ludźmi. Najczęściej są to wysoko postawieni wojskowi, co potwierdza rosnącą ponownie centralizację i militaryzację gospodarki. Pojawiły się wprawdzie pewne oznaki odmiennego podejścia do niektórych spraw. W kwietniu 2009 r. Raul Castro wyraził gotowość do podjęcia ze Stanami Zjednoczonymi rozmów o „wszystkim”. Zaproponowano dyskusję na temat praw człowieka, swobody wypowiedzi oraz więźniów politycznych. Jednakże natychmiast głos zabrał Fidel, który oświadczył, że słowa jego brata zostały źle zinterpretowane. O złagodzeniu stosunku do tzw. „wrogów rewolucji” nie może być mowy. Pokazuje to przy okazji dobitnie, że El Comandante nadal zachował znaczący wpływ na politykę kraju.

Amerykanie wyciągają rękę

Przyjazne gesty popłynęły również ze strony amerykańskiej. Nowo wybrany prezydent Barack Obama spełnił wyborcze obietnice i zniósł niektóre z restrykcji. Ograniczały one możliwość podróżowania obywateli USA na Kubę, gdzie odwiedzali swoich bliskich. Oprócz tego, likwidacji uległy limity w przesyłaniu pieniędzy na wyspę*. Był to pierwszy od wielu lat, tak wymowny krok w kierunku ocieplenia wzajemnych stosunków. Dodatkowo Obama zapowiedział zamknięcie do końca 2009 r. więzienia dla terrorystów w Guantanamo. Jednak istnieje ono nadal i przetrzymywani są w nim ludzie. W sprawie embarga utrzymuje się sytuacja patowa. Obie strony mocno stoją przy swoich stanowiskach i wydają się niechętne do wyjścia z błędnego koła. Jak wynika z oświadczeń administracji prezydenta, Barack Obama pragnie utrzymać blokadę w mocy, aby wykorzystać ją jako czynnik przyspieszający zmiany na wyspie. Argumentowano, że ani odejście Fidela Castro, ani rządy Raula nie gwarantują wystarczających przekształceń systemowych na Kubie. Ograniczenie bądź zniesienie embarga byłoby możliwe dopiero wówczas, jeśli Hawana zdecydowałby się na znaczące posunięcia ku demokracji. Z kolei władze kubańskie wychodzą z założenia, że liberalizacja życia politycznego mogłaby nastąpić tylko po wcześniejszym odwołaniu embarga.

Początkowo Barack Obama zebrał przychylne opinie od braci Castro. Niedługo po wyborze, Fidel Castro na łamach internetowej strony Cubadebate, chwalił pierwszego czarnoskórego prezydenta USA. Stwierdził między innymi, że jest on człowiekiem „uczciwym, odważnym, inteligentnym i szlachetnym”. Dostrzegał również jego „większą łaskawość” dla Hawany w stosunku do swego poprzednika. Również Raul określił Obamę mianem „dobrego człowieka”. W kwietniu publikując kolejny esej, Fidel zauważył, że „Obama chce polepszenia relacji z Kubą, ale polityczna rzeczywistość w USA może temu zapobiec”. Po raz kolejny potwierdził chęć Hawany do dialogu i konstruktywnych rozmów. Artykuł ukazał się krótko po wizycie na Kubie siedmioosobowej delegacji Kongresu Stanów Zjednoczonych. Miała ona za zadanie naprawę bilateralnych stosunków oraz poinformowanie władz kubańskich o planowanym złagodzeniu sankcji. Kilka miesięcy później Fidel Castro zmienił jednak zdanie na temat Obamy. Skrytykował go za skrywanie pod pozornym uśmiechem i Afroamerykańskim obliczem prawdziwych, złowrogich zamiarów USA wobec Ameryki Południowej.

Światełko w tunelu?

Podczas sesji Organizacji Państw Amerykańskich w czerwcu ubiegłego roku, przyjęto wniosek znoszący wszystkie restrykcje wobec Kuby. Obowiązywały one od 1962 r. i tym samym wykluczały jej członkostwo w organizacji. Decyzja została przychylnie odebrana w stolicy Kuby. Jednocześnie odrzucono zaproszenie, ponieważ OPA przez lata popierała USA w izolacji państwa kubańskiego i prowadziła względem niego wrogą politykę. Waszyngton oświadczył, że ewentualny powrót Kuby do organizacji wymaga odpowiednich gestów dobrej woli ze strony reżimu. Pomimo wszystko, polityka małych kroków i ograniczonych, ale systematycznych zmian może przynieść realne efekty. W pierwszej kolejności przełożyłoby się to na nawiązanie poprawnych relacji dwustronnych. Natomiast w dalszej perspektywie czasu zaowocowało zniesieniem embarga. Jest to oczywiście wariant optymistyczny. Wszystko spoczywa w rękach władz kubańskich i amerykańskich. Przede wszystkim, istotne jest czy Hawana i Waszyngton nadal będą chciały ze sobą rozmawiać, a za szumnie głoszonymi deklaracjami pójdą czyny.

Mateusz Doliński

* Decyzja prezydenta Obamy skutkuje tym, że każdy Amerykanin, który posiada krewnych na Kubie uzyskał możliwość swobodnych odwiedzin – o ile nie wyda więcej niż 179 dolarów dziennie. Natomiast przekazy pieniężne wysyłane mogą być bez ograniczeń. Dotychczas Amerykanie pochodzenia kubańskiego mogli odwiedzać Kubę tylko raz w roku i wysyłać członkom ich rodzin na Kubie nie więcej niż 1200 dol. w gotówce na osobę. Nowe prawo gwarantuje także amerykańskim bankom możliwość zawierania porozumień o współpracy z kubańskimi instytucjami finansowymi. Dalsze ułatwienia odnoszą się do usług telekomunikacyjnych. Firmy z USA będą mogły zbudować łącza światłowodowe i satelitarne łączące Kubę z kontynentem. Więcej: Odwiedzić rodzinę za 179 dol. na dzień, TVN24.pl.