Korea Północna i futbol: media w pogoni za sensacją

Chociaż od zakończenia Mundialu w RPA minęło prawie półtora miesiąca, to w mediach co jakiś czas pojawiają się informacje dotyczące zawodników piłkarskiej reprezentacji Korei Północnej. Na ile doniesienia o północnokoreańskich piłkarzach i trenerze są zgodne z prawdą?

Piłkarze reprezentacji narodowej Korei Północnej cieszą się po awansie na Mundial w RPA (Źródło: Sunday Monday Herlad, smh.com.au)
Piłkarze reprezentacji narodowej Korei Północnej cieszą się po awansie na Mundial w RPA (Źródło: Sunday Monday Herlad, smh.com.au)

Występ piłkarzy Korei Północnej na Mundialu w RPA budził duże zainteresowanie kibiców na całym świecie. W odróżnieniu od pozostałych drużyn biorących udział w turnieju, komentarze na temat północnokoreańskiej reprezentacji poruszały głównie wątki pozasportowe. Owszem, przypominano ostatni występ Korei Północnej na Mistrzostwach Świata w Anglii w 1966 roku, kiedy nieoczekiwanie drużyna Chollima dotarła aż do ćwierćfinału rozgrywek. Jednak większość mediów nie zastanawiała się nad szansami Korei Północnej, lecz zadawała pytania, czy północnokoreańskich piłkarzy spotka podobny los jak 44 lata temu.

1966: angielska niespodzianka

23 lipca 1966 roku, przy aplauzie prawie 52 tys. kibiców zgromadzonych na stadionie Goodison Park w Liverpoolu, miał miejsce ćwierćfinał z udziałem reprezentacji Korei Północnej i Portugalii. Po 25 minutach Azjaci sensacyjnie prowadzili 3:0, lecz ostatecznie mecz zakończył się zwycięstwem Portugalczyków 5:3, głównie dzięki wspaniałej dyspozycji Eusebio. Pomimo odpadnięcia z turnieju, północnokoreańscy piłkarze zostali okrzyknięci jedną z rewelacji rozgrywek, a na lotnisku w Pjongjangu przywitano ich niczym bohaterów narodowych.

Jednak po kilku miesiącach sytuacja piłkarzy dramatycznie się pogorszyła. W styczniu 1967 roku Kim Ir Sen rozpoczął czystki w szeregach partii. Jednymi z ofiar Wielkiego Przywódcy byli Pak Kum-chol i Kim To-man, którzy odpowiadali za organizację piłki nożnej w Korei Północnej. Po ich usunięciu represje dotknęły również niedawnych bohaterów z Anglii. Część z nich wysłano do obozów koncentracyjnych, a pozostałym uniemożliwiono kontynuowanie kariery sportowej. Sin Young-gyu, kapitan drużyny z 1966 roku, uznany przez FIFA za wyróżniającego się zawodnika turnieju, został zmuszony do zakończenia kariery po tym, jak skierowano go do pracy w zakładach ceramicznych w prowincji Północny Hamgyŏng. Po latach były kierownik północnokoreańskiej ekipy Yun Mong-chan, któremu udało się zbiec na południe w 1999 roku, powiedział: „To był koniec piłki nożnej”.

Zmiany w północnokoreańskim futbolu nastąpiły wraz z objęciem władzy przez Kim Dzong Ila. Nowy przywódca, znany z zamiłowania do piłki nożnej, obiecywał zawodnikom złote góry za awans do Mundialu w 1994 roku. Jednak po porażce 3:0 z drużyną Korei Południowej, Kim zakazał reprezentacji udziału w międzynarodowych rozgrywkach przez 10 lat, nakazując piłkarzom doskonalenia umiejętności na krajowych boiskach. Ostatecznie Korea Północna przez 6 lat nie wzięła udziału w żadnym meczu z zagranicznym rywalem. Po nieudanych eliminacjach do mundialu w 2006 roku, piłkarze Kim Dzong Ila różnicą bramek wyprzedzili Arabię Saudyjską i niespodziewanie zakwalifikowali się do turnieju finałowego w RPA. Po kilkudziesięciu latach posuchy, Koreańczycy z Północy ponownie świętowali sukces swoich rodaków.

2010: występ w RPA

Po rozlosowaniu grup trudno było oczekiwać, że na turnieju północnokoreańscy piłkarze zaprezentują się równie dobrze, jak w eliminacjach. W grupie G Koreańczycy musieli stawić czoła tak silnym rywalom, jak Brazylia, Portugalia i Wybrzeże Kości Słoniowej. Przed pierwszym meczem z pięciokrotnymi mistrzami świata trener Kim Jong-hun odważnie wypowiadał się na temat szans swojego zespołu, doceniając jednak klasę przeciwnika. Nie omieszkał również wspomnieć o wsparciu Kim Dzong Ila, z którym północnokoreański trener miał się kontaktować za pomocą niewidzialnego telefonu. Absurdalne słowa Kim Jong-huna chętnie podchwytywały media. Coraz powszechniej przedstawiano ekipę z Korei Północnej jako grupę odmieńców, dla których kontakt chociażby z telefonem komórkowym jest niecodziennym przeżyciem.

Pierwszy, po 44 latach absencji, mecz Korei Północnej na Mistrzostwach Świata zostanie zapewne zapamiętany przez większość kibiców dzięki łzom, uronionym przez Jong Tae-se w trakcie odgrywania północnokoreańskiego hymnu. Urodzony i wychowany w Japonii syn koreańskich migrantów kilka lat temu zrezygnował z obywatelstwa Korei Południowej i zapragnął gry w barwach KRLD. W wywiadach podkreśla, że „kraj jest jak rodzica – dobry czy zły, trzeba być z nim na zawsze”. Oddany ojczyźnie Jong, nazywany północnokoreańskim Rooneyem, nie zdołał jednak uchronić swojej drużyny od porażki z Brazylią 1:2. Nie pomógł również doping kilkuset kibiców Korei Północnej, których większość stanowili „zaprzyjaźnieni” Chińczycy.

Mecz z Portugalią zakończył się dla graczy z KRLD przegraną 7:0 (Źródło: Flickr/jorege-11)
Mecz z Portugalią zakończył się dla graczy z KRLD przegraną 7:0 (Źródło: Flickr/jorege-11)

Pomimo przegranej, Koreańczycy zaprezentowali się na tyle dobrze, że informacje na temat meczu zostały podane przez północnokoreańską agencję informacyjną KCNA. Ponadto, zachęcone dobrą grą rodaków, władze w Pjongjangu postanowiły spożytkować wysiłek piłkarzy na potrzeby propagandowe i zdecydowały się po raz pierwszy w historii transmitować na żywo mecz swoich ulubieńców. Na nieszczęście zarówno władz, jak i zawodników, mecz z Portugalią zakończył się przegraną 0:7. Agencja KCNA nie wspomniała ani słowa o meczu. Przy stanie 0:4 został wyłączony komentarz, a po zakończeniu spotkania natychmiast zakończono transmisję.

W poszukiwaniu wyroku

Upokarzająca porażka sprawiła, że w komentarzach pomeczowych coraz częściej rozwodzono się na temat konsekwencji, jakie mają spotkać reprezentację po powrocie do kraju. Z większą mocą przypominano wiadomość sprzed kilku dni o nieobecności czterech północnokoreańskich graczy na meczu z Brazylią. Choć północnokoreańskim piłkarzom pozostał jeszcze do rozegrania mecz z WKS (ostatecznie przegrany 0:3), to w rzeczywistości media nie były już zainteresowane wynikiem sportowym. Liczyły się tylko kolejne doniesienia o cenie, jaką mieli zapłacić zawodnicy KRLD po powrocie do kraju.

Najczęściej powtarzaną wersją przyszłych wydarzeń było przekonanie o tym, że po powrocie północnokoreańskich zawodników i trenera niechybnie czekają przymusowe roboty i zesłanie do obozów koncentracyjnych. Poszukiwanie za wszelką cenę analogii z wydarzeniami sprzed 44 lat sprawiło, że zachodnie media nie odnotowały faktu ciepłego przywitania reprezentacji na lotnisku w Pjongjangu. Zamiast tego Radio Free Asia, finansowane przez USA, poinformowało o tym, jakoby kilka dni po powrocie reprezentanci Korei Północnej mieli zostać poddani ciężkiej krytyce na specjalnym spotkaniu z przedstawicielami władzy i sportu. Sugerowano również, że na naganie się nie skończy i wkrótce północnokoreańskich piłkarzy może spotkać coś gorszego. W wypowiedziach rozmówców rozgłośni nie zabrakło emocjonalnych wystąpień. Jeden z uciekinierów z Korei Północnej wypowiedział się tak: „Bylibyśmy szczęśliwi, gdyby Korea Północna zwyciężyła na Mundialu, ale będziemy jeszcze szczęśliwsi, gdybyśmy dowiedzieli się, że Kim Dzong Il, widząc klęskę piłkarzy, zmarł na atak serca”. Jakby tego było mało, na początku sierpnia brytyjski brukowiec The Sun podał, że trener Kim Jong-hun został pozbawiony członkostwa w Partii Pracy, a następnie został zesłany na roboty budowlane w Pjongjangu.

Powyższe informacje jasno wskazywały na to, że reprezentację Korei Północnej spotkała surowa kara. Sile argumentów uległ nawet prezydent FIFA Sepp Blatter, który zaapelował o wszczęcie dochodzenia w sprawie losu reprezentantów Korei Północnej. Warto jednak zaznaczyć, że żadne oficjalne źródło nie potwierdziło sensacyjnych doniesień. Południowokoreańska agencja informacyjna Yonhap powstrzymała się od jakichkolwiek komentarzy w tej sprawie. Natomiast serwis DailyNK, specjalizujący się w tematyce północnokoreańskiej, zaprzeczył rewelacjom Radio Free Asia i The Sun. Jakież zdziwienie musiało ogarnąć wielu obserwatorów, kiedy w połowie sierpnia południowokoreańska rozgłośnia Open Radio for North Korea podała informację, że władze nie przyjęły dymisji trenera Kim Jong-huna i postanowiły dać selekcjonerowi drugą szansę. Stwierdzono również, że piłkarze w komplecie trenowali na stadionie imienia Ri Myong Su w Pjongjangu, intensywnie przygotowując się do styczniowych Mistrzostw Azji, które odbędą się w Katarze. Ponadto, 20 sierpnia południowokoreańska gazeta Chosun Ilbo poinformowała o tym, że 14 września w Delhi Korea Północna towarzysko zmierzy się z Indiami. Czyżby więc, wbrew wcześniejszym sensacjom, piłkarska reprezentacja Korei Północnej miałaby normalnie funkcjonować?

Apel o rozwagę

Mając na uwadze totalitarny ustrój Korei Północnej i zbrodnicze dokonania reżimu, rzeczywiście można pokusić się o pesymistyczne prognozy na temat przyszłości północnokoreańskich piłkarzy. Jednak prasowe rewelacje z ostatnich tygodni wydają się być przesadzone. Wyraźna wybiórczość informacji pokazuje, że media za wszelką cenę szukają sensacji. Do przeciętnego odbiorcy zdecydowanie lepiej trafiają teksty o „kulcie telefonu komórkowego” przez piłkarzy Chollima, niż komentarze na temat tego, jak Koreańczycy chętnie pozowali do zdjęć w RPA, przełamując tym samym negatywne stereotypy na swój temat. Niektórym mediom równie ciężko przychodzi obiektywne napisanie informacji o transferach północnokoreańskich piłkarzy.

Oczywiście nie można przesadzać w drugą stronę. Korea Północna z pewnością nie była, nie jest i w najbliższym czasie nie będzie normalnym państwem. Poza umiejętnościami czysto piłkarskimi, warunkiem koniecznym do reprezentowania kraju jest odpowiednie przygotowanie ideologiczne. Tym samym wierność idei dżucze i wychwalanie Kim Dzong Ila jest niejako wliczone w zawód piłkarza w Korei Północnej. Chociaż północnokoreańskie władze nie ingerują w transfery swoich piłkarzy, to jednak oddziałują na ich prywatne życie. Gdy północnokoreański zawodnik zdecyduje się na grę zagranicą, musi liczyć się z tym, że będą mu towarzyszyć pracownicy służb bezpieczeństwa, nadzorujący czy ich podopieczny przypadkiem nie wypowiada się negatywnie na temat Korei Północnej. Dlatego też zarówno dopiero co przetransferowani Jong Tae-se (niemiecki VfL Bochum) i Cha Jong Hyok (szwajcarski FC Wil), jak i grający od dwóch lat w rosyjskim FK Rostów kapitan reprezentacji Hong Yong-jo (na zdjęciu obok) są i będą wnikliwie inwigilowani przez „opiekunów”.

Istnieje jednak wyraźna granica między kontrolowaniem a prześladowaniem swoich obywateli. 44 lata temu północnokoreańscy piłkarze trafili do obozów koncentracyjnych na tle czystek politycznych. Obecne władze w Pjongjangu również nie liczą się ze zdaniem obywateli. Aczkolwiek nie oznacza to, że za wszelką cenę muszą likwidować reprezentantów kraju. Po niezłym meczu z Brazylią, północnokoreańscy ideolodzy chcieli przekuć sportowy wynik na propagandowy sukces. Dotkliwa porażka z Portugalią przekreśliła te pomysły. Niewykluczone jednak, że w przyszłości kierownictwo Korei Północnej będzie starało się wykorzystać wizerunek piłkarzy do celów propagandowych. Tym bardziej, że ostatnio jesteśmy świadkami ideologicznej ofensywy Korei Północnej w sieci, o czym świadczą nowopowstałe profile na Youtube i Twitterze.

Na pytanie o przyszły los północnokoreańskich reprezentantów trudno udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Nieprzewidywalność reżimu sprawia, że niestety nie można wykluczyć najgorszych scenariuszy. Z drugiej strony należy zauważyć, że w dzisiejszych czasach w dużo większym stopniu niż kiedyś, zwraca się uwagę na sytuację jednostek. Aktywność organizacji pozarządowych oraz rozwój mediów sprawiają, że piłkarze Korei Północnej nie są już tak anonimowi jak jeszcze kilkadziesiąt lat temu. W związku z tym nieoczekiwane zniknięcie któregoś z zawodników najprawdopodobniej zostałoby szybko dostrzeżone. Ponadto, trudno oczekiwać, aby reżim karał zawodników tak surowo wyłącznie za niezadowalający wynik sportowy. Co innego, gdyby któryś z piłkarzy zdecydował się na ucieczkę podczas pobytu w RPA – wówczas uciekinier zostałby z pewnością skazany na karę śmierci. W związku z tym dużo bardziej prawdopodobną karą dla reprezentantów Korei Północnej może być zakaz wyjazdu do klubów zagranicznych, a tym samym ograniczenie kontynuowania kariery wyłącznie na krajowych boiskach.

Doniesienia o północnokoreańskich piłkarzach pokazują, że wszechobecne media przejawiają tendencje do przesady i jednostronnego pokazywania faktów. Nieobiektywne i wybiórcze informacje są pożywką dla zadeklarowanych przeciwników propagandy Zachodu, która ich zdaniem ma na celu zdyskredytowanie państw będących w opozycji do świata zachodniego. W zaistniałej sytuacji zrozumiałe wydają się słowa tych, którzy apelują o zachowanie umiaru. Dlatego też zamiast wysyłania Koreańczyków do obozów pracy, poczekajmy na 14 września, kiedy Korea Północna zmierzy się z Indiami. Wówczas przekonamy się czy trener Kim Jong-hun pracuje 14 godzin dziennie na budowie, czy też z ławki kieruje poczynaniami piłkarzy Chollima.

Oskar Pietrewicz