„Im polnischen Vernichtungslager” – prawda leży po środku

Brama w obozie Auschwitz

Z mocnym akcentem polskie media poinformowały o tym, iż Niemcy z tygodnika „FOCUS” fałszują historię i ogłaszają, że obóz zagłady w Bełżcu, był „polskim obozem”. Redakcja ponadto podtrzymuje to kłamstwo, gdyż nie chce sprostować błędu oraz zgadza się jedynie „ubolewać” i wydrukować list od czytelników. O tym wszystkim informują kolejno: Gazeta.pl, Gadu-gadu.pl, Newsweek.pl, Wprost.pl, Onet.pl, Interia.pl i zapewne wiele innych mediów, których nie sprawdziłem. Ton pod tytułem: rewizjoniści z RFN atakują, niemal jak za czasów PRL-u. „Najinteligentniej do tematu podszedł serwis „wpolityce.pl”, który w tytule pyta, „czy to już kolejny etap?”. Do połowy sierpnia jestem w Berlinie, ale po tej lekturze mogę tylko ze zdenerwowaniem rozglądać się po ulicy, czy w kierunku granicy polskiej nie wyjeżdżają jakieś czołgi,a na ulicach nie rozpoczęły się już pierwsze łapanki skierowane przeciwko polskim pracownikom.

W ciekawy sposób na temat „polskich obozów zagłady” pisał Thomas Urban w „Forum” Zacytuję (za portalem Polityka.pl) fragment z jego niezwykle interesującego artykułu:

„Niewiele skuteczniejsza była do tej pory akcja „przeciwko polskim obozom”, którą polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych zainicjowało w 2004 r. i którą sążnistymi artykułami wspiera „Rzeczpospolita”. Akcja polega na monitorowaniu całej prasy światowej w poszukiwaniu sformułowania „polskie obozy” na określenie obozów założonych przez Niemców w okupowanej Polsce. Jeśli taka fraza zostanie znaleziona, redakcja otrzymuje od polskiej ambasady list protestacyjny i jest piętnowana przez „Rzeczpospolitą” jako „fałszerz historii”, bo sformułowanie „polskie obozy” sugeruje podobno, że Polacy są odpowiedzialni za Holocaust. Jednak w wielu językach, także w niemieckim, pojęcie to można rozumieć w kategoriach wyłącznie geograficznych. W rzeczywistości nie ma ani jednego przykładu w prasie światowej i mediach niemieckich, aby na Polaków zrzucano odpowiedzialność za obozy zagłady.

Także pod względem statystycznym temat praktycznie nie istnieje. Kwerenda w elektronicznym archiwum niemieckiej prasy ponadregionalnej wykazała, że w około 10 tysiącach artykułów o obozach koncentracyjnych, opublikowanych w latach 2004-2009, inkryminowane sformułowanie ukazało się sześć razy. Pięć z tych tekstów przedstawia Niemców jako sprawców, a Żydów, Polaków i inne narodowości jako ofiary. Określenie jest więc ewidentnie użyte w znaczeniu geograficznym. Szósty artykuł omawia konflikt na terenie Palestyny. Czyli innymi słowy: tylko 0,01 procent niemieckich publikacji o obozach w ostatnich pięciu latach nie podaje expressis verbis, że założyli je Niemcy. Tymczasem akcja „przeciwko polskim obozom” sugeruje polskiej opinii publicznej, że chodzi o zjawisko masowe. Nawiasem mówiąc, niemieccy redaktorzy naczelni zalecili podwładnym, aby kategorycznie unikali określenia „polskie obozy” ze względu na jego dwuznaczność.(…)”

Czy jednak można się w 100% zgodzić z niemieckim autorem?

Będąc aktualnie w Berlinie momentalnie udałem się do kiosku i wspomniany numer gazety kupiłem. Przejrzałem i znalazłem jedną, krótką notkę na temat Bełżca. Wersja internetowa niewiele różni się od tej papierowej, więc do niej odsyłam. Spójrzmy na fakty.

Redaktor Urban tłumaczy, że przymiotnik „polski” ma znaczenie tylko geograficzne, bo w samym tekstach taki jest właśnie kontekst. Zgoda, z punktu widzenia kogoś znającego historię, nie ulega wątpliwości. Dla kogoś jednak, kto nie zna historii, interpretacja nie jest tak oczywista i może on uznać, że chodzi o „polskie obozy koncentracyjne”. Polacy są nadwrażliwi, ale po co wprowadzać dwuznaczność, skoro można napisać wprost, że mowa o obozie położonym w Polsce i żadnych protestów nie będzie?

Sam omawiany tekst również w rzetelny sposób przedstawia historię. Napisane jest, że oskarżony był SS-mannem, co samo w sobie wyklucza jakikolwiek udział Polaków, bo jak wiadomo, Polska nie miała żadnej własnej dywizji SS. Nikt z Niemcami nie chciał kolaborować. Autor artykułu zauważa też, że 88-letni Samuel K. pochodzi z Prus Wschodnich oraz brał udział w „Akcji Reinhard”, w ramach której zabijał i pomagał w zabijaniu Żydów. Dla tych, którym jest jeszcze mało, pojawiła się jeszcze informacja, że robił to na terytorium Generalnej Guberni, położonej w okupowanej Polsce. Po lekturze tego tekstu nie mam wątpliwości, że nikt winy za ludobójstwo na Polaków zrzucać nie zamierza.

Niemcy powinni jednak powstrzymać się od używania tej konstrukcji, bo nie prowadzi to do niczego dobrego, a osoby zupełnie nieznające historii (np. kilkuletnie dzieci), może rzeczywiście niechcący wprowadzić w błąd. Brakuje mi też w tekście jakiegoś zaznaczenia, że to były niemieckie obozy, a Samuel K. jest obywatelem Republiki Federalnej Niemiec. Owszem, pojawia się informacja, że jest to nazista, pochodzący z Prus Wschodnich, ale wyraz przymiotnik „niemiecki” nie pada ani razu w artykule. Nie twierdzę, że to próba zakłamywania historii, bo tak nie jest, ale w tych kilku akapitach brakuje mi typowo niemieckiej precyzyjności. Czemu można napisać, że obóz był położony w Polsce/był polski, a nie można, że w Bełżcu zabijali Niemcy, co w sumie jest oczywiste dla przeciętnego mieszkańca naszego sąsiada, czytającego ze zrozumieniem ten tekst?

Prawda w tym przypadku jest po środku. Polacy mogli się powstrzymać od siania paniki – np. króluje w tym nowy serwis, wpolityce.pl: „I do diaska: co niemieccy redaktorzy – a więc nie zwykli przechodnie – mają w głowach, co wiedzą o wojnie, i co myślą w sercu, skoro coraz częściej piszą „polskie obozy koncentracyjne?” – to chyba pisało jakieś dziecko. Z drugiej strony, Niemcy widząc naszą wrażliwość, mogliby poważniej podchodzić do tej drażliwej kwestii.

P.S. Te same uwagi odnoszą się do drugiego tekstu na ten temat, tego z obrazka. W gazecie go nie znalazłem