Filipińska kompromitacja

Źródło: cbsnews.com
Źródło: cbsnews.com

W ostatni poniedziałek (23.08.2010) policja na całym świecie wzbogaciła się o zasób nowych doświadczeń, którego esencją jest wiedza na temat tego, jak nie przeprowadzać akcji odbijania zakładników. Kiedy w stolicy Filipin, Manili, uzbrojony ex-policjant wkroczył z bronią w ręku do autobusu z turystami z Hongkongu, nikt nie spodziewał się, że niosące pomoc służby bezpieczeństwa doprowadzą do dramatu, który zakończy się śmiercią ośmiu osób i kompromitacją filipińskiej policji oraz rządu tego państwa.

Poniżej spróbujemy zanalizować błędy, jakie zostały popełnione podczas feralnej akcji policji i odpowiedzieć na pytanie, dlaczego doszło do tak kompromitującej sytuacji.

Niewystarczające przeszkolenie policjantów biorących udział w zdarzeniu.

Policjanci działali bardziej instynktownie niż zgodnie z procedurami stosowanymi podczas takich wypadków. Powodem tego było to, iż jednostka biorąca udział w odbijaniu zakładników nie była do takiego zadania przygotowana. Jest to jedno z poważniejszych niedociągnięć osób koordynujących działaniami. Dlaczego do Manili nie sprowadzono jednostki AT, która specjalizuje się w tego typu akcjach?

Niewłaściwe wyposażenie lub jego całkowity brak.

Czynnik ten dał o sobie znać najbardziej w momencie, w którym policjanci zaczynali szturmować okna autobusu przy pomocy młotów, a nie specjalnie przeznaczonych do wybijania szyb lub wyłamywania drzwi ładunków wybuchowych (tzw. frame charges). Zabrakło też drabin lub specjalnych pojazdów, po których można byłoby potem dostać się do autobusu. Wydaje się jednak, że byłoby to myśleniem zbyt długofalowym, ponieważ jak tylko wybito szyby, wśród policjantów zapanowało zamieszanie spowodowane brakiem pomysłu odnośnie dalszego prowadzenia działań.Również uzbrojenie zostało źle dobrane do sytuacji. Większość z funkcjonariuszy posiadała karabiny szturmowe oraz broń krótką zamiast pistoletów maszynowych, dużo lepiej sprawdzających się w klaustrofobicznych przestrzeniach.

Brak determinacji. Brak myślenia.

W pewnym momencie oblężenia dwóch policjantów próbowało dostać się do autobusu. Próba ta zakończyła się ostrzelaniem ich przez porywacza i natychmiastowym odwrotem. Pokazało to dwie rzeczy: filipińscy policjanci są na pewno bardzo odważni, ale też głupi. Próbowali dostać się do środka bez odpowiedniego zabezpieczenia i środków ochrony osobistej, w postaci kamizelek kuloodpornych. Poza tym ich akcja była bardzo „nieśmiała”, mało stanowcza. Zabrakło w niej determinacji. Nie przyjęto chyba też poprawki na to, że ich przeciwnikiem jest ex-funkcjonariusz filipińskiej policji, człowiek który zna procedury i sposoby działania.

Nie tylko próby wejścia do autobusu wyglądały nieporadnie i bez determinacji. Cała akcja miejscami wyglądała bardzo nieprofesjonalnie i leniwie. Być może wynika to z tego, że choć Filipiny są krajem azjatyckim, to o latynoskiej mentalności.

Niewykorzystane szanse mszczą się.

Nim doszło wieczornej tragedii, policyjni negocjatorzy kilka godzin wcześniej próbowali przekonać porywcza do złożenia broni. Był on wtedy zupełnie nieprzygotowany do ataku, istniała realna możliwość pochwycenia go przez służby bezpieczeństwa. Nie skorzystano z tego. Dlaczego?

Relacje telewizyjne ze zdarzenia pokazują też, że istniało wiele okazji do unieszkodliwienia zamachowcy z bezpiecznej odległości. Wprawdzie strzelcy wyborowi zostali rozstawieni w miejscu zdarzenia, ale nikt nie pokusił się o wydanie im stosownego rozkazu. Policyjne procedury nakazują najpierw skorzystać z drogi negocjacyjnej, jednak już na kilka godzin przed właściwymi wydarzeniami wiedziano, że negocjatorzy nie przekonają porywacza do złożenia broni. Okazje do zastrzelenia ex-funkcjonariusza, z dużej odległości, z uwzględnieniem bezpieczeństwa pasażerów pojazdu, pojawiały się dalej.

Wywiad XXI wieku – media.

Przez cały czas trwania operacji porywacz miał dostęp do podglądu działań operacyjnych policji poprzez relacjonujących całą akcję dziennikarzy. Wykorzystał do tego telewizor umieszczony w autobusie, dzięki czemu posiadał swobodny dostęp do informacji z zewnątrz. Doskonale wiedział, z której strony mogą nadejść policjanci, jaka jest ich liczba, struktura jednostek. Pojawia się kolejne pytanie: dlaczego nie zakłócono odbioru transmisji lub czemu na nią pozwolono? Być może nikt nie zdawał sobie sprawy z tego, że doprowadzi to do realnej dekonspiracji działań służb bezpieczeństwa.

Kontrola tłumu.

Akcja filipińskiej policji była obserwowana przez licznych świadków zdarzenia, którzy zostali dopuszczeni na tyle blisko, że jedna z osób odniosła rany w wyniku ostrzału zamachowca. Wśród policjantów nie było nikogo, kto kontrolowałby zgromadzony tłum. Ten powinien znajdować się przynajmniej 1.5 km od miejsca przeprowadzanych działań, ponieważ mniej więcej taki jest zasięg pocisku z karabinu M16, w który uzbrojony był porywacz.

Należy pamiętać o tym, że jeżeli postanawia się przeprowadzić szturm, mający na celu odbicie zakładników, powinien on być szybki i niewstrzymywany. Filipińscy policjanci kilkakrotnie próbowali dostać się do wnętrza pojazdu, czego ostatecznym wynikiem było zwiększenie się liczby ofiar porwania. Mówi się, iż z 8 zabitych tylko 2 osoby zostały zastrzelone przez porywacza.

Błędów całej akcji z pewnością można byłoby znaleźć dużo więcej. Jednak już te, które widać na pierwszy rzut oka dają wystarczająco dużo do myślenia i powinny być swoistą przestrogą dla innych policji, jak nie przeprowadzać akcji odbijania zakładników.

Maciej Pawłowski