Białoruska gospodarka – cud, którego nie ma…

Nie jest tak dobrze, jak głoszą białoruskie władze, ale nie jest też tak źle, jak wyobrażają to sobie przeciętni ludzie mieszkający w Polsce. Tym jednym zdaniem można by ocenić gospodarkę Białorusi. Do napisania tego tekstu zainspirowały mnie komentarze pana Piotra Badury do mojego tekstu dotyczącego Białorusi na portalu Polityka Globalna. Według pana Piotra, gospodarka białoruska odniosła sukces i niedługo prześcignie gospodarkę Polski. Istnieją dwie główne osie sporu, po pierwsze, czy Białoruś odniosła sukces gospodarczy, a po drugie, czy jest gospodarcza niezależna od Rosji. W obu przypadkach ja uważam, że nie, a pan Piotr odwrotnie. W dniu dzisiejszym zajmę się kwestią sukcesu gospodarczego.

Jedną z głównych tez pana Piotra brzmi: w 2020 roku przeciętny Białorusin będzie bogatszy od przeciętnego Polaka, a gospodarka białoruska w wysokości PKB per capita, przeskoczy polską, co będzie możliwe dzięki utrzymaniu wzrostu gospodarczego na poziomie z lat 2008-2009. „No po prostu okaz zdrowia ta białoruska gospodarka.” – podsumowuje.

Niskie bezrobocie?
Już na pierwszy rzut oka coś nie gra. Wszakże to studenci i pracownicy z Białorusi przyjeżdżają do Polski, często pracując poniżej swoich kwalifikacji. Byłoby to nielogiczne, biorąc pod uwagę, iż oficjalnie bezrobocie na Białorusi wynosi w granicach 1%. Dlaczego zatem Polacy nie szturmują Białorusi? Może to wina wrogiej propagandy?

Odpowiedzi są dwie – po pierwsze, na Białorusi, gdzie nie doszło do żadnych rewolucyjnych reform wolnorynkowych, istnieje nadal niewydolny system, w którym miejsc pracy jest za dużo. Identycznie było za czasów PRL-u w Polsce. Jedna pani liże znaczek, druga nakleja, a trzecia wysyła. Druga odpowiedź jest również prozaiczna – to są oficjalne, białoruskie dane. Były minister pracy, Aleksander Sasnou, szacował w 2006 roku, że realna stopa bezrobocia wynosi 3-4 razy więcej niż podaje się oficjalnie. Inni oceniają, że bezrobocie może być nawet wyższe (nie mniej niż 15%). Nagle rozwiązała się cała tajemnica sukcesu, a Białorusini, jeśli tylko mogą, wyjeżdżają za granicę pracować.

PKB i przeciętna miesięczna pensja
Założenie, że Białorusini do 2020 roku utrzymują 10% wzrostu gospodarczego jest naiwne. Nie tylko dlatego, że ten wzrost to znowu oficjalne dane. W 2009 roku miał miejsce spadek PKB o 0,2% (CIA Factbook, według innego źródła: -3,3%), w 2010 roku ponownie planowany jest wzrost. Tymczasem jednak, w swoich rozważaniach, mój polemista nie zwrócił uwagi na inflację, a mówienie o wzroście PKB bez inflacji, to jak kupowanie prawego buta bez lewego. Za rok 2009 wyniosła ona ponad 14% (dane Międzynarodowego Funduszu Walutowego), a w tym roku wynosić ma – według CIA Factbook – 12,5%. Rząd białoruski twierdzi, iż tegoroczna inflacja nie przekroczy 10%. Cóż im więc po wzroście PKB?

O sytuacji na Białorusi postanowiłem też zapytać jedną z moich koleżanek ze studiów, pochodzącą właśnie stamtąd Julię. Na pytanie o białoruski cud gospodarczy odpowiedziała, że o można o nim przeczytać co najwyżej „w bajkach”, a kryzys Białoruś jak najbardziej dotknął. W latach 2008-2009, o których pan Piotr z takim entuzjazmem opowiada, „dużo fabryk prawie nie pracowało. ludzie po prostu nie mieli pracy. wysyłano (ich – dop. PG)) na urlopy itd„. Dla przeciwwagi podkreśliła, że mają niezłą infrastrukturę i transport, a na ulicach jest czysto.

Jeżeli to jednak nie przekonuje, zapraszam do kolejnych liczb. Przeciętna miesięczna pensja na Białorusi wynosi 384,2 $, a sam Łukaszenka obiecuje mieszkańcom, że do końca 2010 roku, wzrośnie ona do 500 dolarów. W Polsce: 3231 zł (dane GUS), czyli około 1068 dolarów według kursu NBP. Zestawienie PKB per capita Białorusi i innych państw europejskich można znaleźć tutaj. W dodatku, 75-80% PKB Białorusi jest wytwarzane przez państwo, więc obywatele w potencjalnym wzroście wcale nie muszą partycypować.

Jak Białorusini odczuwają skutki tego „sukcesu”?
Niewątpliwie gdyby sytuacja gospodarcza Białorusi była tak korzystna, władze tego kraju nie zwróciłyby się do Unii Europejskiej z prośbą o pożyczkę i nie przymilały do Międzynarodowego Funduszu Walutowego o 2,5 miliarda dolarów, a przede wszystkim – nie wzięłyby 15 miliardów dolarów od Chińczyków, oferując w zamian znaczne udogodnienia inwestycyjne. Białorusini nie ufają swojej walucie, wolą „twardą”, taką jak euro czy dolar. Czy nie przypomina to czasów PRL-u? Białoruś dokonała również dewaluacji swojej waluty o 20%, zwyczajnie okradając swoje społeczeństwo. Miało to miejsca na przełomie, podobnież cudownych, lat 2008-2009.

A jak wygląda korupcja? Według Transparency International, jeśli chodzi o postrzeganie korupcji przez mieszkańców, zajmuje 139 miejsca na 180 krajów branych pod uwagę w zestawieniu. Zapraszam również do lektury położenia Białorusi wśród innych wskaźników...

Jeśli zaś chodzi o same życie na Białorusi, zachęcam do lektury depeszy Informacyjnej Agencji Radiowej z marca 2010 roku:

„Białoruś – podwyżki cen i obniżki pensji Niezależne białoruskie media alarmują, że na Białorusi wzrastają ceny podstawowych towarów, a pensje maleją. Najszybciej drożeją produkty spożywcze i odzież. Minimalnie, ale systematycznie wzrastają ceny usług komunalnych oraz opłaty za gaz. Według ocen niezależnych ekspertów, reformy wprowadzane przez białoruskie władze są minimalne i nie odpowiadają europejskim standardom. Niezależny portal Karta-97 zastanawia się, w czym tkwi przyczyna, że w Polsce średnia płaca kształtuje się na poziomie 1500 dolarów, a na Białorusi poniżej 340 dolarów. -„Czyżby Białorusini byli głupsi od Polaków, a może przyczyna tkwi w czymś innym” – zastanawiają się dziennikarze portalu. Tylko przez pierwsze dwa miesiące roku na Białorusi wzrosły od 15 do 20 procent opłaty za mieszkanie, ogrzewanie, wodę i prąd. Białorusini o kilkanaście procent więcej płacą za cukier, makarony, warzywa i owoce. Według agencji BiełaPAN, w wielu zakładach obniżono pensje lub wysłano pracowników na urlopy. Natomiast portal informacyjny TuT.by zapowiada zwolnienia w największych zakładach, produkujących traktory i autobusy. Eksperci twierdzą, że białoruska gospodarka nie wyjdzie z kryzysu, jeśli nie zostanie przynajmniej w części sprywatyzowana. Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Siekaj”

Panie Piotrze, skoro na Białorusi jest tak cudownie, to czemu pan tam nie wyjedzie na stałe i nie wesprze tamtejszego Produktu Krajowego Brutto?

W tym artykule specjalnie nie poruszyłem kwestii relacji białorusko-rosyjskich, gdyż zrobię to za kilka dni w osobnym tekście. Już dzisiaj zapraszam do jego lektury, bo będzie to nie tylko dalsza część polemiki, ale również niezbędne dzisiejszej publikacji, tłumaczące część problemów Białorusi. Rosjanie uważają, że gdyby nie subsydiowanie gospodarki białoruskiej przez ich państwo, Mińsk miałby nie tylko niższy wzrost, ale także spore kłopoty.

Warto też zaznaczyć, że powyższe dane wcale nie są katastrofalne, a gospodarka Białorusi „jako-tako” się trzyma – pokazują jedynie, iż o żadnym sukcesie gospodarczym nie ma mowy. Zauważyć zwłaszcza należy olbrzymie zmniejszenie się osób żyjących poniżej granicy ubóstwa – z 41,9% (2000 rok) do 10% (2010 rok). Gospodarcze relacje pomiędzy Polską, a Białorusią są całkiem niezłe. Opisuje je ambasada Białorusi w Warszawie nazywając, co jest ewidentną aluzją, pragmatycznymi. Inny artykuł traktujący o tej tematyce został napisany Andrzeja Zbuckiego. Autor podkreśla w nim zwiększające się obroty w stosunkach gospodarczych Białorusi z Unią Europejską.

Nie o wszystkim jednak naraz.