Strategia Petraeusa, a afgańska rzeczywistość

Nihil novi

Hamid Karzaj i David Petraeus podczas konferencji w Kabulu, kwiecień 2010 (AP Photo/Shah Marai, Pool)
Hamid Karzaj i David Petraeus podczas konferencji w Kabulu, kwiecień 2010 (AP Photo/Shah Marai, Pool)

Kwestia Afganistanu rozpala namiętności po obu stronach Atlantyku. Jak zakończyć militarną obecność w tym kraju a jednocześnie nie zdestabilizować całego regionu azjatyckich Bałkanów?

Takie i inne pytania zadaje sobie z pewnością administracja Baracka Obamy a w Polsce premier Donald Tusk i prezydent- elekt Bronisław Komorowski. W 2006 roku koszt utrzymania polskich sił ekspedycyjnych w Afganistanie wynosił 40 mln zł, by wraz z kolejnymi latami osiągać kwoty 115, 300 i wreszcie 680 mln zł w 2009 roku (podając za tvn24). Kraj nad Wisłą coraz dotkliwiej odczuwa obecność wojskową w prowincji Ghazni, zarówno finansowo jak i w daninie polskiej krwi a przecież stacjonuje tam tylko 2500 naszych żołnierzy. Tymczasem sytuacja 100 tysięcznych wojsk amerykańskich w Afganistanie cały czas się pogarsza a nowe plany dotyczące prowadzenia tego militarnego przedsięwzięcia nie istnieją. Senat USA desygnując na nowego dowódcę operacji afgańskiej generała Petraeusa włączył zielone światło strategii jego autorstwa wcielanej w życie w Iraku. Strategii pozornego sukcesu i powierzchownej stabilizacji.

Kontrolowanie obszaru

Paradoksalnie z braku alternatywy plany Petraeusa wcielał w życie także zdymisjonowany niedawno generał Stanley McChrystal. Zwiększenie liczebności amerykańskich sił zbrojnych do 100tys żołnierzy, szkolenie afgańskiej policji i wojska oraz „wielka” ofensywa wojsk NATO, którą skierowano na południe kraju służyła jednemu strategicznemu celowi: kontrolowaniu obszaru. Ten podstawowy wojskowy dogmat sprowadzający się w zasadzie do powszechnie znanego terminu „okupacja” ma w założeniach doprowadzić do rozciągnięcia realnej władzy Kabulu na penetrowane przez Talibów obszary. Budowa afgańskiego wojska i policji trwa w Afganistanie już przeszło dekadę, niepowodzenia tego procesu wynikają z braku kontroli nad obszarami nominalnie zarządzanymi z Kabulu. To kontrolowany obszar przekłada się na siłę i żywotność państwa, to państwowa domena dostarcza rekruta, żywność, zasoby i podatki. W obliczu etnicznego kotła (Pasztuni, Tadżycy, Hazarowie), który jest pozostałością po sowieckiej interwencji wojskowej i długotrwałej wojnie partyzanckiej tylko centralizacja i kontrola obszaru może wzmocnić prezydenta Karzaja i dać oddech Amerykanom. Przedstawiona powyżej teza ma swoje racje i rzutuje na polityczne decyzje Waszyngtonu takie jak podniesienie liczebności wojsk amerykańskich, apel o zwiększenie kontyngentów wojsk NATO, ofensywy które próbują zepchnąć Talibów na terytoria pakistańskie etc. Trzeba jednak postawić sprawę jasno- w najlepszym przypadku taka taktyka pozornie ustabilizuje Afganistan, by po wycofaniu zachodnich wojsk przekształcić go w Irak epoki Husajna. O konsolidacji wieloetnicznego państwa decyduje bowiem nie tylko kontrola obszaru, ale także spójna ideologia integrująca lub spajająca strachem ogół ludności. Po interwencji sowieckiej taką rolę przejęła wśród Afgańczyków religia. Czy Amerykanie mają dla niej jakąkolwiek alternatywę? W ich mniemaniu jest nią demokracja.

Demokracja w warunkach afgańskich

Demokracja to system, który nie łatwo narzucić pokonanej stronie. Owoce przeszczepionych idei demokratycznych na bliskim wschodzie zaskoczyłyby wielu komentatorów globalnej sceny politycznej. Demokracja może w patologicznej formie legitymizować fundamentalizm, ekstremizm i nacjonalizm. Społeczeństwa pozbawione tradycji republikańskich mogą dokonywać przecież legalnego wyboru frakcji antydemokratycznych, tu tkwi paradoks którego amerykańska administracja nie potrafi uchwycić. Najlepszym przykładem może być Irak, w którym doszło do pozornej stabilizacji dzięki wdrażanej strategii generałaPetraeusa, ale wyborczy wynik często wskazywał na radykalne stronnictwa, które bez obecności amerykanów zdestabilizowałyby państwo. Analogiczna sytuacja nastąpi w przyszłości także w Afganistanie, państwie które nie jest gotowe na przyjęcie demokracji tkwiąc w plemiennej strukturze społecznej. Skoro demokracja nie jest ideologicznym rozwiązaniem problemu militarnej obecności państw zachodnich w sercu Azji trzeba zadać sobie pytanie: jakie środki powinien przedsięwziąć prezydent Obama w Afganistanie?

Atrakcyjna ideologia

Znalezienie ideologii atrakcyjnej dla Afgańczyków napotyka na liczne problemy. Odmienna charakteryzacja poszczególnych grup etnicznych, średniowieczna struktura społeczna a nawet gospodarka nastawiona na produkcję maku uniemożliwia znalezienie złotego środka. Tylko sakralizacja ideologii może spoić terytoria Afganistanu. O ile czynnik religijny (islam) jest zdecydowanie wrogi Ameryce o tyle wariant monarchiczny, który funkcjonował już w realiach tego kraju można byłoby wziąć pod uwagę. Niestety na przeszkodzie stoi Karzaj i dotychczasowe aplikacje demokratyczne wdrażane przez USA w organizm państwa kabulskiego. Ze względów prestiżowych nie zdecydowano się także na dostosowanie demokracji do warunków afgańskich. Nie brano pod uwagę ograniczenia praw wyborczych dla kobiet (patriarchat afgański), związania instytucji demokratycznych z tradycją plemiennych dżirgów, oddania urzędów terytorialnych w ręce struktur rodowych silnie zakorzenionych na prowincji Afganistanu. Szkoda, taki ustrój sprzyjałby stabilizacji odmiennego kulturowo kraju jakim jest Afganistan a w przyszłości mógłby ewoluować w stronę zachodniej demokracji. Z pewnością ułatwiłby wycofanie sił amerykańskich z serca Azji i utrzymanie wpływów w tym rejonie (bądźcie grzeczni, bo wrócimy).

Rozwiązanie siłowe

Rozwiązania siłowe stosowano wielokrotnie w historii świata. Aparat represji, był zawsze elementem uzupełniającym kontrolowanie obszaru pokonanego państwa. Ze względu na charakter okupanta, którym są Stany Zjednoczone taki scenariusz nie wchodzi w grę. Charakter amerykańskiej mitologii akcentujący mesjańską rolę USA, które niesie światu pokój i demokrację uzupełnia się z wyborczymi obietnicami Obamy, który zdecydował o likwidacji więzienia Guantanamo. Ustrój i wartości państwa amerykańskiego uniemożliwiają mu działanie represyjne. Scedowanie takich działań na lokalnego kacyka jest również nie możliwe w obliczu antyamerykańskiego prezydenta Karzaja wybranego w oczach Zachodu w „demokratycznych” i „wolnych” wyborach przez naród Afgański. Amerykanie wpadli tym samym we własne sidła.

Wycofanie sił z Afganistanu

Natychmiastowe lub rozłożone w czasie wycofanie sił amerykańskich z Afganistanu bez uzyskania efektu lub pozorów stabilizacji (takich jak w Iraku) nie wchodzi w grę z oczywistych przyczyn. Ucierpiałby prestiż administracji prezydenta Obamy, region uległby destabilizacji i podporządkowaniu jednemu z kilku silnych ośrodków władzy w Azji. Konsekwencje takiej decyzji byłyby trudne do przewidzenia a ewentualne korzyści amerykańskie (finansowe, wojskowe) mogłyby okazać się niewystarczające w obliczu narastającego chaosu. Z drugiej strony USA odzyskałoby zdolność do prowadzenia wojny ekspedycyjnej a tym samym istotny środek nacisku na Iran, Koreę Północną etc. Administracja amerykańska powinna zatem rozważyć ryzyko wariantu „wietnamskiego”. Ameryka wzmocniłaby swoją Hard Power, która przy odrobinie rozsądku w przyszłości może podtrzymać jej dominację na światowej scenie politycznej. Partnerskie relacje Obamy z sojusznikami mogą stać się naturalnym przedłużeniem amerykańskiej siły militarnej. Być może utrata tego rejonu jest opłacalna dla USA? Czasem wielkie imperia muszą zrezygnować ze swoich zdobyczy i stracić nieco prestiżu, aby przegrupować siły. Cesarz rzymski Aurelian ewakuował prowincję Dację i dla podratowania prestiżu stworzył dwie inne o tej nazwie na rdzennym terytorium Cesarstwa. Propaganda sukcesu uspokoiła społeczeństwo a Rzym odzyskał siły. Czy prezydenta Obamę stać na podobny manewr?

Piotr A. Maciążek