Prezydent z Afganistanu

W Afganistanie odnaleziono bogate złoża minerałów: żelaza, miedzi, kobaltu, złota i przede wszystkim litu, z którego wytwarza się baterie i akumulatory. Zdaniem Jamesa Risena z „The New York Times” Afganistan ma szansę stać się jednym z największych ośrodków górniczych na świecie. Wartość odkrytych złóż szacuje się na trylion dol.

David Petraeus; źródło: Foreign Policy

W tle tych doniesień dochodzi do politycznych spekulacji. Dlaczego akurat teraz media podały tę informację? Zdaniem liberałów, wśród których prym wiedzie Webster Tarpley, amerykański rząd mógł wiedzieć o istnieniu bogatych złóż jeszcze przed atakiem na kierowany przez talibów Afganistan. Już ponoć Sowieci okupujący ten kraj w latach 80-tych, natknęli się na ogromne ilości metali uwięzionych pod ziemią. Bogactwo naturalne Afganistanu nie było zatem żadną tajemnicą. Czyżby więc rzekome odkrycie miało stanowić ekonomiczny argument do przedłużenia okupacji Afganistanu?

Jak utrzymuje Tarpley, odkrycie złóż ma być nie tylko pretekstem do pozostania w Afganistanie dłużej, to także skalkulowana na chłodno strategia wyborcza dowódcy wojsk amerykańskich w Afganistanie Davida Petraeusa. Wiele wskazuje na to, że Republikanie wystawią go do wyborów w 2012 roku. Generał Petraeus miałby mocną kartę przetargową, jeśli Obama nie zmieni kursu, w postaci porzucanego na pastwę talibów bogactwa, które zostało okupione krwią wielu amerykańskich żołnierzy. Każdy Republikanin pomyśli sobie: „Zaraz, zaraz, to po dekadzie wojny mamy tak po prostu zniknąć? Oddać Afgańczykom złoża warte trylion dolarów? Mało, że odsuneliśmy Talibów od włądzy? Coś nam się chyba należy!”. Taki argument mógłby wygrać Republikanom wybory w zawiedzionym rządami Obamy kraju.

Petraeus nie byłby pierwszym generałem, któremu udało się osiągnąć polityczny szczyt w Ameryce. Daleko mu jednak do klasy męża stanu jakim był generał Dwight Eisenhower. Neokonserwatyzm dowódcy wojsk amerykańskich w Afganistanie – zdaniem liberałów − skłania raczej do porównań z feldmarszałkiem von Hindenburgiem. Oby tylko konsekwencje polityczne (dojście Hitlera do władzy) nie były równie analogiczne.

Michał Gąsior