Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości: Kosowo legalnie niepodległe. Ale to tylko opinia doradcza!

źródło: http://www.crossed-flag-pins.com/

Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości wydał opinię doradczą w sprawie Kosowa i stwierdził w niej, iż ogłoszenie niepodległości nie było niezgodne z prawem międzynarodowym. „Wyrok” taki nie zostanie zaakceptowany przez Serbię. Zmieni się niewiele – spór o prawo do samostanowienia pozostanie, a Belgrad nie zmieni swojego stanowiska. Formalnie ta opinia doradcza nie będzie wiązać nawet MTS-u przy kolejnych orzeczeniach, chociaż w praktyce byłoby nonsensem, gdyby sędziowie sami sobie zaprzeczali.

Dlaczego o tym piszę? W polskich mediach podano nie tylko, że jest to wyrok, ale także, iż sprawę rozpatrywano na wniosek Serbii. Ponadto, przyjmując rozumowanie MTS-u, możemy pozwolić sobie na interesujące, teoretyczne rozważania.

Zacznijmy od początku. Nie jest to wyrok, a opinia doradcza. Wyrok wiąże strony, opinia doradcza nie, jedynie sugeruje, wskazuje proponowany sposób rozwiązania danej kwestii, jest głosem autorytetu w sprawie danego konfliktu itd. Jakby tego było mało, MTS wcale nie rozważał tej sprawy na wniosek Serbii, jak podają media (państwo nie ma prawa żądać opinii doradczej), a Zgromadzenia Ogólnego ONZ, do którego taką propozycję złożyła Serbia . Wbrew pozorom to istotna różnica, bo gdyby Serbia zgodziła się na jurysdykcję MTS-u w tej kwestii, co byłoby logiczne, gdyby złożyła wniosek bezpośrednio do Hagi, opinia doradcza byłaby wiążacym prawnie wyrokiem. To brzmi medialnie, że Serbia zgłosiła wniosek, przegrała „proces” i się nie zastosowała do „wyroku”, ale to byłaby po prostu nieprawda (i absurd prawny), dlatego postanowiłem to sprostować.

Serbowie nie wyciągną żadnych konkluzji ze wspomnianej opinii doradczej. Słusznie będą argumentować, iż orzeczenie MTS-u nie jest prawnie wiążące, a z drugiej strony, zwolennicy niepodległości Kosowa, słusznie będą posługiwać się jednym argumentem więcej, pomimo iż samo Kosowo członkiem ONZ, ani sygnatariuszem statutu MTS-u nie jest. W kwestii rozwiązania konfliktu nie ma jakiegokolwiek postępu, co nikogo nie powinno dziwić. Opinia doradcza, która byłaby odwrotnością tej obecnej, odniosłaby taki sam skutek, czyli niemal żaden.

Przyjmując linię Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości musimy jednocześnie zaakceptować, iż niemal każdy naród ma prawo do ogłoszenia swojej niepodległości i „nie jest to niezgodne z prawem międzynarodowym”. W ten sposób legitymizować swoje poczynania mogliby Abchazowie i Osetyjczycy wobec Gruzji, jak również Baskowie i Katalończycy wobec Hiszpanii, a przede wszystkim Kurdowie. Wspomnieć oczywiście można o dziesiątkach innych narodów. Tylko czekać aż kolejne z nich ogłoszą swoje deklaracje niepodległości.

W praktyce jednak funkcjonują dwie, zupełnie odmienne zasady. Prawo Kalego i prawo dżungli. Konsekwencje są następujące: w imię pierwszego z tych praw za „zgodne z prawem międzynarodowym” uznajemy samostanowienie naszych przyjaciół (np. Kosowo), a za „niezgodne” naszych wrogów (np. Abchazja, Osetia Południowa). Państwa w nawiasach z czystym sumieniem można między sobą zamienić. Drugie prawo również ocenia „zgodność”, ale post factum. Jeżeli dany naród wywalczył sobie powszechnie uznawaną niepodległość, to miał do tego prawo, a jeśli nie, to cóż, nie miał. Powyższe kryteria są brutalne, ale przynajmniej sprawdzają się w praktyce i są nieskomplikowane.

Spór o prawo do samostanowienia pozostaje nierozstrzygnięty. Politycy nie wypracowali precyzyjnych i stosowanych powszechnie zasad, co nie dziwi przy rozbieżności interesów poszczególnych państw. Zgodne postepowanie pozbawiłoby, zwłaszcza mocarstwa, możliwości rozgrywania swoich spraw. Serbowie kontroli nad Kosowem już nie odzyskają, ale prawnie nie zmieniają swojego stanowiska. Presję na Belgrad mogłaby wywierać Unia Europejska, gdyby nie fakt, że wśród jej członków też zdania są podzielone (22 z 27 państw uznaje Kosowo). Orzeczenie ciekawe, bo precedensowe, ale jestesmy w tym samym miejscu.

Patryk Gorgol