David Weigel i jego smutna historia

Jak się okazuje, posada blogera w Washington Post nie jest najłatwiejszą ani najstabilniejszą pracą pod słońcem. Przekonał się o tym David Weigel, jeden z najlepiej zapowiadających się dziennikarzy młodego pokolenia w USA.

David Weigel, były już bloger The Washington Post (Źródło: Flickr: ethorson)
David Weigel, były już bloger The Washington Post (Źródło: Flickr: ethorson)

Weigel przeniósł się do Washington Post w tym roku. Wcześniej pisał dla mniej znaczących publikacji m.in. dla libertariańskiego miesięcznika Reason Magazine i lekko lewicowego Washington Independent. Weigel specjalizował się w opisywaniu amerykańskiej prawicy – i jako reporter oraz bloger należał do najlepszych w swoim fachu. Jego przejście do Washington Post potraktowano jako sygnał, że ta gazeta otwiera się powoli na nowe media, i że zmierza w kierunku ożywienia swojego serwisu – który coraz wyraźniej przegrywa z POLITICO czy Huffington Post.

I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że Weigel – mimo że specjalizuje się w opisywaniu tego co dzieje się na prawicy, nie jest wcale konserwatystą – jego poglądy najlepiej określić jako “skomplikowane” lub “lewicowo-libertariańskie”. Weigel należał do zamkniętej, liczącej 400 osób grupy dyskusyjnej “Journolist” skupiającej lewicowych blogerów, dziennikarzy, publicystów, naukowców. Journolist powstała z inicjatywy innego blogera Washington Post, Ezry Kleina w 2007 roku. I to własnie na Journolist Weigel napisał – myślać że to co napisze pozostanie prywatne – kilkanaście maili, które zniszczyły jego karierę. Maile te dostały się pod koniec czerwca w ręce blogera zajmującego się medialnymi plotkami bloga Fishbowl DC, a ich druga partia – w ręce dziennikarza z konserwatywnej wersji POLITICO czyli Daily Caller.

W mailach tych Weigel okazywał niechęć – eufemistycznie rzecz ujmując – do konserwatystów. Matt Drugde powinien podpalić się, żeby na świecie było lepiej. Zwolennicy Rona Paula to debile. I tak dalej. Weigel złożył rezygnacje wkrótce po tym jak te maile zostały opublikowane. Jego rezygnacja została szybko przyjęta.

Sprawa ta pokazuje dwie rzeczy. Po pierwsze, nic w internecie nie jest prywatne. Żadne zamknięte i ekskluzywne listy dyskusyjne, fora itd nie obronią przed wyciekiem informacji. Weigel popełnił ogromny błąd, w ten sposób wyrażają się na “Journolist” o ludziach o których pisał. Ten błąd kosztował go posadę w Washington Post i być może zakończył jego reporterską karierę.

Po drugie, Washington Post nie do końca przemyślał zatrudnienie Weigla. On nie był konserwatystą piszącym o konserwatystach a jego poglądy mieszały się na blogu z opiniami i komentarzami. Nie ma nic złego w posiadaniu punktu widzenia – ale Post ma ścisłe zasady dotyczące tego co może a czego nie może robić i pisać reporter. Weigel się w tych zasadach nie mieścił. Szkoda tylko, że jego upadek nastąpił w tak złym stylu.

Michał Kolanko