Anioł z Auschwitz

Na ochotnika zgłosiła się do służby w najgorszym obozie koncentracyjnym. Chciała sprawdzić, czy historie, które o nim słyszała są prawdziwe. Rzeczywistość Auschwitz przerosła jej najgorsze wyobrażenia.

Brama w obozie Auschwitz

Maria Stromberger urodziła się w marcu 1898 roku w austriackiej Karyntii. Po ukończeniu szkół rozpoczęła pracę jako pielęgniarka. Najpierw pracowała w szpitalu w Bregenz, a po wybuchu wojny przeniosła się do Heidelbergu. Stamtąd w lipcu 1942 roku oddelegowano ją do pracy w szpitalu zakaźnym w Chorzowie. Pewnego dnia do szpitala przyjęto dwóch pacjentów z objawami duru plamistego. Ich stan był bardzo zły. Nocami majaczyli w gorączce wyrzucając z siebie urywane zdania, które wkrótce zaczęły układać się w przerażającą opowieść. Obaj byli bowiem więźniami Auschwitz, zwolnionymi z obozu wskutek choroby.

Kiedy przesilenie duru minęło, Maria zaczęła z nimi rozmawiać. Rzeczy, których się od nich dowiedziała zjeżyły jej włosy na głowie. Postanowiła, że zgłosi się na ochotnika do obozu w Oświecimiu, by przekonać się osobiście, czy te niewiarygodne opowieści są prawdziwe. Po wstępnej rozmowie w Urzędzie Zdrowia w Katowicach zameldowała się w komendanturze obozu w Auschwitz. Referencje miała znakomite, więc przyjęto ją bez problemów. Została Oberschwester – siostrą przełożoną w lazarecie dla SS-manów.

Pierwszy szok przeżyła krótko po rozpoczęciu pracy. Na jej oczach jeden z więźniów popełnił samobójstwo rzucając się na druty elektryczne okalające obóz. Widok ciała wstrząsanego prądem i strażników strzelających doń z wieżyczki, utkwił jej w pamięci do końca życia. „Pojście na druty” było dość popularną formą popełniania samobójstwa przez więźniów Auschwitz. Taki widok nikogo tam nie dziwił. Dla Marii był to olbrzymi wstrząs.

Pod wpływem tego wydarzenia zaczęła rozmawiać z więźniami, co było równoznaczne ze złamaniem obowiazującego ją regulaminu obozowego. Przed podjęciem pracy powiedziano jej, że wszystko, co zobaczy w obozie stanowi tajemnicę państwową, której ujawnienie karane jest śmiercią. Musiała podpisać zobowiązanie dotrzymania tej tajemnicy i przestrzegania regulaminu, który m.in. zakazywał jej jakiegokolwiek kontaktu z więźniami.

Z czasem zaczęła pomagać więźniom, dostarczając im dodatkowe porcje jedzenia oraz leki, które wykradała z obozowej apteki. Jej życzliwość w stosunku do nich zwróciła w końcu uwagę SS-manów. Szczególnie uwziął się na nią sudecki Niemiec – SS-man Kaulfuss. Wskutek jego donosów naczelny lekarz garnizonu udzielił jej nagany i przestrzegł przed „zbyt ludzkim traktowaniem więźniów”. Kaulfuss od tej pory śledził jej każdy krok. W końcu Maria postanowiła pokonać go jego własną bronią. Złożyła na niego donos, jakoby w pijackim widzie zniszczył portret Himmlera. Kaulfuss był nałogowym alkoholikiem, a po wódce często rwał mu się film…

Maria Stromberger

SS-man przestraszył się nie na żarty, bowiem za coś takiego groziło mu wysłanie na front wschodni. Po tym wydarzeniu zostawił Marię w spokoju. Ona zaś zintensyfikowała swoje wysiłki na rzecz pomocy więźniom. Wkrótce stała się rzecz niezwykła. Z Marią Stromberger skontaktował się obozowy ruch oporu z propozycją współpracy. Zgodziła się. Została łączniczką między Obozową Grupą Oporu, a Polską Podziemną. Wynosiła na zewnątrz dane o liczebności załogi, jej uzbrojeniu, nazwiska zbrodniarzy i informacje o więźniach. Polski ruch oporu przekazywał te dane na Zachód, gdzie trafiały na biurka polityków, a także do rozgłośni BBC, która ogłaszała je całemu światu. Na teren obozu Maria przemycała lekarstwa, broń, materiały wybuchowe, a także trucizny, w które ruch oporu wyposażał uczestników ucieczek oraz używał do wykonywania wyroków na konfidentach. Kontaktowała się z oficerami Podziemia podczas częstych wyjazdów służbowych do Chorzowa i Katowic.

Pod koniec 1944 roku Maria Stromberger została przeniesiona do Berlina, a potem do Pragi. Przed opuszczeniem obozu udało jej się wykraść księgi ze spisami więźniów. Kiedy wojna się skończyła trafiła do polskiego więzienia oskarżona o zabijanie ludzi zastrzykami fenolu. Wskutek protestów byłych więźniów Auschwitz wypuszczono ją. Była świadkiem oskarżenia na procesie komendanta Auschwitz Rudolfa Hoessa. Po wojnie kilkakrotnie odwiedzała Polskę na zaproszenie byłych więźniów. Zmarła w maju 1957 roku w Bregenz w Austrii. Za swoją działalność w Auschwitz nigdy nie otrzymała żadnych odznaczeń, czy wyróżnień.

Mateusz „Bishop” Biskup

  • joanna

    Nie wierzę w to. Byłam jako uczennica liceum 2 razy w Oświęcimiu w obozie, w czasie gdy pzewodniczkami były byłe więźniarki i nigdy nie powiedziały dobrego słowa o Niemcach. W obozie tym była też siostra mojej chrzestnej, ale też nigdy nie mówiła o litościwych Niemcach, natomiast kilkakrotnie opowiadała o ss-mance i cygańskim chłopczyku, z którym się bawiła, dawała mu słodycze, … i wszyscy uważali, że ona go kocha i uratuje. Gdy z grupą inych więźniów szedł do gazu „nie zadrgała jej nawet powieka”.