Zwiastun saudyjskiej apokalipsy

Saudyjski książę Turki bin Abdul Aziz Al Saud ostrzegł rodzinę królewską, aby samodzielnie zrzekła się władzy nim zrobi to za nią rozwścieczony lud, bądź przewrót wojskowy. Przebywający od lat na banicji w Kairze książę, przewiduje, że saudyjską monarchię czeka taki sam koniec, jaki spotkał Saddama Husajna w Iraku, czy szacha Mohammada Rezę Pahlawiego w Iranie.

Saudyjscy żołnierze, źródło: france24.com

Arabia Saudyjska jest islamską monarchą absolutną, którą rządzi król i premier w jednej osobie. Nie posiada pisanej konstytucji gwarantującej prawa obywatelskie, a jej kodeksy cywilne oparte są na szariacie. Islam nie uznaje podziału życia na sfery: świecką i religijną, wobec czego przestrzeganie prawa gwarantują sądy religijne, a dominującą doktryną państwową jest wahhabizm – fundamentalna odmiana religii Mahometa.

Książę Turki bin Abdul Aziz Al Saud jest członkiem powstałego w latach 50-tych ugrupowania Wolnych Książąt. Ugrupowanie do dziś domaga się pisanej konstytucji i zwiększenia praw obywatelskich. W odpowiedzi na żądania ruchu, sprawujący władzę w latach 1964-1975 król Faisal wygnał członków Wolnych Książąt do Egiptu. Część z nich powróciła do Arabii Saudyjskiej w zamian za obietnicę złagodzenia krytyki władz.

Turki bin Abdul Aziz Al Saud pozostał w Kairze i nie odszedł od pierwotnych postulatów ugrupowania Wolnych Książąt. Dziś zauważa, że saudyjska rodzina królewska nie jest już w stanie narzucać się obywatelom, a odstępstwo od wiary, na którym zbudowano fundamenty państwa Saudów, wymknęło się spod kontroli rządu, co wzmaga reakcje odśrodkowe. Saudyjczycy mają już dość władzy, która kontroluje każdy ich aspekt życia i ogranicza wolności.

Książę Turki radzi członkom królewskiej familii, aby opuścili prędko swój kraj. „Im szybciej tym lepiej, dopóki macie pieniądze, które pozwolą Wam żyć w każdym miejscu na ziemi: od Szwajcarii przez Kanadę po Australię” – przekonuje książę Turki. Czas ponoć nagli. Żadne informacje dotyczące planowanego przewrotu nie są znane, ale książę tłumaczy: „Nikt nie zaatakuje nas z zewnątrz, a jedyne niebezpieczeństwo, którego powinniśmy się obawiać, to nasze własne siły zbrojne”.

Książę Turki jest członkiem rodziny Saudów, do której zwraca się z prośbą opuszczenia kraju. Można mieć wobec tego wątpliwości, czy intencje księcia są jedynie troską o krewnych, czy próbą przejęcia władzy wobec ich ewentualnej emigracji.

Choć Saudyjczycy mogą rzeczywiście pragnąć większych swobód, trudno brać za pewnik ostrzeżenia księcia, który żyje poza ojczyzną, i którego zwiększenie praw obywatelskich pozostaje raczej pobożnym życzeniem niż obietnicą. Ruch Wolnych Książąt oraz innych zwolenników reform jest zbyt słaby, aby mieć realne szanse powodzenia. O wiele silniejszy ruch Zielonej Rewolucji w Iranie zszedł do podziemia i męczy się w defensywie przeciwko twardogłowym fundamentalistom, zmieniającym powoli kraj w wojskową juntę. Nie ma pewności, że to samo czeka Arabię Saudyjską, ale ewentualny przewrót wojskowy jest o wiele bardziej prawdopodobny niż pospolite ruszenie. Nie ma się co łudzić, wojskowi – o ile przejmą władzę – nie zreformują kraju na modłę liberalną.

Wojskowe przewroty prawie zawsze niosą ze sobą znamiona nacjonalizmu. Można więc zakładać, że zmiana rządów w kolebce islamu, zmieniłaby również układ sił na Bliskim Wschodzie, a Stany Zjednoczone utraciłyby cennego sojusznika w tym rejonie, nie bez podstaw nazywanym Globalnymi Bałkanami. Walka o wpływy toczyłaby się wówczas między dwiema juntami: irańską i saudyjską oraz przy pogrążonym w panice i zbrojącym się na potęgę Izraelu. Pewne jest, że koń trojański Arabii Saudyjskiej drzemie gdzieś w jej sercu; nie wiadomo jednak kiedy i czy w ogóle się przebudzi.