USA: w morzu nienawiści

Płonące krzyże, swastyki i flagi konfederacji to ciemna strona współczesnych Stanów Zjednoczonych. Kraju, w którym „amerykański sen” dla niektórych z dnia na dzień zamienia się w koszmar, a cztery proste litery – WASP, nadal pozwalają dzielić społeczeństwo na swoich i obcych.

USA mają - niestety - długą tradycję segregacji rasowej. Na zdjęciu marsz rasistowskiej organizacji Ku Klux Klan w Waszyngtonie w roku 1925. (Źródło: interwaryears.8m.net)
USA mają - niestety - długą tradycję segregacji rasowej. Na zdjęciu marsz rasistowskiej organizacji Ku Klux Klan w Waszyngtonie w roku 1925. (Źródło: interwaryears.8m.net)

Przesadą byłoby stwierdzenie, że historia Stanów Zjednoczonych Ameryki to historia nienawiści. Ideały wolności, równości i prawa do szczęścia po ponad dwustu latach nadal żywo tkwią w świadomości przeciętnych obywateli. Jednakże zrodzona dzięki krwawej rewolucji republika nigdy tak do końca nie była ostoją wewnętrznego spokoju. Począwszy od 1791 r., gdy podwyższenie podatku od produkcji whiskey zapoczątkowało masowe wystąpienia przeciwko rządowi federalnemu, poprzez wiek XIX, naznaczony prześladowaniami niewolników i imigrantów, Stany Zjednoczone od zawsze toczył rak nienawiści. Zarówno w przeszłości jak i obecnie przybiera on postać organizacji kryjących się pod różnymi nazwami, ale mających jeden wspólny cel – zniszczyć każdego, kto zostanie uznany za wroga i podtrzymać mit „prawdziwego, czystej krwi Amerykanina”. Współcześnie, gdy krajem wstrząsnął najgłębszy od czasów Wielkiej Depresji kryzys, a prezydentem został pierwszy w historii kraju Afroamerykanin, przed amerykańską administracją pojawił się kolejny problem. Według tegorocznego raportu Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego Stanom Zjednoczonym zagraża atak ze strony własnych obywateli zrzeszonych w formacjach określanych mianem „hate groups”, czyli grup nawołujących do nienawiści.

California Dreaming

Southern Poverty Law Center, organizacja zajmująca się rejestrowaniem działalności o charakterze dyskryminacyjnym, szacuje, iż w 2008 roku na terytorium Stanów Zjednoczonych funkcjonowało 926 organizacji odwołujących się do nienawiści (rasowej, religijnej, etnicznej, skierowanej wobec mniejszości seksualnych itp.), co stanowi ponad 50-procentowy wzrost w porównaniu z 2000 r. Trudno jest stwierdzić, ilu członków liczą poszczególne grupy, ale uważa się, iż liczba ta łącznie przekracza 150 tys. Spośród pięćdziesięciu stanów jedynie na terytorium Alaski i Hawajów nie zarejestrowano tego typu formacji. Niewątpliwie ma to związek z faktem, iż ostatni z wymienionych stanów w znacznej mierze zamieszkiwany jest przez ludność pochodzenia azjatyckiego (41%), którą charakteryzuje wysoki szacunek dla prawa oraz dość silna odporność na różne formy degeneracji, co potwierdzają policyjne statystyki. Wynika z nich, iż Azjaci odpowiedzialni są za niecały 1% przestępstw dokonywanych na tle nienawiści. Podobnie niską skalę wykroczeń notuje się wśród rdzennych mieszkańców Alaski, co zapewne sprawia, iż hasła nawołujące do występowania przeciwko określonym grupom społecznym nie znajdują tam znacznego poparcia.

Tradycyjnie skupiskiem radykalnych formacji pozostaje Południe Stanów Zjednoczonych, pod tym względem obszar niezwykle „zasłużony” w historii kraju. Stanem w którym zanotowano drugą co do wielkości liczbę niebezpiecznych ugrupowań (66) jest Teksas. Na kolejnej pozycji uplasowała się Floryda będąca centrum aktywności 56 formacji. Któż zatem zasłużył na złoty medal? Niektórych zapewne zaskoczy fakt, iż największą aktywność grup szerzących nienawiść odnotowuje się w Kalifornii, stanie funkcjonującym w powszechnej świadomości jako miejsce, w którym spełnia się osławiony „amerykański sen o wolności”. To idylliczne wyobrażenie psuje obecność ponad osiemdziesięciu organizacji, których nazwy (Volksfront, Zjednoczone Stowarzyszenie Aryjskich Skinheadów, Aryjska Milicja, Biała Rewolucja) mogą przyprawić o ból głowy niejednego bojownika o równouprawnienie. O tym, iż kalifornijski liberalizm (i poczucie humoru) nie sięga dalej niż wybór na gubernatora światowej sławy aktora filmów akcji świadczy chociażby ponowne wprowadzenie zakazu małżeństw homoseksualnych jesienią 2008 r. Po tym, jak w maju tegoż roku stanowe mniejszości seksualne wywalczyły sobie prawo do zawierania takich związków. Na chwilę obecną małżeństwa osób tej samej płci dozwolone są w pięciu stanach: Massachusetts, Connecticut, Iowa, Vermont i Maine. Stany te, poza bliskim położeniem (z wyjątkiem stanu Iowa), łączy niska aktywność na tle nienawiści.

Ku Klux Klan ma się dobrze

Spróbujmy dokonać pobieżnego przeglądu amerykańskich „hate groups”. Ku Klux Klan ze swoją długą historią przemocy jest najstarszą amerykańską organizacją siejącą nienawiść rasową. Powstał w okresie powojennej Rekonstrukcji (1865) i mimo iż początkowo niósł pomoc wdowom i sierotom po zabitych żołnierzach Konfederacji, szybko przekształcił się w ugrupowanie walczące o utrzymanie supremacji białych w USA i dążące do ograniczenia praw Afroamerykanów, katolików (mimo iż jego członkowie uważali się za stowarzyszenie chrześcijańskie) i Żydów. Pomimo formalnego rozwiązania w 1877 r. Ku Klux Klan odrodził się z inicjatywy fanatycznego kaznodziei Williama J. Simmonsa w 1915 r. i dzięki organizacji na wzór tajnego stowarzyszenia oraz otaczającej przedsięwzięcie aurze mistycyzmu przyciągnął wielu nowych członków (4-5 mln). Lincze, morderstwa, podpalenia, w tym charakterystyczne palenie krzyży oraz zamachy bombowe, to stały repertuar w działalności klanu. Mimo iż jego aktywność od lat 70. pod tym względem osłabła, szacuje się, iż współcześnie organizacja liczy 5-8 tys. członków skupionych w 186 ugrupowaniach tworzących łącznie Ku Klux Klan. Jego szczególnie silną obecność notuje się w stanach Tennessee, Texas, Alabama i Missisipi.

Szczególnie na Południu Stanów Zjednoczonych żywe pozostają także idee neokonfederackie, które wciela w życie m.in. formacja o nazwie Liga Południa założona w 1994 r. (kontynuująca myśl XIX-wiecznej Ligi Zjednoczonych Południowców). Licząca ok. 9 tys. członków organizacja w swej działalności podkreśla wyższość tradycji Południa, a jej priorytet to emancypacja tego regionu i przekształcenie go w niezależną republikę. Liga przeciwna jest także wszelkim mniejszościom, których obecność według jej członków przyczynia się do niszczenia tradycyjnej tożsamości mieszkańców Południa, symbolizowanej przez skrót WASP (White Anglo Saxon Protesant). Potępia również małżeństwa mieszane pod względem rasowym.

Swoją cegiełkę do muru nienawiści dokładają neonaziści skupieni w blisko 200 ugrupowaniach dążących tradycyjnie do rozbicia żydowskiego spisku, mającego na celu przejęcie całkowitej kontroli nad Stanami Zjednoczonymi, a następnie nad resztą świata. Z racji swych poglądów nie darzą oni szczególną sympatią wszelkich mniejszości, a bardziej radykalni członkowie wzywają do utworzenia państwa faszystowskiego, co przynajmniej na dzień dzisiejszy nie wydaje się realną perspektywą.

Mapę nienawiści uzupełnia ruch spod znaku „Chrześcijańskiej Tożsamości”. Jego członkowie wiedzeni religijnym objawieniem twierdzą, iż Żydzi wcale nie są narodem wybranym przez Boga, gdyż biologicznie są oni potomkami Szatana. Najbardziej radykalne hasła głoszą, iż Chrystus nie powróci na Ziemię dopóki mieszkańcy Izraela nie zostaną starci z jej powierzchni. W ostatnich latach na skutek braku centralnego przywództwa i różnic w doktrynie, ruch ten uległ osłabieniu, lecz głoszone przezeń treści nadal rozpalają serca i umysły „prawdziwych Amerykanów”.

Z wojny na wojnę

Sytuacja w jakiej znalazły się obecnie Stany Zjednoczone stanowić może silny impuls, który ożywi grupy nienawiści dotychczas pozostające w uśpieniu lub przyczyni się do intensyfikacji działań ugrupowań już istniejących. Zła sytuacja ekonomiczna potęgowana przez upadki wielkich przedsiębiorstw dających zatrudnienie setkom tysięcy osób (w czerwcu 2008 r. zbankrutował koncern General Motors), nowy gospodarz Białego Domu, który niekoniecznie wzbudza zaufanie konserwatywnych Amerykanów oraz licznie powracający z Iraku kombatanci – to mieszanka wybuchowa, która niejednego męża stanu przyprawiłaby o ból głowy. Połączenie kryzysu ekonomicznego z frustracją powracających z frontu żołnierzy nie wróży najlepiej na przyszłość, a dowodów na to, dostarczają nam faszystowskie Włochy czy nazistowska III Resza. Zwiększona pobudliwość psychiczna, stany lękowe, depresja i zespół stresu pourazowego, to tylko niektóre z długiej listy chorób, którymi zagrożone są osoby przebywające w strefie walk, czyli np. w Iraku lub Afganistanie. Stanowią one wymarzoną wręcz bazę rekrutów dla grup nienawiści, które obiecują, że poczucie pustki towarzyszące wielu kombatantom zamienią w satysfakcję z uczestnictwa w wielkiej krucjacie przeciwko wrogom narodu amerykańskiego.

Wuj Sam nie może porządkować świata, mając problemy na własnym podwórku. Nawet jeśli obecna sytuacja nie stanowi bezpośredniego zagrożenia dla bezpieczeństwa wewnętrznego kraju, konieczne jest zachowanie czujności. Czasami drugorzędne na pozór zajścia mogą mieć daleko idące konsekwencje. Może zastraszanie niektórych grup społecznych, akty wandalizmu i głoszenie nietolerancyjnych haseł nie podważa pozycji Stanów Zjednoczonych na scenie międzynarodowej. Co jednak z zaufaniem obywateli, którym amerykański rząd zagwarantował prawa do wolności, równości i poszukiwania szczęścia? W końcu dobry Amerykanin to nie to samo co biały protestancki Amerykanin.

Justyna Maciejczak (artykuł pochodzi z 4 numeru pisma Notabene!)