Mecz o Afrykę

Wkrótce rozpoczną się pierwsze w historii Mistrzostwa Świata na Czarnym Lądzie. Czy Mundial zmieni Afrykę na lepsze? Jak Republika Południowej Afryki radzi sobie z niesportowymi wyzwaniami, którym musi stawić czoła?

11 czerwca mecz gospodarzy z reprezentacją Meksyku zainauguruje rozgrywki. Przez najbliższy miesiąc RPA będzie na ustach wszystkich. W dużej mierze od tego jak poradzi sobie z organizacją turnieju, zależeć będzie jej postrzeganie przez globalną opinię publiczną. To ogromna szansa zarówno dla południowoafrykańskiego kraju, jak i dla całego kontynentu. Dotąd kraj kojarzony przeważnie z terminem „apartheid”, może nagle stać się synonimem sukcesu, udanej transformacji politycznej. Jest to szczególnie ważne dla tego państwa, które stara się przecież o pozyskanie statusu mocarstwa. Z pozoru wydawać by się mogło, że droga ku temu stoi otworem. Piętnowany szczególnie w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku kraj odbył długą drogę ku poprawie swych notowań w oczach świata. Demontaż rasistowskiego systemu, wyrzeczenie się broni nuklearnej, wreszcie przyznanie organizacji Mundialu, które może być postrzegane jako znak, że świat jest gotowy na swoisty powrót „syna marnotrawnego”, zdają się być czynnikami sprzyjającymi aspiracjom. W RPA nie wszystko jednak jest takie tęczowe.

Piłka jest okrągła

Na dwa i pół miesiąca przed rozpoczęciem Mistrzostw Świata pewne było tylko jedno – zdążono uporać się z budową lub renowacją 10 aren, na których odbywać się będą zawody. Kryzys, który dotknął również RPA, dzięki pomocy rządu nie zniweczył sektora budowlanego. Wraz z radością z nowych stadionów pojawiły się również wątpliwości. Już w marcu odnotowano protest niepełnosprawnych, którzy zebrawszy się przed siedzibą Federacji Piłkarskiej w Johannesburgu dawali upust swemu niezadowoleniu z faktu, że obiekty nie zostały przystosowane do ich potrzeb. Problemy narastały. W kwietniu organizatorzy ogłosili, iż do sprzedania pozostało im wciąż pół miliona biletów. Wiąże się to ze złym sposobem dystrybucji – do tej pory bilety dostępne były w Internecie, do którego dostęp ma jedynie około 5 milionów obywateli. Od 15 kwietnia dostępne są powszechnie, dla kibiców z każdego zakątka globu. Strach przed pustymi trybunami jest jednak dość dobrze uzasadniony.

Najzacieklejsi nawet fani mogą się obawiać przyjazdu do Południowej Afryki. Szacuje się bowiem, że pomimo względnego pokoju, w kraju z powodu zabójstw ginie dziennie około 50 osób. Problem bezpieczeństwa nie ogranicza się jedynie do morderstw tak powszechnych w RPA. Wszyscy pamiętają także tegoroczny Puchar Narodów Afryki, który odbywał się w Angoli. 8 stycznia reprezentacja Togo zmierzająca na turniej została zaatakowana przez, jak się później okazało, Front Wyzwolenia Enklawy Kabinda. Choć celem ataku rzekomo byli nie zawodnicy, a konwojujące ich siły angolskie, śmierć poniosło 3 członków ekipy Togo, a kilku zostało rannych. Temperaturę podniosła Al-Kaida, której odłam zapowiedział, że mecz Anglia – Stany Zjednoczone, który będzie odbywał się na Mundialu jest doskonałym pretekstem do zamachu, a terroryści wykorzystają materiały nie wykrywalne przez siły bezpieczeństwa.

Impreza sportowa takich rozmiarów jak Mistrzostwa Świata w piłce nożnej wymaga szczególnych środków bezpieczeństwa. Uruchomiony przez władze program ćwiczeń fizycznych może okazać się nie wystarczający do tego, aby przechytrzyć terrorystów. W tej sytuacji powstaje więc pytanie czy policja i inne siły porządkowe RPA sprostają tak wysokim wymaganiom, które nie pozostawiają nawet marginesu dla błędu. Na odpowiedź będziemy musieli poczekać zapewne do końca mistrzostw. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że Pretoria jest świadoma, iż aby wygrać swój mecz o uznanie na arenie międzynarodowej, nie może pozwolić sobie na tragedię.

Demony nie śpią

Republika Południowej Afryki wydaje się być państwem, które poradziło sobie z własną przeszłością i w pokojowy sposób dąży do budowy demokracji, poprawy sytuacji obywateli i zgłasza aspiracje do uznania ją za mocarstwo. Ten sielankowy obraz nie do końca jest prawdziwy. Faktem mało znanym światowej opinii publicznej jest to, iż od końca ery apartheidu w kraju zginęło, jak podają media, około trzech tysięcy białych farmerów. Jak pisałem wyżej, dziennie mordowanych jest około 50 osób, z których większość stanowią obywatele ciemnoskórzy. Wśród ludności białej pojawiają się pewne obawy, iż system dąży do jednopartyjności a tym samym do autorytaryzmu, gdyż nieprzerwanie od 1994 roku władzę sprawuje Afrykański Kongres Narodowy.

Frustracja ciągle narasta, a napięcie eskalowało po zabójstwie Terreblanche’a, które miało miejsce 3 kwietnia bieżącego roku. Eugene Terreblanche był skrajnie prawicowym działaczem, grającym w polityce kartą rasistowską, oskarżanym niejednokrotnie o maltretowanie swych czarnoskórych pracowników. Choć motywem zbrodni miało być nieporozumienie co do wynagrodzenia, jakie miał wypłacić swym robotnikom, sprawę łączy się oczywiście także z tłem rasowym. Polityk został zakatowany między innymi maczetą, a sprawcy zaskoczyli go we śnie. Chociaż wielu czarnoskórych twierdzi, że swoim postępowaniem i rasistowskimi wypowiedziami zasłużył sobie na taką śmierć, wśród białych podniósł się krzyk, iż role zaczynają się odwracać i teraz oni będą prześladowani przez czarnoskórą większość. Istniała obawa, iż konflikt, który wydawał się być zakończony, odżyje na nowo, niektórzy bali się nawet wybuchu wojny domowej. Władze RPA zachowały się jednak bardzo dojrzale, uspokajając nastroje i składając kondolencje rodzinie zamordowanego, pomimo tak skrajnych różnić poglądów. Rząd utrzymywał, iż zabójstwo miało podłoże kryminalne, jednak prezydent Zuma zdecydował się zakomunikować o tym obywatelom wygłaszając orędzie, co może świadczyć o powadze sytuacji. Również radykalna, czarna partia Organizacja Ludów Azanii, wyraziła ubolewanie z powodu morderstwa, pomimo iż podkreśliła, że w ten sam sposób Terreblanche rozprawiał się z czarnymi robotnikami.

Świat zajęty do tej pory nowym układem nuklearnym pomiędzy USA a Rosją, spojrzał z niepokojem w kierunku Przylądka Dobrej Nadziei. Eskalacji konfliktu udało się uniknąć. Pozostaje jednak obawa, że ten względny pokój w RPA jest tylko kwestią czasu. Skoro istnieją takie różnice między obywatelami, jeżeli dziennie dochodzi do tylu morderstw, jak długo rząd w sposób pokojowy będzie w stanie utrzymać w państwie porządek? Rząd, który ma również własne problemy i ściera się z krytyką ze wszystkich stron.

Po prostu Zuma

PKB Republiki Południowej Afryki jest dość pokaźne. Gdy jednak przeanalizujemy ten wskaźnik pod kątem jednego mieszkańca sytuacja rysuje się w mniej kolorowych barwach. W ogromnie podzielonym społeczeństwie południowoafrykańskim udało się wprawdzie wytworzyć zalążek czarnej klasy średniej, co jest niemałym sukcesem. Wiele jednak musi być jeszcze zrobione, aby z dystrybucji dochodu narodowego czerpało jak najwięcej obywateli. Ponadto niemal każdy rząd RPA krytykowany jest za niewystarczające działania w kierunku zmniejszenia epidemii HIV/AIDS na terenie państwa, które wg The World Factbook ( dane z 2007 r.) posiada największą na globie śmiertelność z powodu tych chorób. Sprawa ta szczególnie dotyka prezydenta Zumy, który zdaje się dzielić zainteresowania (i nie o golf tu chodzi) z Tigerem Woodsem, co wytykają mu parlamentarzyści. Poligamia, której prezydent broni na każdym kroku jest wielce krytykowana. Jakby tego było mało, do opinii publicznej przedostała się ostatnio informacja o nieślubnym dziecku Zumy, co spowodowało dodatkowy skandal. Południowoafrykańscy eksperci oburzali się, iż głowa państwa daje zły przykład obywatelom, nie używając samemu zabezpieczeń, co obniża także skuteczność rządowego programu walki z epidemią. Podkreślają dwuznaczność przekazu w stylu „ słuchajcie mnie, ale nie bierzcie ze mnie przykładu”.

Liczba osób z HIV na terenie RPA jest także problemem w kontekście zbliżającego się wielkimi krokami Mundialu. Nikomu chyba nie jest obcy fakt, że z takich imprez sportowych największy dochód czerpią nie tylko restauratorzy, ale również właściciele domów publicznych. Prezydent Zuma powinien więc skopiować pomysł brazylijskiego ministerstwa zdrowia i rozdawać darmowe prezerwatywy, przynajmniej w miejscach, w których rozgrywane będą zawody. Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, problem rozwiązłości seksualnej kibiców może być małą, ukrytą bombą z opóźnionym zapłonem, największym minusem tych mistrzostw. Wprawdzie powinien to być problem rządów krajów, których obywatele ewentualnie powrócą z wirusem, nie oszukujmy się jednak, że wszystkie państwa zdobędą się na przeprowadzenie kampanii informacyjnej o zagrożeniach zdrowia, jakie czyhają w RPA.

Rząd południowoafrykański sprawia sobie także niepotrzebnych kłopotów wizerunkowych. Sama osoba prezydenta krytykowana jest nie tylko za jego obyczajowość. Zumie zarzuca się również łapówkarstwo i gwałt, pomimo iż został uniewinniony (sprawa gwałtu), a prokuratura wycofała oskarżenia o korupcję. Lider RPA uważany jest za ekscentryka, a pomimo usilnych starań jego pozycja nie poprawia się. Szczególnie niekorzystny może być konflikt z mediami, który rozpętał się w kwietniu. Władzom zarzuca się próbę cenzurowania, a jeden z liderów partyjnych, Julius Malema, znieważył reportera BBC. Wprawdzie Jacob Zuma potępił wybryk młodego polityka, jednak zachodnie media z oburzeniem porównują obecną sytuację w RPA do tej sprzed dwóch lat w Chinach. Chyba nie trzeba przeprowadzać żadnej analizy porównawczej, aby ukazać w jak odmiennej pozycji znajduje się rząd południowoafrykański w porównaniu do potęgi chińskiej. Światu znacznie łatwiej przymknąć oko na cenzurę wymuszaną przez będące mocarstwem Chiny niż próbę takowej przez pretendującą do tego miana RPA.

Przed Republiką Południowej Afryki stoi więc ogromna szansa. Pieniądze, które pozostawią turyści mogą pomóc w wyciągnięciu kraju z kryzysu gospodarczego. Wprawdzie mało prawdopodobne jest, aby Pretoria otrzymała w najbliższym czasie stałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa, ale zdaje się, że świat jest gotowy uznać ją za mocarstwo regionalne. Gest w postaci przyznania organizacji Mistrzostw Świata został wykonany. Jeśli tylko upora się z własnymi problemami i „tęczowy naród” nadal będzie zjednoczony, jeśli obywatele wyzbędą się wobec siebie wszelkich obaw, a rząd zapewni przestrzeganie konstytucji i praworządność, być może RPA stanie się niekwestionowanym liderem kontynentu, pozostawiając w tyle marzące również o tym Nigerię i Egipt. Aspiracje są niezwykle wysokie. Aby wygrać mecz potrzebni są dobrzy zawodnicy, taktyka i współpraca. Pytanie tylko czy w kluczowym momencie południowoafrykańskiemu państwu nie zabraknie któregoś z tych elementów. Cztery lata temu mówiło się, że Mundial 2010 będzie należał do Afryki. Czy rzeczywiście tak będzie, przekonamy się wkrótce.

Artykuł ukazał się w najnowszym numerze Studenckiego Przeglądu Spraw Międzynarodowych „Notabene”.