Izraelska „interwencja humanitarna”

źródło: blogdouh.zip.net

“Twój dzień, Twoja woda” – głosiło kiedyś hasło reklamowe jednego z napojów. Podobny slogan przyświecał zarówno twórcom pomysłu “przełamania” blokady z pomocą dla Strefy Gazy, jak i Izraelczykom, którzy ów samoistny konwój postanowili zatrzymać z charakterystycznym dla siebie rozmachem.

“Złapał Kozak Tatarzyna…”

Konwój z pomocą humanitarną płynął z wód cypryjskich, prowadzono był przez jednostkę turecką i miał na pokładzie 10 ton różnego rodzaju materiałów. Zapomniano tylko o jednym – zgodzie Izraela. Izraelczycy od razu zapowiedzieli, iż ewentualny transport zablokują, bo utrzymują blokadę Strefę Gazy.

Działa ona w taki sposób, iż Izrael blokuje transport morski, lądowy (pilnuje granic) i powietrzny. Prowadzi skrupulatne kontrole dostarczanej pomocy i jednocześnie dba, by nie było jej zbyt dużo. Palestyńczycy z Gazy ratują się przy pomocy tuneli wykopanych pod granicą z Egiptem. Transportowane jest tamtędy wszystko, od samochodów, przez urządzenia budowlane, po viagrę, żywność i broń. Złote lata mogą skończyć się już niebawem, jeśli powstanie budowany przez Egipcjan “podziemny mur”. Hamas nawet zaprzestał/ograniczył ostrzeliwanie Izraela, gdyż powoduje to bombardowanie podziemnych tuneli. Strefa Gazy blokowana jest od 3 lat. Izrael tłumaczy, iż to represja wobec Hamasu, a Hamas utrzymuje się u władzy, bez problemu wykorzystując nastroje antyizraelskie.

W wyniku akcji izraelskich komandosów śmierć poniosło kilkanaście osób. Czy jednak wina Izraela jest tak oczywista, jakby się to mogło wydawać?

Nie ulega wątpliwości, że Izrael wiedział o transporcie. Pewne jest, iż nie musiał decydować się na operacje komandosów. Wystarczyło nie przepuścić statków (zgodnie z zapowiedzią), utrzymać blokadę i byłoby po kłopocie. To znaczy, podniosłoby się larum, że Izraelczycy nie przepuścili samozwańczego konwoju z pomocą humanitarną, ale Jerozolima mogłaby odpowiedzieć, iż określiła, na jakich warunkach przepuści transport (uprzednia konfiskata i sprawdzenie transportu), poza tym, to jej wody terytorialne, a polityka izraelska w tym zakresie to żadna nowość. Netanjahu dodałby, to co teraz, czyli o prawdziwych lub też nie, związkach ludzi z konwoju z terrorystami z Hamasu oraz że Izrael nie może pozwolić na to, by transportowano nieznane mu towary, – potencjalnie np. broń. Palestyńczycy, Turcy i ich przyjaciele pokrzyczeliby, ale nic wielkiego by tego nie wynikło. Konwój zostałby zawrócony.

Teraz już tak łatwo nie będzie. Catherine Ashton zażądała “międzynarodowego śledztwa” (na które przecież Izrael prawdopodobnie się nie zgodzi), śmierć poniosła określona liczba osób, która zginąć wcale nie musiała, a Izrael tym razem “delikatnie” się pospieszył. Błyskawicznie pojawią się kolejne oświadczenia potępiające to wydarzenie. Nikt poważnie tez nie będzie traktował sugestii, iż zabito terrorystów lub osoby z nimi powiązane.

Zauważyć jednak trzeba, iż sposób wysyłania “humanitarnego konwoju” budzi poważne wątpliwości. Po pierwsze, obecność jednostki tureckiej raczej świadczy o tym, iż była to – cytując klasyka – “akcja zorganizowana”. Taktyka prosta – konwój płynie, Izrael go zawraca, podnosi się międzynarodowy krzyk o zawróceniu konwoju, a Turcy mówią o kolejnym ciosie w niegdyś tak wspaniałe stosunki izraelsko-tureckie. Teraz to dopiero będzie zadyma, bo sytuacja wymknęła się spod kontroli. Ankara już mówi o wydarzeniu, które będzie miało “niewyobrażalne skutki” dla wzajemnych stosunków. Pachnie prowokacją.

Warto tez zaznaczyć, iż nie trzeba mieć trzycyfrowego IQ, ażeby zrozumieć, że Izrael priorytetowo traktuje kwestie swojego bezpieczeństwa, co znaczy, że ten konwój miał w założeniu nie dotrzeć do celu. Z punktu widzenia interesów Izraela przepuszczenie konwoju z “nieznaną zawartością” byłoby totalną kompromitacją. Blokada była dla wszystkich oczywista i jeśli ktoś uważał, że ją ominie lub wystarczy jednostki izraelskiego marynarki wojennej informacją, iż to konwój z pomocą humanitarną, to powinien uczyć dzieci tabliczki mnożenia, a nie zajmować się konfliktem bliskowschodnim. Obecna polityka izraelska wobec Strefy Gazy i postępowanie tamże Hamasu doprowadziło do sytuacji katastrofy humanitarnej.

Jednym zdaniem – to była planowana prowokacja, która wymknęła się spod kontroli. Organizatorzy nie przewidzieli skutków, a Izraelczycy przesadzili, nawet jak na swoje standardy.

Co teraz? To co zwykle…

Reakcje na wydarzenie nie są w żaden sposób zdumiewające. Netanjahu wyraził ubolewanie z powodu całego zajścia, być może Izrael przyjmie na siebie jakąś odpowiedzialność finansową. Turcy konsekwentnie dążą do ochłodzenia stosunków z Izraelem, kosztem wzmacniania kontaktów z Iranem. Mahmud Abbas potępia atak i ogłasza trzydniową żałobę narodową, a Hamas – jak niemal co dzień – wzywa do walki z “małym szatanem”. Syria chce zwołać nadzwyczajny szczyt Ligi Państwa Arabskich.

Prawdopodobnie również Barack Obama niedługo wypowie się o całej sytuacji i skrytykuje operację izraelskich komandosów, co jednak – poza sferą werbalną – nie zakończy się żadnymi konkretami. Światowa “opinia publiczna” i tak o samym Izraelu ma fatalne zdanie, od czasów interwencji w Strefie Gazy. Nie oczekiwałbym, że Izrael poniesie jakiekolwiek konsekwencje.

Kolejny szalony dzień minął na Bliskim Wschodzie…

Patryk Gorgol