Izrael atakuje konwój z pomocą humanitarną – bez konsekwencji

Premier Izraela, Benjamin Netanjahu, oraz prezydnet USA, Barack Obama, podczas spotkania w Białym Domu (Zdjęcie: ivarfjeld.wordpress.com)
Premier Izraela, Benjamin Netanjahu, oraz prezydnet USA, Barack Obama, podczas spotkania w Białym Domu (Zdjęcie: ivarfjeld.wordpress.com)

O piłkarskiej reprezentacji Hiszpanii mówiło się w kontekście udziału we wszelkich dużych turniejach – grają jak nigdy, przegrywają jak zawsze. W przypadku izraelskiego przejęcia statku, można powiedzieć, że grają jak zawsze i nie przegrywają nigdy.

Nosi wilk razy kilka…

Oficjalnie w wyniku izraelskiej interwencji śmierć poniosło 9 osób. Czy jednak Izraelowi grożą jakiekolwiek konsekwencje? Jest to co najmniej wątpliwe. Omawiany wilk morski nie zostanie „poniesiony”. Niezależnie od tego, co powie prezydent Obama, Stany Zjednoczone nie pozwolą, by Izraelowi spadł włos z głowy. Tym samym jedyne niebezpieczeństwo, jakie grozi ze strony Organizacji Narodów Zjednoczonych, to potępienia, zalecenia itd., wyrażone w rezolucji. Oczywiście, można mówić, iż „świat potępia izraelską akcję”, ale to tylko słowa, które Izrael z konsekwencją ignoruje. Rada Bezpieczeństwa (patrz weto amerykańskie) nie nałoży żadnych sankcji, Unia Europejska nie uderzy w gospodarkę izraelską, a Amerykanie nie zmienią polityki wobec swojego mniejszego brata z Bliskiego Wschodu. Doskonale obrazuje to przyjęcie rezolucji o potępieniu przez Radę Praw Człowieka ONZ izraelskiej akcji.

Potępiono izraelską akcję, w wyniku której zranione i zabite zostały „osoby cywilne” oraz wezwano do zakończenia blokady Strefy Gazy. Przeciwko rezolucji głosowali Amerykanie, co pokazuje, w jaki sposób podchodzą do sprawy. Formalnie mamy zatem głośną i wyraźną krytykę poczynań Izraela, a materialnie – skończy się tylko na słowach.

Teoretycznie Turcja mogłaby zgłosić sprawę do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości, ale tutaj drugą stroną jest Izrael, który nie uznaje jurysdykcji MTS-u – jest zobowiązany uznawać wyroki wg art. 94 Karty Narodów Zjednocoznych, ale zapowiada, że nie będzie tego robić. Poza tym to państwa decydują, jakie sprawy może rozstrzygać Trybunał. Wątpliwe również, by jakiekolwiek umowy izraelsko-tureckie określały stosowną drogę postępowania w tej sytuacji – np. arbitraż. Nie należy również przypuszczać, by Izraelowi cokolwiek groziło ze strony Trybunału Prawa Morza.

Izraela nie spotkają zatem żadne poważne, przykre konsekwencje prawne. Gwarantuje mu to ochrona ze strony Stanów Zjednoczonych. Niewątpliwie jednak atak na konwój będzie miał wpływ na pogorszenie, już fatalnych, stosunków izraelsko-tureckich oraz potwierdzi politykę Unii Europejskiej, która ustami Catherine Ashton, konsekwentnie krytykuje postawę Izraela. W samym Knessecie wybuchła awantura.

Dziwny konwój

Z tym konwojem nie wszystko było jednak w porządku. Trudno uznać za coś innego niż prowokację, obranie kursu na wybrzeża Strefy Gazy nawet jako statki transportujące pomoc humanitarną dla Palestyńczyków, bez porozumienia się w tej sprawie z Izraelem. Państwo żydowskie nie zna się na żartach, jeśli chodzi o kwestie, które uważa za priorytetowe dla swojego bezpieczeństwa narodowego.

Wysyłający powinni zadbać, by po pierwsze, dogadać się z Izraelem, a po drugie, by nie było żadnej wątpliwości, co do przewożonego transportu. Nie był on również organizowany ani przez ONZ, ani Międzynarodowy Czerwony Krzyż, a sytuację podkręcała obecność kilkuset propalestyńskich (zatem antyizraelskich) aktywistów. W dodatku Izrael od początku deklarował, iż nie wpuści transportu. Nieszczęście gotowe.

Po zachowaniu aktywistów zresztą widać, iż przewidywali możliwe pojawienie się Izraelczyków i byli gotowi do walki. Ich pokojowe nastawienie widać na tych filmikach.

Oczywiście, aby oddać sprawiedliwość, należy uzupełnić, iż filmików, na których komandosi zabijają ludzi, nie opublikowano.

„”Wykonaliście misję i zapobiegliście temu, by flota dotarła do Gazy. Musimy zawsze pamiętać, że nie jesteśmy Ameryką Północną czy Zachodnią Europą – żyjemy na Bliskim Wschodzie, miejscu, gdzie nie ma miłosierdzia dla słabych i nie ma drugiej szansy dla tych, którzy nie umieją się bronić. Walczyliście o własne życie – widziałem to, słyszałem od waszych dowódców” – powiedział Ehud Barak, Minister Obrony Narodowej Izraela, z umiarkowanej – jak mozna by sądzić – Partii Pracy.

Zatrzymanie konwoju, a prawo międzynarodowe

Cała operacja miała miejsce poza izraelskimi wodami terytorialnymi. Obowiązywało więc jedna z wolności morskich – prawo do żeglugi. Izrael w tym miejscu nie dysponował zwierzchnictwem terytorialnym i statków nie miał prawa zatrzymać oraz przejąć. Istnieją trzy ograniczenia zasady wolności żeglugi na pełnym morzu.

Pierwszym z nich jest powszechne represjonowanie piractwa, ale nawet gdyby być wygimnastykowanym jak chińscy nastoletni gimnastycy w czasie Igrzysk Olimpijskich w Pekinie, nie da się wpasować działań konwoju do definicji piractwa.

Drugim jest prawo pościgu. Statek musiałby naruszyć izraelskie prawo w miejscu, gdzie państwo żydowskie posiada zwierzchnictwo terytorialne albo prawa związane z istnieniem wyłącznej strefy ekonomicznej, rybołówstwa lub szelfu kontynentalnego. To również należy z góry odrzucić, bo statki płynęły przecież na pełnym morzu i nie były wcześniej na obszarze obowiązywania izraelskiego zwierzchnictwa terytorialnego.

Trzecim jest prawo do wizyty, co jest możliwe w przypadku istnienia uzasadnionych podejrzeń, iż statek: zajmuje się piractwem, handlem niewolników, nadaje nielegalne audycje, nie posiada przynależności państwowej albo posługuje się fałszywa banderą, a jego przynależność państwowa jest identyczna, jak państwa wizytującego. Żadnego z tych przypadków nie da się przypisać do sytuacji statków płynących do Strefy Gazy. Izrael nie dysponował prawem wizyty, a tym bardziej nie mógłby się bronić, iż z niego korzystał, potem został zaatakowany, a następnie to już tylko samoobrona. Niegdyś słyszałem o takiej praktyce dresiarzy w Warszawie. Wysyłają do swojej ofiary małego chłopca, on „prosi” o oddanie telefonów i zbędnych kosztowności, po odesłaniu go z kwitkiem, sami wkraczają do akcji i organizują samopomoc, a później, w razie czego, tłumaczą, iż bronili słabszego i młodszego. Urocze.

Jeżeli byłaby to izraelska strefa ekonomiczna (ale tak nie wynika z relacji prasowych, a prawodawstwa wewnętrznego Izraela nie znam) to Izrael mógłby zareagować, gdyby doszło do naruszenia praw związanych z eksploatacją zasobów znajdujących się w niej. Pod słowem „reakcja” nie kryje się jednak desant na jednostkę i jej całkowite przejęcie, bo to tak, jakbyśmy karali karą pozbawienia wolności za śmiecenie czy przeklinanie.

Dlatego właśnie błędem Izraela była akcja kilkadziesiąt mil od brzegu. Inna byłaby interpretacja, gdyby do całej akcji doszło na wodach terytorialnych lub w strefie przyległej. W tym momencie wchodzimy już na obszary, gdzie obowiązuje prawo państwa nadbrzeżnego, tj. Izraela.

Okupacja Strefy Gazy?

W kilku zdaniach należy również wyjaśnić inne pojawiające się wątpliwości – po pierwsze, nie istnieje coś takiego jak wody terytorialne Strefy Gazy. Strefa Gazy nie jest państwem, więc nie może mieć wód terytorialnych. Nie usprawiedliwia to jednak działań Izraela, które doprowadziły do katastrofy humanitarnej i blokada narusza prawa człowieka. O ile można zrozumieć obawy izraelskie dotyczące transportu broni, o tyle trzeba pamiętać, iż w Strefie Gazy żyją przede wszystkim ludzie, a wśród nich dopiero, terroryści.

Po drugie, sama „okupacja” Strefy Gazy często nazywana jest nielegalną. Ocena blokady nie budzi wątpliwości, bo uderza w prawa człowieka, o tyle tutaj sytuacja jest bardziej złożona. Izrael zajął Strefę Gazy w 1967 roku i dokonał aneksji tego terytorium. Prawo międzynarodowe nie uznaje aneksji za legalny sposób nabycie terytorium, także wszystko byłoby oczywiste, gdyby nie fakt, iż podpisano pokój z Egiptem i można argumentować (może słusznie, może nie), iż Egipt zaakceptował w ten sposób zmianę statusu terytorium i doszło na tej drodze do cesji. Gdyby uznać taki stan rzeczy, izraelskie zwierzchnictwo terytorialne nad Strefą Gazy byłoby legalne.

Można dużo jeszcze pisać o prawie, ale fakty są takie, iż wszystkie strony konfliktu prawem międzynarodowym posługują się wybiórczo, w zależności od sytuacji. Cóż są warte normy prawne, w momencie, gdy nikt ich nie przestrzega, a jedynym obowiązującym jest prawo, owszem, ale silniejszego? Organizatorzy „flotylli wolności” wiedzieli, iż płyną prosto w mur, a Izrael postanowił mieć tam prawo morza, gdzie miał mieć paragrafy komisarz Ryba w „Killerze”.