Helen Thomas w szponach poprawności politycznej

Kiedy 28 maja Helen Thomas odpowiadała na pytania zadawane z zaskoczenia przez nowojorskiego rabina Davida Nesenoffa, nie spodziewała się pewnie rozmiarów ruszającej na nią lawiny oburzenia. Film z jej kontrowersyjnymi wypowiedziami został umieszczony w internecie, a na reakcje nie trzeba było długo czekać. Amerykańscy politycy i dziennikarze, zgodnie przystąpili do krytyki najbardziej znanej korespondentki z Białego Domu, a wraz z nimi wiernie kopiujące media innych krajów. Krytyka to nieodpowiednie słowo, Helen Thomas została poddana medialnemu ostracyzmowi. Dlaczego?

Helen Thomas. huffingtonpost.com

Dziennikarka wyraziła swoją negatywną opinię o Izraelu, mówiąc, że Żydzi powinni wynieść się z okupowanej przez nich Palestyny. Rozmowa była krótka, pozwolę sobie więc przytoczyć ją w całości.

D. Nesenoff: Komentarz o Izraelu? Pytam dzisiaj wszystkich, komentarz o Izraelu?

H. Thomas: Powiedz im, żeby wynosili się z Palestyny (śmiech)

D. Nesenoff: Uh. Jakieś lepsze komentarze o Izraelu?

H. Thomas: (wciąż śmiejąc się) Pamiętaj, ci ludzie są okupowani i to ich ziemia. To nie Niemcy, nie Polska…

D. Nesenoff: Więc gdzie powinni się udać?

H. Thomas: Do domu.

D. Nesenoff: Gdzie jest ich dom?

H. Thomas: Polska.  Niemcy.

D. Nesenoff: Więc mówisz, że Żydzi powinni wrócić do Polski i Niemiec?

H. Thomas: I do Ameryki i gdziekolwiek. Dlaczego wyrzucać ludzi, którzy żyli tam wieki? Widzisz?

Z pewnością była to wypowiedź niefortunna, ale nie skandaliczna. Nie zdziwiłbym się, gdyby aferę wywołały te same słowa w ustach polityka. Dziennikarzom wolno jednak więcej. Niestety, jak widać dziennikarstwo zaczyna rządzić się takimi samymi prawami jak post-polityka. Wolność słowa kończy się tam, gdzie zaczyna się poprawność polityczna.

Kluczem do rozgryzienia krytyki Helen Thomas musi być walka w obronie poprawności politycznej, w przeciwnym razie byłaby ona bowiem przejawem rażącej ignorancji. Pierwsze słowa oburzenia padły ze strony byłego rzecznika prezydenta George’a W. Busha, Arie Fleischera: „Thomas sugeruje religijną czystkę. Gdyby jakiś dziennikarz powiedział to samo o czarnych lub Latynosach, to od razu straciłby zatrudnienie”. Już perwsze zdanie wprawia w zakłopotanie, gdyż ani to czystka, ani religijna. Nazywanie „czystką” opinii „powinni się wynieść do domu” jest co najmniej kłopotliwe. Przy zdaniu drugim opadają już ręce, prawdziwe mistrzostwo nieudanego porównania. Nie znam przypadku, w którym Murzyni lub Latynosi zajmują ziemię zamieszkaną przez inną ludność i tworzą tam swoje państwo. Helen Thomas atakowała Izrael, a nie Żydów. Fleischerowi wtóruje rzecznik Billa Clintona, Lanny Davis: „Ci, którzy mówią, że Thomas chroni wolność słowa, nie byliby tak bardzo tolerancyjni, gdyby sprawa dotyczyła innej grupy etnicznej”. Wszyscy starają się zgodnie nie zauważać, że nikt nie mówił o żadnej grupie etnicznej, a o państwie okupującym teren Palestyny.

Nie wierzę w naiwność i ignorancję tak doświadczonych polityków. Nie wydaje się możliwe, aby byli rzecznicy byłych prezydentów nie zrozumieli wypowiedzi Helen Thomas. Po prostu nie mieli zamiaru zrozumieć. Dla zwolenników Izraela utożsamianie antyizraelizmu z antysemityzmem jest bowiem niezwykle wygodne.

Daleki jestem od całkowitej krytyki istnienia państwa Izrael, ale nie rozumiem oburzenia wywołanego słowami, że domem dla Żydów są Polska i Niemcy. Przez stulecia w Palestynie żyli Arabowie, a Żydzi w Europie Środkowej. Powstanie tak kontrowersyjnego tworu jak Izrael światowa opinia publiczna zwykła usprawiedliwiać strasznymi doznaniami Holocaustu. Dlaczego jednak oburza kogoś fakt, że równie naturalnym (lub nawet naturalniejszym) domem dla Żydów jest Polska? Jest w Polsce piękna akcja Rafała Betlejewskiego „Tęsknie za Tobą, Żydzie!”. Mam nadzieję, że nie będzie koniecznością organizowanie na Bliskim Wschodzie akcji „Tęsknie za Tobą, Palestyńczyku!”, ani w USA „Tęsknie za Tobą, Wolności Słowa!”.