Brazylijska gra z atomem

Poza piłką nożną, siatkówką i sambą w Kraju Kawy kocha się także telenowele. Wszystkich miłośników oper mydlanych i stosunków międzynarodowych zapraszam więc na niekończącą się historię. Odcinek 1001 – Brazylii flirt z atomem.

Prezydent Brazylia Luiz Inacio Lula da Silva, źródło: new.taringa.net

Tlatelolco: i co z tego?

Początków brazylijskiego romansu z energią atomową możemy dopatrywać się już w latach pięćdziesiątych. W roku 1956 prezydent Juscelino Kubitschek zadecydował o powołaniu Narodowej Komisji Energii Nuklearnej. Rozwinięcie programu nastąpiło jednak dopiero po roku 1964, po wojskowym zamachu stanu. Nie posiadając świetlanych pomysłów na politykę zagraniczną, generałowie uznali, iż broń masowego rażenia będzie spełnieniem ich snów o potędze. Południowoamerykański kolos, niedoceniany przez świat w ciągu wieków, przebojem chciał wedrzeć się do grona mocarstw. Pomimo uczynienia Ameryki Łacińskiej strefą bezatomową, brazylijska gra z atomem trwała nadal. Zakazany owoc smakuje przecież najlepiej. Dwa projekty budziły szczególną obawę. Brazylijska armia prowadziła tajne badania w celu wytworzenia broni jądrowej. Kongres przeprowadził śledztwo. Jak się okazało pracowano nad wyprodukowaniem dwóch bomb o mocy 20-30 i 12 kiloton ( przypomnę, że siłę bomby „Fat Man” zrzuconej na Nagasaki szacuje się na 22 kilotony). W roku 1988 program zamknięto.

Pomimo przerywania prac, do dziś pozostaje żywy drugi projekt. Od końca lat siedemdziesiątych trwają prace nad budową okrętu podwodnego o napędzie atomowy. Wprawdzie NPT nie zabrania tego typu badań, jednak analitycy boją się, iż wiedza zdobyta w ten sposób może zostać wykorzystana do produkcji, której charakter będzie mniej pokojowy. Ze względu na znaczną redukcję funduszy zaniechano projektu w roku 1996. Nastroje zostały uspokojone, gdyż również w 1996 podpisano CTBT, natomiast rok później Brasilia złożyła swój podpis pod NPT. Czas jednak mijał i działał na korzyść Brazylii oraz lobbującego wojska. Dziś chyba nikt nie ma wątpliwości, że Kraj Kawy stać na taki okręt. W 2003 roku program wznowiono. Przewiduje się, że cel zostanie osiągnięty do roku 2017.

Kontrowersje z NPT

Pomimo podpisania traktatu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej, w Brazylii nie wypowiada się o nim pochlebnie. Kładzie się nacisk na jego dyskryminacyjny charakter. Retoryka Brasilii w tym temacie jest zbieżna z tym, co można usłyszeć w New Delhi. Państwa atomowe chcą, aby nikt inny nie pozyskał broni atomowej, jednak same nie są gotowe na całkowite rozbrojenie. Powoduje to brak zaufania, które dodatkowo zostało nadszarpnięte przez prezydenta Busha. Administracja amerykańskiego prezydenta zadeklarowała możliwość wykorzystania broni nuklearnej nie tylko do odstraszania, ale również do uderzenia prewencyjnego. Dla Brazylii był to znak do zakończenia cieplejszej współpracy ze Stanami Zjednoczonymi. Od tej pory przedstawiciele rządu wypowiadają się dość negatywnie o polityce północnoamerykańskiego hegemona. Potępiona została wojna w Iraku, prezydent Lula da Silva piętnuje amerykański unilateralizm. Kulminacja sporu przypadła na rok 2004, kiedy to do Resende, gdzie pracowano nad uruchomieniem fabryki wzbogacającej uran na skalę przemysłową, nie wpuszczono inspektorów MAEA. Rząd brazylijski zapewniał o pokojowych zamiarach wykorzystania tego rodzaju energii. Zasłaniano się także suwerennością i koniecznością zachowania tajemnicy w zakresie technologii. Inspektorów do fabryki wpuszczono dopiero pod koniec roku. Brazylijski prezydent jest również krytyczny co do sankcji nakładanych na Iran. Postuluje rozwiązanie konfliktu środkami dyplomatycznymi i podkreśla prawo Iranu do pokojowego programu atomowego. Większość ekspertów, zbyt zajęta Iranem, nie zwraca uwagi na daleką Amerykę Południową. Jednak ci, którzy od lat obserwują brazylijski flirt z atomem wciąż zadają sobie pytanie o prawdziwe cele i plany tego kraju. Czy Brazylia daje się uwieść broni jądrowej? A może jest to tylko gra, która polega na wykorzystaniu atomu aby osiągnąć inny cel?

Po co ten romans?

Brazylia w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat znacznie urosła w siłę. Stała się liderem Ameryki Południowej. Śmiało można powiedzieć, iż jest mocarstwem regionalnym. Pomimo niepowodzeń, kończących się również tragedią (eksplozja w Centrum Kosmicznym w 2003r. przyniosła śmierć 21 osób), kontynuuje swój program kosmiczny. Jakby tego było mało, z dwóch ostatnich dokumentów, określających koncepcję bezpieczeństwa Brazylii, jasno wynika, iż Kraj Kawy posiada aspiracje, aby stać się mocarstwem globalnym. Brasilia uważa, że demokracja jest najlepszym z ustrojów, ale nie powinna być narzucana siłą. W swoim pragmatyzmie podobna jest do Pekinu. Najważniejszy jest interes państwa, a to z kim się interesy robi pozostaje sprawą drugorzędną. Lula da Silva jest jednym z największych rzeczników nieingerencji w wewnętrzne sprawy państw. Brazylia dociera więc tam, gdzie inni dotrzeć nie mogą bądź nie chcą. Jej recepcja międzynarodowa pozwala jej dogadać się zarówno z krajami Europy Zachodniej, jak i krajami Trzeciego Świata. Chyba żadne państwo nie ma lepszego PR, co rząd skrzętnie wykorzystuje. Dążenie do mocarstwowości może też symbolizować objęcie dowództwa misji pokojowej na Haiti (MINUSTAH). Brazylia, tak jak zostało to napisane wyżej, przestała być bezwarunkowym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych. Przedstawiciele rządu wielokrotnie krytykują administrację USA, piętnując szczególnie unilateralizm. Sama, wraz z Turcją, wystąpiła w roli swoistego mediatora między Iranem a światem Zachodnim. Porozumienie podpisane 17 maja może spowodować przynajmniej odłożenie kolejnych sankcji w czasie (chociaż Hillary Clinton ogłosiła już, że stali członkowie Rady Bezpieczeństwa uzgodnili ich treść). Wreszcie Brazylia podkreśla wyraźnie, iż wszelkie spory powinny być rozwiązywane drogą pokojową, bez omijania ONZ. Narody Zjednoczone, w opinii Brasilii, powinny być jednak bardziej demokratyczne. I to jest właśnie gwóźdź programu. Od wielu już lat, administracja brazylijska dąży do potwierdzenia swej mocarstwowości w postaci stałego miejsca w Radzie Bezpieczeństwa. Początkowo działała w tym kierunku w ramach tak zwanej grupy G4 (wraz z Niemcami, Indiami i Japonią). Teraz zdaje się, znalazła inną ku temu taktykę. Kompleks niedocenienia wziął górę, a brazylijskie telenowele wreszcie się do czegoś przydały. Wizja posiadania przez Brazylię broni atomowej, wydaje się być kochankiem, który ma wzbudzić zazdrość u tego, który jej nie chce. Celem, do którego dąży Kraj Kawy, który wydaje się być w zasięgu ręki, a wciąż jest nieosiągalny, jest właśnie stałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa. Miejsce, które pozwoli Brazylii poczuć się pełnowartościowym mocarstwem globalnym, mającym wpływ na rzeczywistość międzynarodową.

Wydaje się więc, iż nie należy się Brazylii obawiać. Być może jednak w ten sposób działa magia Brazylii. Mówią, iż od miłości do nienawiści jest bardzo niedaleko. Kto wie jak zakończy się brazylijski flirt z energią atomową jeśli kraj ten nie zostanie oficjalnie doceniony przez społeczność międzynarodową. Perspektywy reformy ONZ są bardzo mgliste. Gra Brazylii może więc jeszcze długo potrwać. Czy ktoś jednak widział krótką telenowelę?