Włoska polityka imigracyjna: gościnność kontrolowana

Klasy adaptacyjne dla dzieci imigrantów spoza UE, „białe” Boże Narodzenie niekoniecznie związane z tęsknota za zimową aurą – oto paradoksy codzienności a zarazem włoska „polityka” imigracyjna.

źródło: http://scrapetv.com/

W Foggii na południu Włoch neofaszystowska partia Forza Nuova organizuje patrole przeciwko Romom i imigrantom spoza Unii Europejskiej, w rejonach rządzonych przez Ligę Północną z każdym rokiem mnożą się przepisy wymierzone w cudzoziemców. Obok przypadków poważnych, dochodzi do sytuacji śmiesznych, kiedy to potrawy kuchni arabskiej podaje się wyłącznie z włoskimi dodatkami i jest to regulowane odpowiednimi przepisami. Coś jest nie tak. Coraz częściej i głośniej, w mniej lub bardziej oficjalnym kontekście, słyszy się o sycylijskim Guantanamo, ksenofobii i rasizmie.Skalę problemu dopełniają tragiczne statystyki – w ciągu minionych 20 lat podczas przeprawy przez Kanał Sycylijski zginęło lub zostało uznanych za zaginionych ponad 4 tys. ludzi. Według ONZ tylko w 2008 roku utonęło w sumie ponad 590 nielegalnych imigrantów, a 359 do dziś uznaje się zaginionych. Czas przestać udawać, że zjawisko pozostaje pod kontrolą, bo chyba nikt nie potrafiłby odpowiedzieć pod czyją?

Według badań Fundacji Migracyjnej i Caritas we Włoszech liczba legalnych imigrantów sięga 7 % ludności, przekroczyła więc oscylującą w granicach 6 % średnią europejską. W niektórych miastach odsetek przybyszów wzrósł z 2-3 do 13% w ciągu niespełna dekady. Z drugiej strony szacunki dziennika „Il Sole 24 Ore” donoszą, że imigranci mają 9,2 proc. udziału w wytwarzaniu włoskiego PKB, na północy nawet 11 proc. PKB. Wydawać by się mogło, że wszystko jest w porządku – otwartość Włochów zachęca do przyjazdu i osiedlenia się rzeszy cudzoziemców, a ci odpłacają za gościnę, pracując na cześć i chwałę nowej ojczyzny. Niezupełnie.

Obok tych legalnie przybyłych i zatrudnionych, we Włoszech żyje ok. 650 tys. nielegalnych, a tylko w 2008 r. przybyło kolejne 36 tys. I to oni oskarżani są o całe zło współczesnego świata, od konkurencji na rynku pracy na zagrożeniu dla bezpieczeństwa obywateli włoskich kończąc. Nielegalni raczej nie pozostają na południu kraju, wybierając uprzemysłowioną północ – największe ich skupiska znajdują się w Bresci, Mantui i Modenie. Większość z nich (ok.60%) to ludzie, którzy co prawda legalnie przekroczyli granicę, jednak już mniej zgodnie z prawem pobyt zdecydowali się przedłużyć; tylko 15 % to nielegalni imigranci z obszaru śródziemnomorskiego.

O tym, że Włosi nie do końca panują nad sytuacją świadczy „zainteresowanie” organizacji międzynarodowych, zarówno tych międzyrządowych jak i NGOs. Biuro Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE jest szczególnie zaniepokojone atakami na siedliska Romów i apeluje do władz Włoch o zapewnienie im odpowiedniej ochrony i niestosowanie retoryki wymierzonej przeciwko tej mniejszości. Z kolei organizacja obrony praw człowieka Human Rights Watch oskarża włoskie władze o arbitralne traktowanie imigrantów z Libii bez przeglądania wniosków o azyl. Krytykuje również Bruksela, a spośród unijnych partnerów przeciwko twardej polityce imigracyjnej najgłośniej opowiada się Hiszpania. Włosi bronią się jednak twierdząc, że ich ustawodawstwo nadal pozostaje łagodniejsze od przepisów pozostałych państw członkowskich.

Benvenuti?
Jak wskazuje raport „Transatlantic Trends: Immigration” z września 2009 przygotowany m.in. przez German Marshall Fund of the United States oraz Compagnia di San Paolo di Torino, głównie wskutek kryzysu ekonomicznego istnieje globalny trend dostrzegający w zjawisku imigracji raczej problem niż szansę, a najbardziej przerażeni zjawiskiem nielegalnej imigracji (81 % badanych) są właśnie Włosi. Z drugiej strony wobec imigrantów z pozwoleniem na pobyt pozostają pośród najbardziej tolerancyjnych.

Tradycyjnie to Włosi byli narodem emigrującym i dopiero cud gospodarczy lat 60. zahamował nieco ten exodus. Imigracja jest więc zjawiskiem stosunkowo nowym – w dużej mierze spowodowana zawirowaniami politycznymi w byłej Jugosławii i Albanii, klęskami ekonomicznymi w Północnej Afryce, a także restrukturyzacją i transformacją włoskiego rynku pracy pod wpływem rosnącej presji globalnej konkurencji.

Pierwszy program regulujący sytuację nielegalnych imigrantów powstał późno, ale legislacja w tym kierunku szybko nabrała tempa i siły. Pierwsza ustawa migracyjna, tzw. prawo Martelliego, weszła w życie w 1990 roku, zwracając uwagę międzynarodowej opinii publicznej na stale powiększającą się populację imigrantów w tym kraju i problemy związane z ochroną długiej linii brzegowej, wprowadzając przy tym program kwotowy dla imigracji pracowniczej. Podział na uchodźców i imigrantów ekonomicznych wprowadziła ustawa Turco-Napolitano z 1998 roku. Nowe prawo oznaczało bardziej surowe traktowanie nielegalnych imigrantów, limity wydawanych pozwoleń stałego pobytu, ustanawiając „ośrodki przejściowe” dla cudzoziemców podlegających procedurze wydalania.

Włoska polityka imigracyjna uległa zaostrzeniu wraz z drugim zwycięstwem Silvio Berlusconiego – ustawa Bossi-Fini wprowadziła surowe limity wydawanych pozwoleń stałego pobytu, obowiązkowe umowy między pracodawcą a imigrantem, bezwzględne praktyki deportacyjne a także założenie lokalnych biur imigracyjnych, których zadaniem przynajmniej w teorii jest pomoc imigrantom i ich rodzinom. Dodatkowe limity ogłoszono dopiero po dojściu lewicy do władzy w maju 2006 roku, umożliwiając zatrudnienie wszystkim migrantom spoza UE, którzy wcześniej złożyli wnioski. Porządek być musi… ale we Włoszech?

Zeszłoroczne hity
Polityka imigracyjna szybko stała się elementem gry politycznej. Latem 2008 roku podwojenie liczby imigrantów docierających z Afryki na włoską wyspę Lampedusa stało się oficjalną przyczyną wprowadzenia stanu kryzysowego w całych Włoszech, co pozwoliło rządowi Berlusconiego na używanie wojska do zadań policyjnych, a także na nadawanie niektórym prokuratorom uprawnień doraźnych sędziów ds. wykroczeń. Rząd zapewniał, że nadzwyczajne uprawnienia wykorzystane będą wyłącznie do szybkiej budowy nowych ośrodków dla nielegalnych imigrantów. Opozycja miała odmienne zdanie.

Rządząca obecnie ekipa od początku zręcznie posługiwała się argumentem negatywnych skutków wzrastającej imigracji. Badania ośrodka Osservatorio di Pavia wykazały, że wahania liczby relacji głównych dzienników telewizyjnych o przestępstwach we Włoszech są odwrotnie proporcjonalne do ich rzeczywistej ilości – kiedy poziom przestępczości lekko spadał (w drugiej połowie 2007 roku), telewizje histeryzowały z powodu jego rzekomego wzrostu. Nie pozostało to z pewnością bez wpływu na wygraną prawicy w wyborach 2008 roku. Z drugiej strony badania ośrodka socjologicznego Demos, świadczą o szybko odzyskiwanym poczuciu bezpieczeństwa – obecnie „tylko” 36 proc. Włochów widzi w imigrantach zagrożenie dla porządku publicznego (podczas kampanii wyborczej było to 50 proc.), a 42 proc. docenia imigrację jako szansę na wzbogacenie kultury Włoch.

Głównym pomysłodawcą przepisów antyimigracyjnych jest minister spraw wewnętrznych w rządzie Berlusconiego, Roberto Maroni z Ligi Północnej. Najnowsza ustawa o zwalczaniu nielegalnej imigracji i bezpieczeństwie której patronował, przewiduje grzywny (5-10 tys. euro) za nielegalny pobyt we Włoszech, nakłada kary za wynajem mieszkań nielegalnym, wydłuża procedury przyznawania azylu i pozwala na tworzenie obywatelskich straży wspomagających policję. Po raz pierwszy nielegalną imigrację uznano za przestępstwo. Poza tym ustawa zawiera zapis o konieczności zawiadamiania władz o przypadkach nielegalnych imigrantów, już chyba tylko dla przyzwoitości zwalniając z tego obowiązku lekarzy i dyrektorów szkół.

Na piętrzący się problem migracji, Włosi szukają odpowiedzi m.in. we współpracy z libijskim reżimem pułkownika Kadafiego. Układ z Libią, zwany w niektórych kręgach historycznym, opiera się o zasadę odsyłania imigrantów, pozwalając premierowi Berlusconiemu na zaostrzenie polityki imigracyjnej. W efekcie liczba nielegalnych imigrantów przybywających do Włoch drogą morską spadła dziesięciokrotnie w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku, ponad tysiąc osób zawrócono do Libii. Dziennik włoskich biskupów „Avvenire” napisał, że los imigrantów na Morzu Śródziemnym to współczesna Szoah, a obojętność wobec ich losu można porównać z obojętnością na hekatombę Żydów w czasie II wojny światowej.

Szef klubu parlamentarnego Ludu Wolności, Maurizio Gasparri wskazał, że Włochy przyjmują wszystkich uchodźców, którzy dotarli na włoskie wody terytorialne, a zawracają wyłącznie łodzie i statki z uchodźcami przechwycone na wodach międzynarodowych. Podkreślił, że uchodźcy nie są zawracani do krajów pochodzenia, gdzie mogą ich czekać tortury i sankcje (takich jak Erytrea czy Sudan), a do Libii, gdzie działa wysoki komisarz ONZ ds. uchodźców. Jakkolwiek oceniane są tego typu argumenty za granicą, według raportu “Transatlantic Trends: Immigration” aż 43 % Włochów popiera działania swego rządu. Komentarz wydaje się zbędny.

Unia obiecana
Polityka imigracyjna Unii Europejskiej to sztuka utrzymania równowagi: Europa potrzebuje imigrantów z powodu zmniejszającej się liczby ludności w niektórych krajach, a jednocześnie dąży do skutecznego ograniczenia napływu nielegalnych imigrantów. Od kiedy w 1997 roku Włochy przystąpiły do strefy Schengen, tysiące kilometrów wybrzeża włoskiego stało się oficjalnie problemem europejskim. Nielegalny przybysz, który dociera do wybrzeża Sycylii, nie dostaje się już tylko do Włoch, ale do Unii Europejskiej – głównie z tego powodu w 2008 roku 70 tysięcy nielegalnych imigrantów przebyło Morze Śródziemne w nadziei, że sforsują wrota UE. Nie wszystkim się udało.
Dla wielu europejska biurokracja jest labiryntem nie do przebycia – w UE w związku ze swobodnym przepływem osób funkcjonują dwa równoległe systemy: dubliński oraz schengeński. Skutkiem obowiązujących w nich reguł (m.in. zasada „jednej szansy” – uchodźca może ubiegać się o azyl tylko w jednym z państw członkowskich) imigranci- nawet ci legalni, pozostają stłoczeni na południu, co potęguje frustrację unijnych państw śródziemnomorskich, głównie Włoch.

Pomimo iż w Unii Europejskiej zgłaszane są prawie dwie trzecie liczby wniosków o azyl na całym świecie (tylko w 2008 roku liczba ta wyniosła 22 tys.), procedury ich rozpatrywania opierają się na regulacjach krajowych.Dwudziestu siedmiu, gwoli ścisłości. W związku z tym Komisja Europejska zaproponowała utworzenie Europejskiego Urzędu Wsparcia ds. Polityki Azylowej, który ma koordynować działania państw UE i zapewnić, że szanse na otrzymanie azylu w różnych państwach Unii będą jeśli nie jednakowe, to przynajmniej coraz bardziej wyrównane. Nowy urząd miałby służyć konkretną pomocą operacyjną osobom odpowiedzialnym za politykę azylowa w poszczególnych krajach UE. Podczas prezydencji szwedzkiej, padła też propozycja dotycząca przemieszczania do pozostałych części Unii części imigrantów o nieuregulowanym statusie, osiadłych na południu. Dobrymi chęciami jest Unia wybrukowana, na realizację teoretycznych celów trzeba jeszcze poczekać.

Anna Jórasz

Artykuł okazał się w czasopiśmie „Notabene”.