Utopia jednobiegunowego świata

Wszelkiej maści politolodzy twierdzą, że żyliśmy w świecie, w którym Ameryka była hegemonicznym supermocarstwem. Ostatnio jej status przeżywa jednak trudne chwile. Osłabiona interwencjami w Afganistanie i Iraku, otoczona  przez konkurentów (Chiny, Rosja, Indie) Ameryka traci na znaczeniu. Aby zrozumieć kierunek dokonywujących się na naszych oczach zmian musimy zadać sobie dwa pytania.

Źródło: US Naval Sea Cadet Corps
Źródło: US Naval Sea Cadet Corps

Pierwszym jest pytanie o rolę USA w dzisiejszym świecie oraz zmiany polityczne, które muszą nastąpić w najbliższej przyszłości. Czy rzeczywiście Ameryka była kiedykolwiek hegemonem? Często przyrównuje się USA do Cesarstwa Rzymskiego. Oba imperia dominowały nad światem, ich droga ku potędze była podobna. Od izolacji geopolitycznych wysp po globalne konflikty zmieniające światowy porządek. Wbrew opinii wielu politologów ten popularny przykład nie jest trafny. Cytując myśl Romana Kuźniara (byłego szefa Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych) – „mocarstwo przywódcze stoi na straży reguł, które są podzielane przez wszystkich […] mocarstwo hegemoniczne wymusza posłuch siła militarną lub groźbą jej użycia. Stawia się ponad regułami, które obowiązują innych: macie przestrzegać zasad, ale one nas nie dotyczą” – należy stwierdzić, że Ameryka tylko raz w swojej historii podjęła próbę narzucenia światu hegemonii. Była to prezydentura Georga Busha Juniora. Natomiast Rzym, był hegemonem przez większą część swojego istnienia. Czym innym jest bowiem wg Kuźniara światowa hegemonia. Czym innym natomiast światowe przywództwo. Hegemon dla zachowania swojej światowej roli musi spełniać pewne kryteria. Klasyczne cechy mocarstwa to siła gospodarcza, militarna i zasoby nagromadzonego pieniądza. Mocarstwowość to także technologia oraz atrakcyjność kulturowa ułatwiająca dominację i asymilację innych ośrodków siły. Wszystkie te cechy posiadał Rzym, dysponuje nimi również Ameryka. Jest jednak cecha, która definiuje światowego hegemona. Mocarstwo posiada sieć polityczną dzięki której kształtuje otoczenie polityczne, wywiera na nie naciski etc. (dla USA to m.in. NATO). Hegemon nie potrzebuje takiego tworu. Sam dla siebie jest ośrodkiem decyzyjnym. Tylko podczas prezydentury Busha Ameryka próbowała prowadzić politykę nie korzystając z politycznych przybudówek. Próba ta zakończyła się klęską. W chwili obecnej USA to primus inter pares światowej polityki, ale nie hegemon. Przyrównywanie jednobiegunowego świata ery „pax romana” ze światem „pax americana” jest błędne. Idea antycznego jednobiegunowego świata skusiła politologów by okres niespełna piętnastoletniej preponderancji amerykańskiej ochrzcić mianem świata jednobiegunowego. Konsekwencją tego błędu jest również przekłamana wizja drastycznej zmiany jaka ma się dokonać w związku z postępującą polityczną wielobiegunowością.

Drugie pytanie, które musimy postawić brzmi następująco: czy zmiany polityczne na świecie są spowodowana upadkiem amerykańskiej siły? Trzeba pamiętać, że siła państwa jest warunkowana siłą konkurencyjnych ośrodków politycznych. W tym kontekście Ameryka nie koniecznie słabnie. To szeroko pojęty świat zaczyna gospodarczo i politycznie dorastać do Waszyngtonu. Ekspansja zachodniego modelu politycznego i gospodarczego okazała się stabilizatorem dla wielu punktów zapalnych na świecie. Jej efektem ubocznym okazał się jednak niespotykany wcześniej na świecie wzrost gospodarczy. Już dziś to zjawisko nazywane jest drugą rewolucją przemysłową świata. Paradoksalnie to właśnie „światowe wzrastanie” może zdestabilizować obecny ład (wbrew teorii Fukuyamy). Ze względu na przewagę technologiczną USA nie czeka nas gwałtowne załamanie globalnego porządku, ale powolny ewolucyjny proces. Inne ośrodki siły będą stopniowo dorastać do wielobiegunowości politycznej globu i własnej mocarstwowości. Wpierw staną się siłą regionalną, dopiero z czasem globalnymi konkurentami hegemonii Stanów Zjednoczonych…

Piotr A. Maciążek