Tajlandia: przywódcy „Czerwonych Koszul” bezskutecznie wzywają do pohamowania przemocy

Ostatnie 5 dni zamieszek w Bangkoku przyniosło 42 ofiary, w tym włoskiego reportera Fabio Polenghiana, który – postrzelony w brzuch – zmarł w drodze do szpitala. Na ulicach miasta panuje chaos. Dziś siedmiu liderów „Czerwonych Koszul” oddało się w ręce policji, chcąc tym samym zakończyć protest. Niestety, manifestujący nie poszli w ślad za swoimi przywódcami.

Demonstracja Czerwonych Koszul (fot. M. Chodownik)
Demonstracja Czerwonych Koszul (fot. M. Chodownik)

Po trwających ponad dwa miesiące protestach przeciwko obecnemu rządowi Tajlandii, a przede wszystkim premierowi Abhisitowi Vejjajivie, od którego domagano się rozwiązania parlamentu i dymisji, Jatuporn Promphan, jeden z czołowych liderów Zjednoczonego Frontu na Rzecz Demokracji Przeciwko Dyktaturze (UDD), ogłosił dziś koniec manifestacji Czerwonych Koszul: „Przepraszam was wszystkich, ale nie chce już więcej strat w ludziach” – powiedział Jatuporn Promphan. „Proszę, wróćcie do domów” – zwracał się do zebranych Nattawut Saikua, inny lider UDD.

Manifestujący nie zgodzili się jednak ze swoimi przywódcami, krzykiem wyrazili swoje niezadowolenie i postanowili kontynuować walki z napierającą armią „na własną rękę”.

Niedługo po tym, Bangkok stanął w płomieniach. Ogień zajął w sumie ponad 15 obiektów, w tym takie miejsca jak: centra handlowe Central World, Siam World i Chidlom, stacje BTS (podniebnego pociągu), budynek telewizji Channel 3 czy giełda papierów wartościowych. Prawie wszystkie z nich znajdują w znanych dzielnicach turystyczno-biznesowych.

Na ulicach Bangkoku, od pięciu dni nieustannie słychać strzały i wybuchy a końca zamieszek wciąż nie widać. Po kilku tygodniach „zimnej wojny” między „Czerwonymi Koszulami”, a armią, zdecydowano się na rozgonienie manifestujących, zajmujących znaczna część miasta przy ulicy Rajprasong.

Prowincje ogarnięte zamieszkami. Opracowanie: politykaglobalna.pl. Mapa: wikipedia.
Prowincje ogarnięte zamieszkami. Opracowanie: politykaglobalna.pl. Mapa: wikipedia.

Obie strony nie pozostają sobie dłużne – dziś armia ostrzelała pagodę Wat Pratum w pobliżu centrum handlowego Central World, gdzie schronienie znalazły przede wszystkim kobiety i dzieci, wcześniej biorące udział w manifestacjach.

Tłum manifestujących nie chce ustąpić i rozejść się do domów. „Jesteśmy gotowi oddać życie, jeśli będzie taka potrzeba. Nie ustąpimy.” – mówią ci, dla których protest nie zakończył się wraz z odejściem liderów.

Prócz strat w ludziach, po obecnej „wojnie domowej”, możemy spodziewać się także olbrzymich strat finansowych.

Z uwagi na uliczne walki, z dzielnic w których się one toczą, ewakuowani są cywile. Szpitale starają się przemieścić swoich pacjentów do innych placówek, kolejne sklepy zamykają swoje drzwi a pobliskie hotele już dawno odmówiły przyjmowania gości. Pozostałe dzielnice Bangkoku nie pozostają obojętne na panujący chaos – zamykane są centra handlowe, zajęcia w szkołach i na uczelniach są odwoływane a mieszkańcom zaleca się pozostanie w domach.

W 22 z 76 prowincji została wprowadzona godzina policyjna, która obowiązuje od godz. 20 do godz. 6 rano.

Raporty o walkach i podpaleniach przychodzą także z innych miast i prowincji Tajlandii. Zamieszki między „Czerwonymi Koszulami”, a silami zbrojnymi maja miejsce także w Chiang Mai, Udon, Ubon, Nonthaburi, Muhkadan, Khon Khaen i Korat.

Magdalena Chodownik