Sprawa jamajskiego Robin Hooda

Christopher „Dudus” Coke

Każdemu Europejczykowi Jamajka kojarzy się głównie z osobą Boba Marleya. Wydarzenia ostatnich dni pokazują jednak wyraźnie, że wyspa ta pod względem polityki nie różni się od państw sąsiednich. Nie rządzą tam rasta prorocy, a skorumpowani przez mafię technokraci. Zamieszki, które pochłonęły do tej pory 76 ofiar zwracają też uwagę świata na drugiego z bohaterów biedoty z Kingston.

Christopher „Dudus” Coke, bo o nim mowa, to szef potężnego narkotykowego gangu Shower Posse, który zajmuje się przemytem importowanej z Kolumbii kokainy oraz produkowanej przez siebie marihuany do Stanów Zjednoczonych, a także przemytem broni w stronę powrotną.

Mafioso to ulubieniec mieszkańców uboższych dzielnic zachodniego Kingston, głównie Tivoli Gardens. Bogacz, który zbił majątek zabijając przeciwników i konkurentów, a także przekupując polityków i sędziów, jest bowiem dla nich największym dobroczyńcą, prawdziwym Robin Hoodem. Finansuje kluby sportowe, placówki edukacyjne, zespół muzyczny. Dba też o rozwój młodzieży, przekonuje, by unikali narkotyków i alkoholu.

Nikt nie widzi żadnej sprzeczności, bo „jeśli można zarobić na głupich Yankees, nie ma w tym przecież nic złego”. Filantrop Coke bogacił się więc, kontynuując dzieło swego ojca, założyciela Shower Posse, zarówno jeśli chodzi o sposób usuwania przeciwników (nazwa gangu pochodzi od zwyczaju zalewania ofiar pociskami jak z prysznica), jak i hojnego wspierania polityków. W tym miejscu wystarczy wspomnieć, że rządzący premier Bruce Golding wywodzi się z okręgu wyborczego obejmującego dzielnicę Tivoli Gardens.

Nikogo nie zdziwiło więc, gdy rok temu odmówił wydania „wybitnego obywatela” na oficjalną prośbę o ekstradycję do USA. Wpłynęło to na ochłodzenie stosunków między państwami, a po roku Jamajczykom doskwierać zaczęły trudności z uzyskaniem wizy i problemy z mianowaniem amerykańskich ambasadorów w Kingston. Przed kilkoma dniami, rząd niespodziewanie zgodził się na ekstradycję i rozpoczął akcję policji dążącą do schwytania gangstera.

Mieszkańcy biednych dzielnic manifestują swoje poparcie dla gangstera (cbsnews.com)

Jaki będzie finisz majowego zamieszania na Jamajce? Sami Jamajczycy twierdzą, że możliwość wydania gangstera amerykańskiemu wymiarowi sprawiedliwości jest całkowicie nierealna, ponieważ rząd nie pozwoli na ujawnienie informacji o korupcji i związkach polityków z przestępczością. Christopher Coke zostanie więc zapewne „przypadkowo” zabity podczas schwytania lub później w jeszcze bardziej „przypadkowych” okolicznościach tak jak miało to miejsce w przypadku jego ojca, który w 1992 roku zginął w więzieniu tuż przed planowaną ekstradycją.

W porachunkach polityków i mafii z prokuraturą USA w tle cierpią niestety zwykli ludzie. Niektórzy zginęli bezpośrednio na ulicach, większość ucierpi finansowo. Zginie odpowiedzialny za tysiące zabójstw szef narkotykowego kartelu, ale też człowiek, który utrzymywał całe dzielnice. Pomagał „swoim”, szkodząc bogatym mieszkańcom odległego mocarstwa. Trudno się więc dziwić, że mieszkańcy biednych dzielnic Kingston dekorują samochody zdjęciami nie tylko Boba Marleya, ale i Christophera Coke’a. Tym bardziej nie powinien dziwić fakt, że zwykli ludzie w starciach z policją stają po stronie mafii.

Tomasz Machalski