Generał Błasik w kabinie pilotów, a naciski – odpowiedź malkontentom

źródło: http://english.ruvr.ru

Według różnych informacji w kabinie Tu-154 przed katastrofą miał znajdować się ówczesny dowódca sił powietrznych, generał Błasik. Od razu rozpoczęło się, z jednej strony sugerowanie, iż wojskowy mógł naciskać na pilotów, a z drugiej strony wykluczanie takiej możliwości. Polskie piekiełko, gdzie o racji nie decydują argumenty, a emocje, które nam przyświecają.

Wyjaśnijmy zatem kilka rzeczy. Tym razem w punktach.

1) Fakt, iż generał Błasik przyszedł do kabiny nie świadczy ani o tym, iż doszło do nacisków, ani również nie wyklucza tej tezy. Wszystko stanie się oczywiste po odsłuchaniu i zbadaniu sprawy przez polską komisje. To, iż nagrania mają zostać zbadane przez psychologów pod kątem stopnia zdenerwowania pilotów, jest czymś naturalnym i niespotykane byłoby, gdybyśmy z tego zrezygnowali. Dowodzenie, że zaangażowanie w całą operację psychologów ma na celu udowodnienie tezy, że miały miejsce naciski jest potężnym nadużyciem. Psycholodzy równie dobrze mogą to wykluczyć, a w dodatku doskonale pokazuje to filozofię pt. “zbadajmy sprawę i szukajmy spisku, ale presji nie było na pewno i trzeba to wykluczyć”. Brak konsekwencji się kłania, a wpis na ocenę bdb. z tego przedmiotu mógłby dać legendarny Kali.

2) Można oczywiście twierdzić, iż mogło dojść do wywierania presji, nawet nieświadomie przez obecność generała czy pamięć o historii z Tblisi, ale również – bez wnikliwej analizy zawartości czarnych skrzynek, na “chłopski rozum”, to mija się z celem. W zasadzie oczywiste jest, iż profesjonaliści takiej ewentualnej presji nie powinni się poddać, niezależnie od okoliczności. Na razie brakuje jakichkolwiek dowodów, że taki fakt miał miejsce. Nie ulega wątpliwości, iż rozstrzygające w tej kwestii będzie odczytanie rozmów z kabiny pilotów. Generał mógł równie dobrze rozmawiać z nimi o różnych, przyziemnych sprawach, związanych z uroczystością, sytuacją w wojsku, ich służbą itd.

3) Polska powinna jak najszybciej doprowadzić do ujawnienia zawartości czarnych skrzynek. W tym przypadku spełnia się – w mojej ocenie – warunek konwencji chicagowskiej, iż trzymanie tegoż tajemnicy powoduje dużo większe, negatywne skutki, aniżeli ich ujawnienie. Rosjanie nie powinni oponować.

4) Nadal potężne wątpliwości budzi zastosowanie konwencji chicagowskiej, niewątpliwie jednak przejęcie badania – w przypadku postawienia takiego wniosku – byłoby bardzo mało prawdopodobne, bo Rosjanie zgadzając się na takie rozwiązanie, wyzbyliby się części swojej suwerenności, gdy sytuacja ich do tego nie zmuszała. Nie można wykluczyć kompromisu, tj. zastosowanie konwencji chicagowskiej w zamian za niepodejmowanie przez Polskę próby przejęcia badania (i tak skazanej na porażkę). Tym samym zapewniono wspólną kontrolę nad śledztwem, która uniemożliwia wszelkie fałszerstwa (co nie oznacza możliwości wystąpienia np. odmiennej oceny faktów). W każdym razie stawianie tych pytań ma sens, bo rząd powinien to ludziom tłumaczyć, o ile nie próbuje się wywołać przy okazji awantury politycznej.

5) To urocze, w jaki sposób Edmund Klich, polski przedstawiciel w komisji badającej przyczyny katastrofy, z bohatera stał się złoczyńcą. Gdy postawił się Rosjanom, mówił o problemach ze współpracą, był wspaniałym urzędnikiem, patriotą, a gdy z nimi współpracuje, jest kolejnym uczestnikiem spisku. Niebywałe.

6) Zacytujmy Zbigniewa Brzezińskiego z wywiadu dla “Rzeczpospolitej”:

Rz: Spora część Polaków nie ufa jednak Rosjanom i w sprawie katastrofy prezydenckiego samolotu domaga się międzynarodowego śledztwa, obawiając się, że władze w Moskwie mogą zataić niektóre istotne informacje. Pan się z nimi zgadza?

ZB: Nie zgadzam się, chociaż mogę zrozumieć, skąd biorą się ich obawy. Tego rodzaju podejście opiera się na przekonaniu, że w ten czy inny sposób rząd Rzeczypospolitej Polskiej będzie współpracować z Rosjanami w ukryciu prawdy. Wykluczam taką możliwość i uważam ją za nierealistyczną, nieuzasadnioną i właściwie obraźliwą dla całego społeczeństwa polskiego.

D-o-k-ł-a-d-n-i-e.

Rosjanie owszem, mogą np. inaczej oceniać rolę wieży kontrolnej. Pewna ostrożność w stosunku do Moskwy nie zaszkodzi, ale otwarta nieufność i oficjalne oskarżenia – bez dowodów – naraziłaby nas na śmieszność, doprowadziłoby do zmarnotrawienia całego zdobytego kapitału w stosunkach polsko-rosyjskich, a ponadto podkopało zaufanie do Polaków, jako poważnego partnera.

Zbigniew Brzeziński trafia w sedno mówiąc, iż twierdzenie, że polskiemu rządowi mogłoby zależeć na ukryciu prawdy jest obrazą dla większości polskiego społeczeństwa. Emocje niektórych poszły już za daleko i według nich Polską rządzi namiestnik Władimira Putina. Dla nich, im gorsze stosunki z Rosją, tym lepiej. Łatwiej burzyć niż budować.

Wiele osób rządzących i będących w opozycji, straciło w czasie tej katastrofy swoich przyjaciół. I oni mieliby chcieć ukryć prawdę? Sam Jarosław Kaczyński również nie wierzy w spisek, czego dowodem jest jego przesłanie do narodu rosyjskiego (szkoda, że wysłane w rosyjski długi weekend), które należy ocenić bardzo pozytywnie. Dlaczego jego zwolennicy piszący na blogach, że trzeba “brać kałachy i głosować na Jarka” nie pójdą drogą wytyczoną przez prezesa?

Patryk Gorgol