Gaz łupkowy w Polsce – aby nie zapeszyć

W zeszłym roku, około czerwca-lipca, mediami wstrząsnęła informacja – polscy naukowcy z Uniwersytetu im. Marii Curie-Skłodowskiej są bliscy przełomowego odkrycia. Zamienią CO2 w wysokooktanowe paliwo, a i nie wykluczają, iż uda się uzyskać również gaz. Nie wdając się już w opis reakcji chemicznych, zdaniem profesora Dobiesława Nazimka koszt produkcji jednego litra takiego paliwa kosztowałby kilkadziesiąt groszy. Dysponowalibyśmy zatem nie tylko tańszym paliwem, ale również – w zamyśle pomysłodawców – z fabryk zabieralibyśmy dwutlenek węgla i tym samym wspomogli ochronę środowiska oraz moglibyśmy sprzedawać prawa do emisji CO2. Państwo zarabiałoby też na akcyzie.  Sprawą żywo interesowało się Ministerstwo Gospodarki.

Wszystko ładnie, pięknie, ale temat równie szybko, jak się pojawił, zniknął z mediów. Nie twierdzę, że w przyszłości nie wróci, ale to, co udaje się w laboratorium, często nie udaje się osiągnąć w warunkach przemysłowych. Z zapowiadanego przełomu na razie mamy tyle, co z obietnicy polskich piłkarzy, że dostaną się na Mundial 2010 w RPA.

Od kilku miesięcy pojawiają się informacje dotyczące gazu łupkowego. Polska ma posiadać niekonwencjonalne zasoby tego surowca, jak szacują amerykańskie koncerny, w wysokości od 1 do 3 bln m sześciennych. Ostrożniejsze rachunki mówią o mniejszych złożach. Ministerstwo Gospodarki ogłasza, iż jest to “energetyczna szansa dla Polski”, a minister Sikorski, że to nadzieja na uniezależnienie od dostaw rosyjskich. Co więcej, gaz łupkowy to ekologiczna alternatywa dla paliw produkowanych w oparciu o ropę naftową, co potwierdza Karol Wieczorek z z serwisu cng.auto.pl, którego poprosiliśmy o komentarz: – Metan w porównaniu do paliw pochodzenia naftowego emituje zdecydowanie mniej CO2, istniejące technologie pozwalają również na wytwarzania biometanu jako paliwa odnawialnego.

Polska zużywa rocznie około 13,5-14 mld m3 gazu. Warto poczekać na potwierdzenie/zaprzeczenie informacji na temat wielkości złóż niekonwencjonalnego gazu. Na razie Polacy wydali kilkadziesiąt koncesji na poszukiwanie. To dopiero rozgrzewka, do której powoli zaczęły przyłączać się polskie firmy – PGNiG oraz Orlen. Jeżeli byłoby zatem 1,5 bln m3 gazu (jeden z szacunków), to mielibyśmy tego surowca na 100 lat naszego zapotrzebowania. Czy to takie proste?

Niestety, nie. Zawsze lepiej przyjemnie się zaskoczyć niż niemile rozczarować. Nie jest wcale powiedziane, że szacunki amerykańskich koncernów się sprawdzą. Może się okazać, że gazu łupkowego jest mniej niż początkowo przypuszczano. Drugim problemem jest opłacalność wydobycia – nie została ona jeszcze określona. W dodatku, tylko Amerykanie dysponują stosownym know-how i, postępując według swojego motta business is business, za darmo się z nami nie podzielą. Ostatnią kwestią jest czas – po spełnieniu wszystkich warunków i pozytywnej ocenie opłacalności wydobycia, budowa infrastruktury, rozpoczęcie interesu to nie tylko zainwestowania dziesiątek milionów złotych, ale również co najmniej kilku lat. Zdaniem Karola Wieczorka konieczność zwiększenia inwestycji w energetykę może być jednak bardzo korzystna. – Przypadek Ameryki Północnej jest wart zainteresowania również ze względu na modernizację sektora energetycznego, jakiej dokonuje się bazując na tanim i pewnym gazie ziemnym – twierdzi.

To prawda, że potwierdzenie informacji medialnych zmieniłoby sytuację geopolityczną Polski, ale nie staniemy się zaraz drugim Kuwejtem czy Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. Należy jednak pamiętać, że do dzisiaj nie udało się nikomu poza Amerykanami wdrożyć opłacalnej technologii wiercenia kierunkowego, niezbędnego do eksploatacji metanu uwięzionego w łupkach skalnych. Decydując się zatem na rozwój tego typu wydobycia w Polsce, przez długi czas będziemy musieli polegać wyłącznie na know-how amerykańskich inwestorów – twierdzi Karol Wieczorek. Wydobycie gazu niekonwencjonalnego jest droższe niż konwencjonalnego, a ręce po lwią część zysku na pewno wyciągną Amerykanie (w Polsce są już m.in. Chevron i Exxon Mobil) i polski rząd będzie musiał się z nimi podzielić. Polacy mieliby jednak własne złoża i np. gra tzw. szantażem gazowym przez Moskwę, byłaby dużo trudniejsza.  Rosjanie straciliby wobec nas kartę przetargową, a Nord Stream zacząłby bawić, a nie straszyć.

Gaz łupkowy nie wygląda na tanią sensację rodem z tabloidów, ale zamiast snuć dalekosiężne plany o Polsce eksportującej gaz, lepiej poczekać na wyniki analiz ekspertów. Łatwo bowiem można sobie wyobrazić sytuację, iż Polsce bardziej będzie się opłacało kupować gaz od Gazpromu, a nasz, łupkowy, wysyłać za granicę.  Rozpoczęcie wydobycia,  doprowadziłoby do ziszczenia się marzenia polskich polityków: dywersyfikacji. – Gaz łupkowy to wielka szansa na dywersyfikację źródeł energii dla polskiej gospodarki oraz podniesienie bezpieczeństwa dostaw paliw – potwierdza Karol Wieczorek. Byle nie zapeszyć!

Patryk Gorgol