Chińska gospodarka w punkcie zwrotnym?

Popularny jest pogląd, że Chiny mają ogromne zasoby taniej siły roboczej. Nie brak opinii, że ten czy inny nasz problem można rozwiązać, sprowadzając tanich chińskich pracowników. Może kiedyś tak było, ale dziś już chyba nie. Z pewnością nie będzie tak w przyszłości.

Oblicze chińskiego smoka niedługo może zmienić się nie do poznania - przemiany demograficzne w Państwie Środka wymuszą zmiany w gospodarce (Źródło Flickr.com/dmhergert)
Oblicze chińskiego smoka niedługo może zmienić się nie do poznania - przemiany demograficzne w Państwie Środka wymuszą zmiany w gospodarce (Źródło Flickr.com/dmhergert)

Nim szerzej rozwinę temat, pozwolę sobie na parę uwag. Trudno w sposób pewny mówić cokolwiek o Chinach, bo choć publikacji na ich temat jest dużo, to rzadko są one oparte o rzetelne dane statystyczne. Tych danych ogłasza się niestety wciąż za mało. Nie można jednak rezygnować z obserwowania Chin, bo grają one jedną z głównych ról na arenie międzynarodowej. Bez uwzględniania Chin, jakiekolwiek analizy sytuacji w świecie są dziś bez wartości.

Choć publikacje o Chinach, prócz rzetelnych informacji, zawierają też często manipulacje, to i tak należy je śledzić, ale z odrobiną krytycyzmu. Konfrontując różne źródła, da się na ogół oddzielić rzetelne informacje od manipulacji. Warto też pamiętać, że każda publikacja, także mój tekst tutaj, to tylko czyjś jednostkowy punkt widzenia. Złożona prawda jest wypadkową wielu różnych punktów widzenia.

Wracając do chińskiego rynku pracy zacznę od przypomnienia tekstów, które pojawiły się w naszych czołowych mediach na przełomie stycznia i lutego 2009. Pisano wtedy o 26 mln Chińczyków, którzy rzekomo stracić mieli pracę. Ani razu nie trafiłem wtedy na publikację, która nagły wzrost liczby chińskich „bezrobotnych” wiązałaby z chińskim Nowym Rokiem, a przecież nie każdy polski czytelnik musi wiedzieć o tym święcie.

Obchody Nowego Roku to dla Chińczyków najważniejsze święto. Trwają 15 dni. Ostatnim dniem jest Święto Latarni. Cały ten okres nazywa się też Festiwalem Wiosennym. Pierwsze trzy dni są w Chinach ustawowo wolne od pracy, a na pozostałe, lub przynajmniej ich część, wielu Chińczyków bierze urlop. W 2009 chiński Nowy Rok wypadł 26 stycznia. Rozpoczął się wtedy rok ziemnej krowy.

W Chinach jest wielu tzw. pracowników migracyjnych. Są to ludzie podejmujący pracę w miastach bardzo odległych od rodzinnej wsi. Bywa że o ponad tysiąc kilometrów. To tak jak gdyby ktoś z Polski pracował np. w Holandii. Liczbę chińskich pracowników migracyjnych szacuje się różnie – od 130 do 220 mln. Podejmują oni pracę np. w Szanghaju, Pekinie czy miastach Delty Rzeki Perłowej. Wielu migrantów zawiera umowę tylko na rok, a ściśle do następnego Nowego Roku. Po tym okresie wracają do domu na święta, a po świętach jadą zatrudnić się w nowej pracy. W okresie Festiwalu Wiosennego formalnie nie są więc pracownikami. Jeśli przyjąć najniższą nawet liczbę pracowników migracyjnych, czyli 130 mln i założyć, że tylko co piąty szuka po świętach nowej pracy, to już otrzymamy 26 mln takich, którzy podczas Festiwalu Wiosennego są bez pracy. Czy jednak można nazwać ich bezrobotnymi?

W lutym 2010 media dla odmiany zaczęły informować o dramatycznym braku pracowników w Chinach. W samej tylko Delcie Rzeki Perłowej brakuje podobno 2 mln ludzi do pracy, a w całych wschodnich i południowych Chinach 20-30 mln. Jak to jest, że w lutym 2009 informuje się o dramatycznym wzroście bezrobocia i przepowiada się, że w ciągu roku urośnie ono do poziomu najwyższego od 30 lat, a po upływie tego roku pisze się, że jest dramatyczny brak rąk do pracy? To nie jest możliwe. Po prostu zmyślone były i dramatyczny wzrost bezrobocia w lutym 2009, i dramatyczny brak rąk do pracy w lutym 2010.

W lutym 2009 „dramatyczny” był nie tylko rzekomy wzrost bezrobocia, ale także zahamowanie wzrostu gospodarczego. W artykule „Gdzie przepadł chiński wzrost?” Maria Kruczkowska pisała wtedy, że wprawdzie oficjalnie podaje się w Chinach, iż w IV kwartale 2008 gospodarka urosła o 6,8 proc., ale prawda może być gorsza, bo w Chinach tradycyjnie od dołu do góry wszyscy „poprawiają” statystykę. Dla poparcia swego stanowiska Maria Kruczkowska przywołała opinie ekonomistów z Merrill Lynch i J.P. Morgan. Ich zdaniem wzrost chińskiej gospodarki był w IV kwartale 2008 „blisko zera” wg Merrill Lynch i ok. 1,5 proc. wg J.P. Morgan. Nie wiem ilu czytelników wiedziało, że Chiny, podobnie jak Polska, podają wzrost PKB w stosunku rocznym, czyli IV kwartał 2008 porównują z IV kwartałem 2007, natomiast zarówno Merrill Lynch jak i J.P. Morgan podały wzrost w stosunku kwartalnym, czyli IV kwartał 2008 porównały do III kwartału 2008. Łatwo wyliczyć, że wzrost 6,8 proc. w stosunku rocznym odpowiada wzrostowi ok. 1,7 proc. w stosunku kwartalnym. Dziś żaden ekonomista nie kwestionuje podanego przez władze chińskie wzrostu PKB o 6,8 proc. r/r w IV kwartale 2008. A zatem Chiny nie manipulowały danymi. Czy można to samo powiedzieć o Marii Kruczkowskiej?

Wskutek różnych manipulacji osobom mniej zorientowanym trudno wyrobić sobie pogląd na temat dzisiejszych Chin. Szkoda, bo są one w wyjątkowo ciekawej sytuacji, w punkcie zwrotnym swej gospodarczej historii. Przez ponad 30 lat wzrost opierał się tam w dużej mierze na wzroście zatrudnienia. Dziś nie jest już chyba możliwy dalszy wzrost zatrudnienia. Z „Rocznika statystyki międzynarodowej 2009”, wydanego właśnie co przez GUS, dowiadujemy się, że współczynnik aktywności zawodowej w grupie 15 lat i więcej spadł w Chinach z 77,8 proc. w 2000 do 75,1 proc. w 2007. Za spadek odpowiada jednak wyłącznie grupa wiekowa od 15 do 24 lat. Dla niej współczynnik spadł z 67,2 proc. do 59,6 proc. Wynika to z faktu, że w 2007 odsetek chińskiej młodzieży podejmującej studia był dużo wyższy niż w 2000. (W Polsce współczynnik aktywności zawodowej w grupie 15-24 wynosił w 2007 roku 32,8 proc.).

We wszystkich grupach wiekowych powyżej 24 lat współczynnik aktywności zawodowej wzrósł w Chinach w latach 2000-2007, ale tylko nieznacznie. Osiągnął on w 2007:

w grupie 25-34 lata – 95,4 proc. (w Polsce 86,1 proc.)

w grupie 34-54 lata – 91,9 proc. (w Polsce 79,8 proc.)

w grupie 55-64 lata – 60,2 proc. (w Polsce 30,4 proc.)

w grupie 65 i więcej – 20,1 proc. (w Polsce 4,9 proc.)

Poza najstarszymi grupami nie bardzo widać już w Chinach możliwość wzrostu współczynnika aktywności zawodowej, bo przecież ktoś musi zajmować się małym dziećmi, część ludzi dotknięta jest ciężkimi chorobami bądź poważnym inwalidztwem, są też np. mnisi w klasztorach etc. W przyszłości Chiny muszą się nawet liczyć ze spadkiem zatrudnienia, bo kolejne roczniki młodzieży nie są liczne, a na dodatek coraz większy ich odsetek będzie studiować. Tymczasem potrzebna będzie rzesza pracowników dla realizacji niebywale ambitnych planów rozwojowych. Plany te przewidują budowę wielu dróg, w tym autostrad, kolei dużych prędkości, dworców, lotnisk, mostów, rurociągów, reaktorów atomowych, elektrowni wiatrowych i słonecznych etc., etc. Ponadto trwa gwałtowny rozwój miast.

W 2008 w chińskich miastach mieszkało 46 proc. ludności. W 2030 ma to być 68 proc. i na tym poziomie odsetek ludności miejskiej zostanie ustabilizowany. Jeśli w 22 lata odsetek ludności miejskiej ma wzrosnąć o 22 punkty procentowe, to znaczy, że średnio rocznie trzeba budować w chińskich miastach mieszkania dla jednego procenta ludności. Taki jeden procent to ponad 13 mln ludzi. Uwzględniając mieszkania na wymianę za wyburzone, Chiny planują przez najbliższe 22 lata budować rocznie tyle mieszkań, ile jest w połowie Polski. Trudno się jednak dziwić, skoro produkują one połowę światowego cementu (1,4 z 2,8 mld ton w 2009) i niemal połowę światowej stali surowej (0,57 z 1,22 mld ton w 2009), a zamierzają same to zużyć.

W chińskiej gospodarce zajdą w najbliższych latach wielkie zmiany. Skoro nie ma już rezerw siły roboczej, to nastąpić musi szybka automatyzacja przemysłu. Pracochłonne produkcje trzeba będzie przenieść do innych krajów, np. w Afryce. W nieodległej przyszłości to nie Chiny będą zalewać tanią, masową produkcją Afrykę, ale Afryka będzie eksportować do Chin swoją tanią, masową produkcję. Może także Polska będzie produkować dla Chin. Same Chiny tymczasem w coraz większym stopniu wytwarzać będą towary z wyższych półek, w których więcej będzie myśli technicznej a mniej prostej siły roboczej.

Prawdopodobnie w najbliższych latach dostrzegać zaczniemy też powolne odwracanie kierunku tzw. drenażu mózgów. Dotychczas było tak, że np. USA czy kraje Europy Zachodniej ściągały do siebie specjalistów z innych, biedniejszych krajów świata, oferując im lepsze warunki. Drenaż mózgów był specyficzną premią dla państw bogatych, realizowaną kosztem państw biednych. Wkrótce ta premia może przypaść Chinom, kosztem m.in. USA i Europy Zachodniej. Chiny są już dziś w czołówce technologii nuklearnych i kosmicznych, w biologii, biotechnologii, genetyce, informatyce etc. Warto zwrócić uwagę, że np. w 2009 Chiny stały się światowym liderem ze względu na liczbę patentów w chemii. Chińscy chemicy zgłosili 67 tys. patentów, podczas gdy Japonia 52 tys. a USA 41 tys.

W naszym interesie jest wiedzieć, co się wokół nas dzieje, bo następują ogromne zmiany. Jeśli nie będziemy ich rozumieli, to będziemy dokonywać nietrafnych wyborów i pewnie nie najlepiej na tym wyjdziemy.

Piotr Badura jest czytelnikiem naszego portalu, który postanowił wysłać do nas swój tekst, nie zgadzając się z tezami kilku artykułów o Chinach opublikowanych na łamach PG. Zachęcamy do pójścia w jego ślady – na autorów najciekawszych tekstów czekają nagrody książkowe (szczegóły wkrótce)!